Facebook Google+ Twitter

Życie w mieście innymi oczami

Szła. Mroźny wieczór iskrzył się w kryształkach leżącego śniegu. Każdy krok poprzedzało badawcze spojrzenie w miejscu, gdzie za chwilę miał pojawić się but. Ślisko. Szła powoli...

Szła, napinając z każdym krokiem wszystkie mięśnie. Było z górki. Każde stąpnięcie budziło wizję artystycznego lotu i mało udanego lądowania. Co dzisiaj? Wspomniała obite parę dni temu kolano. Też było z górki. I też oślepiały iskierki śniegu.

Kaptur płaszcza nasunął się głębiej na oczy. Gruby golf gryzł w szyję, a czapka na głowie krępowała ruchy. Muzyka dudniła w uszach. Głośno.

Zatrzymała się przed wystawą księgarni. W odbiciu zobaczyła ukrytą w kapturze płaszcza głowę.

Let freedom ring with the shotgun blasts - ryczał w słuchawkach kontestujący za pieniądze artysta.

Kiedy kończył się tydzień w sklepach, na ulicach, wszędzie pojawiali się ludzie do niej podobni. Rozsznurowane adidasy, luźne spodnie, brak rękawiczek i szalików. Patrz, jaka jestem zła, akcentowały twarze każdym grymasem. Na co dzień ułożeni i logiczni, w weekendy uciekali od codzienności usiłując wmówić sobie i całemu światu swoją bezczelną nonszalancję. Obraz psuły nieco błyskające przy kasach karty kredytowe. Ona ma to szczęście, że nie wygląda tak tylko od piątku do niedzieli... Ona wygląda tak prawie codziennie.

Szła, przesłaniając się z każdym oddechem wydychaną mgiełką.

Zima wydobywała z szaf grube swetry, płaszcze, opatulała ludzi niezliczoną ilością warstw. Zagubieni w garderobie, odrobinę utonięci i bardzo skrępowani zdawali się zrastać z ubraniami turlając się niezgrabnie po ulicach. Załzawione od mroźnego wiatru spojrzenia niosły chłód zimy. Kuliści ludzie byli jeszcze bardziej obcy, jeszcze bardziej zamknięci. Od świata dzieliły ich niezliczone warstwy tkanin, które wydawały się gasić i pochłaniać wszelkie wychodzące z wewnątrz sygnały. Owinęła się szczelniej w swój świat i przeszła przez ulicę wchodząc po drugiej stronie w park zimowych kikutów drzew.

Alejka wiodła prosto, ginąc w wieczorze. Po przekroczeniu granicy drzew podmuch wbił jej w policzki igiełki mrozu. Świat drzew zawsze potrafił się izolować od miasta. Przysiadła na ławce i utkwiła wzrok w ciemności.

Zapaliła papierosa wydychając powoli dym wraz z lodowatą parą, wszystko to się ze sobą mieszało. Odpoczywała. Codzienny zgiełk, ludzie, tempo zostało za nią. Miała czas.

Witaj w mieście, które nigdy nie śpi...
...gdzie życie w szczęściu to przywilej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.