Pozycja materiału w rankingach:
Tradycja polskiej gościnności wobec Żydów oraz żydowskich swobód w państwie Piastów, Jagiellonów i Rzeczypospolitej Obojga Narodów stanowi ważny, choć zapomniany wkład w historyczne i kulturalne dziedzictwo Europy.
Historia polsko-żydowskich związków liczy tysiąc lat. Pojedynczy żydowscy kupcy zaczęli docierać na ziemie polskie w X w. Pierwsze wzmianki o państwie Polan znajdujemy w relacjach Ibrahima Ibn Jakuba, żydowskiego kupca z kalifatu kordobańskiego. W owym czasie najbardziej poszukiwanymi towarami w naszej części Europy były skóry i niewolnicy. Dzięki prowadzonemu na szeroką skalę eksportowi, skarb pierwszych Piastów zapełniał się dirhemami - arabskimi monetami, jakich tysiące znaleziono w Wielkopolsce i w Przemyślu. Prawdopodobnie kupcy wyznający judaizm docierali również z położonego nad dolną Wołgą Chaganatu Chazarów. Jednak na szerszą skalę zaczęli Żydzi przybywać do Polski w XII w. z terenów Niemiec. Było to związane przede wszystkim z napaściami ze strony udających się do Ziemi Świętej krzyżowców. Wielu z nich wychodziło z założenia, że najlepszym sposobem uregulowania finansowych zobowiązań wobec Żydów jest fizyczna likwidacja wierzycieli. Zobacz także:
Artykuły
(67)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(3.89)
Miejscowość: Kraków | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Aleksandra Solarewicz 21.07.2007 18:40
Tekst dobry, tylko wymyślać uzasadnienia mi się nie chce.
Michał Tyrpa 17.07.2007 10:25
Tytułem uzupełnienia dwa cytaty z "Rzeczpospolitej":
1) Niezwykle interesujący tekst z izraelskiego "Maariv"
"Czy Festiwal Kultury Żydowskiej organizują antysemici?
Polacy, organizując imprezy takie jak Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie, zakładając restaurację z żydowskim jedzeniem czy odnawiając synagogi, usiłują zamazać swoje poczucie odpowiedzialności za Holokaust. To główna teza artykułu Yuvala Albshana, który ukazał się w izraelskim dzienniku "Maariw".
Autor bardzo krytycznie ocenia polskie zabiegi na rzecz rewitalizacji żydowskiej kultury w naszym kraju. Jego zdaniem "Polska coraz bardziej dławi w sobie poczucie wstydu i powraca do wspaniałego dziedzictwa kulturalnego, które pozostawili Żydzi, oraz korzysta z niego ekonomicznie".
"Proces ten niesie ze sobą także dużo niebezpieczeństw, które określić można jako "zaprzeczenie antysemityzmowi"" - dodaje Albshana. Według niego pytani o swój udział w Holokauście Polacy mówią: "To nie my, to oni", wskazują na Niemców i "wzruszają ramionami".
Tymczasem autor przypomina o "antysemickich korzeniach Polski". "Istnieją opowieści o szklankach wody sprzedawanej Żydom za złoto, o wypadkach wydawania Żydów i szantażowania, o granatowej policji, o ludziach upychanych w wagonach śmierci, ale przede wszystkim o Żydach, którzy wrócili po wojnie po swoje mienie i zostali zastrzeleni przez Polaków" - pisze.
Albshana wyraża oburzenie, że wielu Żydów pomaga Polakom w procesie "zaprzeczania antysemityzmowi". Szczególne pretensje ma do byłego ambasadora Izraela w Polsce Szewacha Weissa, który ma mówić Polakom "to, co chcą usłyszeć". - Ten artykuł to stek bzdur - mówi "Rzeczpospolitej" Weiss. - Ja zawsze mówię prawdę. Gdy trzeba, to Polaków krytykuję, a gdy trzeba, to chwalę. Tymczasem w Izraelu wiele osób ma takie podejście, że jeżeli powie się coś dobrego o Polakach, to jest to skandal. Nie godzę się na takie rasistowskie podejście.
Oburzona jest też Lili Haben, szefowa Związku Krakowian w Izraelu. - To nieładny artykuł. Jak można się doszukiwać takich okropnych motywów u Polaków, którzy robią tak dużo dla dialogu z Żydami? Nie możemy przecież żyć wiecznie we wzajemnej nienawiści. To tym bardziej okropne, że Niemcy zapłaciły Żydom odszkodowania, więc o ich winach się już nie mówi - powiedziała Haben."
Piotr Zychowicz (Rzeczpospolita z 13.07.07)
2) Wywiad z Icchakiem Laorem
"Icchak Laor, znany izraelski pisarz, wywołał skandal. W artykule opublikowanym niedawno na łamach prestiżowej gazety "Haarec" oskarżył instytut Yad Vashem i elity intelektualne Izraela o próbę zawłaszczenia pamięci o Holokauście i manipulowanie historią.
"(...)
Rz: Pański artykuł wywołał w Izraelu burzę.
