
Niewątpliwie sugestywnym dziełem filmowym i literackim są "Noce i Dnie". Główna bohaterka, cudownie zagrana przez Jadwigę Barańską, zagubiona w tragicznych dziejach porozbiorowych, "odrealniona" i "zawieszona" na wspomnieniach, nadaje sens zbiorowej historii, jej katastrofom i wzlotom.
Właśnie w chwilach załamania chcielibyśmy uchwycić rąbek życiowej tajemnicy zaklętej w indywidualnej historii. Barbar Niechcic w płonącym Kalińcu, mówi do siebie: "W Serbinowie zaczęli kisić pszenicę, a barometr idzie na zmianę". "Przywdziewamy" wielką historię w znoszone ubrania, które odeszły do przeszłości, żeby uciec przed zranieniem, zrozumieć oraz nie zagubić się na nowej drodze.
Produkcji, które w oszałamiający sposób konfrontowały los człowieka z zawirowaniami politycznymi było mnóstwo. Ale jeszcze sięgnęłabym do fantastyki. Uczucie, które mi się udzielało przy jednej ze starszych wersji "Podróży do głębi ziemi" na podstawie powieści Juliusa Verne, trudno z czymkolwiek porównać. Jest coś takiego jak doświadczenie przemijania, ale gdy z bohaterami francuskiego pisarza stawałam nad brzegiem podziemnego oceanu, docierało do mnie, że bywają całe światy, które zostawiamy za sobą... bezpowrotnie.
Niemniej traumatyczny był exodus rosyjskich żydów z Anatewki ("Skrzypek na dachu"). Zostawiali domy, sąsiadów, zwierzęta domowe, krajobraz. Przenieśli to w sercu do Nowego Yorku, Krakowa, Moskwy. Z każdą wojną czy katastrofą, pewien układ cywilizacyjny mija i nagle przeskakujemy kilka stopni dalej. Podróżnicy Juliusa Verne'a zatrzasnęli drzwi do jednego świata i otworzyli do następnego, który mógł się jawić im nie tylko inny, ale też mniej kolorowy i złożony, smutny. Wtedy w człowieku krzyczy jakaś tęsknota, bo stracić jednego, dwoje ludzi jest strasznie. Stracić jednak wszystkich przyjaciół naraz, dostęp do telewizji, książek prasy, ulubionego jedzenia, kłócących się, ale swoich polityków i sąsiadów, czy ustalonej geografii, rodzić musi rozpacz.
Czytaj dalej --->