ICCHAK LAOR: Wiele ataków na mnie było wyjątkowo brutalnych, dzikich. Okrzyknięty zostałem nazistą. (...)
Co spowodowało takie oburzenie?
Każda ideologia produkuje pewne prawdy objawione. Cementuje się je przez lata za pomocą rozmaitych nadużyć i propagandy. Gdy próbujesz podjąć dyskusję, podważyć ich zasadność, jesteś napiętnowany. Jesteś wariatem. Tak jest z Brunonem Schulzem i rzekomą przynależnością jego osoby i jego spuścizny do Państwa Izrael. Problem polega na tym, że pisarz, gdyby chciał, mógł w latach 30. - tak jak wielu Żydów - wyemigrować do Palestyny. Nie zrobił tego, czuł, że jego miejsce jest w Europie, w Polsce. Gdy pisałem ten tekst, myślałem o moich dziadkach. Urodzili się niemal w tym samym miejscu co Schulz. Pochodzili z małych wiosek w pobliżu Lwowa. Po wojnie wyjechali do Niemiec. Dopiero gdy znaleźli się u schyłku życia, mój ojciec wymógł na nich, by przyjechali do Izraela. Takich sytuacji było wiele.
Izrael nie dla wszystkich Żydów jest ziemią obiecaną.
Nie, chociaż ci, którzy kontrolują to państwo, zupełnie tak jak niegdyś marksiści, wolą to przemilczeć. Dostaję teraz telefony od różnych ludzi, którzy mnie popierają. Zadzwonił do mnie między innymi pewien człowiek mówiący z bardzo silnym polskim akcentem. Okazało się, że Schulz był jego nauczycielem w Drohobyczu. "Słuchaj, masz rację" - powiedział. - "On był Polakiem". Ten człowiek jest przewodniczącym organizacji skupiającej Żydów z Drohobycza żyjących w Izraelu. Spotkaliśmy się.
Izrael jest jednak jedynym żydowskim państwem...
Proszę mnie dobrze zrozumieć. W jednej z moich opowieści dokuczyłem jednemu z szefów sztabu naszej armii, który przyjechał niegdyś do Auschwitz w pełnym uniformie i powiedział: "Szkoda, że nie zdążyliśmy na czas". Co za bzdura! Nawet gdyby zdążył - to co by zrobił? Absurd polega na tym, że chce się nam wmówić, że Izrael jest jedynym miejscem na świecie, w którym Żydzi mogą czuć się bezpiecznie i żyć bez strachu pod opieką naszej potężnej armii. Z drugiej strony ci sami ludzie bez mrugnięcia okiem powtarzają nam, że cały czas grozi nam zagłada z rąk Arabów. Drugi Holokaust. Że jesteśmy otoczeni przez morze wrogów, którzy chcą nas wyrżnąć. To jakaś schizofrenia! To już przestało mieć jakikolwiek związek z logiką, to czysta ideologia.
Dlaczego uważa pan jednak, że ta "ideologia" stara się manipulować historią?
(...)Relacje pomiędzy Izraelczykami a Niemcami bardzo mnie śmieszą. Oni nigdy nie odważyliby się robić w Niemczech tego, co wyprawiają w Polsce. Nie odważyliby się rzucić wyzwania niemieckiemu poczuciu odpowiedzialności. Dlaczego nie posyłają młodych Izraelczyków na te wszystkie marsze do Buchenwaldu czy Dachau? Ja bym nigdy nie posłał syna na organizowaną przez nasz rząd wycieczkę do Polski.
Dlaczego tak się dzieje?
Polskę i Polaków łatwiej jest atakować. Łatwiej było to robić, gdy była państwem komunistycznym. A potem, zanim stała się członkiem UE i NATO. Gdy jednak Polska stanie się potężniejsza i bardziej wpływowa - gwarantuję panu - sytuacja się zmieni. Polska po prostu sobie na to nie pozwoli. Ostatnio zresztą widać, że już sytuacja zaczyna się zmieniać. Najgorsze jest jednak to, że wszystko dzieje się w atmosferze totalnej ignorancji. Izraelczycy nie mają najmniejszego pojęcia o tym, jaką cenę zapłaciła Polska podczas wojny. Nic nie wiedzą o powstaniu warszawskim. Dla nich historia Polski to wyłącznie dokonany na waszych ziemiach Holokaust.
Czym więc pan się martwi?
N e g o w a n i e m b l i s k o t y s i ą c a l a t ż y d o w s k i e j h i s t o r i ! [podkr.moje-MT] Tysiąc lat! To najdłuższa prawdziwa historia Żydów. To nie jest jakaś tam metafizyka, legendy o prastarym Jeruzalem, Syjonie i tym podobne. Chodzi o prawdziwą materialną historię, o której można czytać i o której można pisać. Tymczasem w Izraelu chce się wymazać fakt, że Żydzi stanowili ważną część kultury krajów, w których mieszkali. Że Żydzi przez wieki - jestem z tego dumny - żyli wspólnie z Polakami, tworzyli razem państwo i byli elementem większej całości. Usiłuje się wmówić, że poza Izraelem był i jest tylko antysemityzm, więc: przyjeżdżajcie do nas!
Holokaust był jednak dla narodu żydowskiego wydarzeniem owymiarze apokaliptycznym. To chyba nic dziwnego, że przysłonił wszystko inne?
Ale powinniśmy o Holokauście mówić prawdę. Podam panu przykład. Przez lata nasi "specjaliści" forsowali tezę, że nikt nie przeżył powstania w getcie. Tymczasem było wiele takich osób. Mogły one opowiadać swoje historie. Opowiadać prawdę, a nie powielać mity. Izrael woli jednak zmarłych niż żywych.
Co pan przez to rozumie?
To nie dotyczy tylko Izraela. Narody kochają zmarłych. Bo tylko zmarli nie mogą mówić, opowiadać, jak było naprawdę. Żywi zaś pozostają ludźmi. Buntują się, mają potrzeby. Chcą tańczyć, śmiać się, jeść i pić. A nie uczestniczyć w długich marszach. A narody potrzebują marszy, potrzebują hymnów, sztandarów i... zmarłych. "Zginęli, żebyśmy mogli żyć" - każdy chyba kiedyś słyszał to hasło we własnym kraju. W Izraelu dowodem na to, co mówię, jest pewien hańbiący fakt. Otóż pieniądze z odszkodowań za Holokaust zostały przeznaczone na rozwój infrastruktury, a sami ocaleni dostali marne ochłapy. Dziś sytuacja materialna wielu z nich jest tragiczna. Mimo że żyją - jak pan się wyraził - w jedynym żydowskim państwie na świecie.
Oczywiście żydowskie życie jest również poza Izraelem...
Właśnie się twierdzi, że nie ma! A nawet jeżeli jest, to nie ma wartości. W stosunku do Żydów żyjących nadal w diasporze używany jest pogardliwy stalinowski język, np. że to "ohydni kosmopolici!". Ja urodziłem się już tutaj, w Izraelu. To, co mówię, jest więc krytyką mojego własnego systemu, mojego środowiska. Mimo to nazywają mnie nazistą, germanofilem.
Raczej polonofilem?
To prawda (śmiech). Ale moim krytykom chodzi o coś innego. O to, że podważyłem prawo do zawłaszczania wszystkiego, o czym my, Izraelczycy, myślimy, że należy do nas. Sprawa fresków jest naprawdę absurdalna. Większość Izraelczyków nawet nie słyszała o Schulzu, nigdy nie czytała jego książek.
Profesor Gutman argumentuje jednak, że Schulz namalował freski na zlecenie gestapowca i niedługo później został zamordowany. Jest więc ofiarą Holokaustu. A Yad Vashem jest instytucją, która ma Holokaust upamiętniać, i dlatego dzieła powinny być przechowywane właśnie tam.
Problem z Yad Vashem i Israelem Gutmanem polega na tym, że oni są... jakby to ująć... propaństwowi. Czasami mam wrażenie, że nie zajmują się opisywaniem historii, tylko kreowaniem ideologii. Czy pan wie, że Yad Vashem zabronił tłumaczenia na hebrajski Hanny Arendt i wszystkich innych, którzy o Holokauście piszą inaczej niż nasi historycy?
Podejście do Zagłady nie zawsze jednak było takie samo. W pierwszych dwóch dekadach państwa Izrael pomiędzy Żydami rysował się bardzo wyraźny podział. My, Izraelczycy, byliśmy silni. Oni, ocaleli z Holokaustu, byli słabi. My byliśmy wojownikami, bohaterami - ich nazywaliśmy mydłem albo Polakami (słowo Polak było obraźliwe). Oznaczało to ludzi, którzy nie umieją walczyć, bronić się, biernie poddają się losowi. Pogardzaliśmy nimi!
Sytuacja zmieniła się na przełomie lat 60. i 70. W jakiś niepojęty sposób staliśmy się jednością. Jesteśmy więc zarazem wojownikami i ofiarami. Wmawia się nam, że Bruno Schulz, gdyby przeżył, na pewno przyjechałby do Palestyny, zaciągnąłby się z entuzjazmem do wojska i dzielnie walczyłby o niepodległość Izraela. Byłby, a właściwie jest bohaterem.
Może tak by było?
Nie sądzę. Zresztą, nie ma co gdybać. Napisałem kiedyś sztukę. Akcja rozgrywa się na terytoriach okupowanych. Izraelscy żołnierze, którzy wykonują misję bojową, noszą imiona znanych europejskich Żydów. Bruno Schulz, Franz Kafka i inni. Chciałem w ten sposób pokazać, w jaki sposób zawłaszcza się takie postacie. Wielcy pisarze, którzy nie mieli pojęcia o Izraelu, stają się w naszych oczach izraelskimi żołnierzami.Co ciekawe, wystawianie tej sztuki zostało zabronione w 1985 roku przez cenzurę, bo była wymierzona przeciwko naszemu, ustalonemu z góry, sposobowi myślenia. To ostatni taki przypadek w historii Izraela. Wystarczy skrytykować syjonizm, świętość naszej egzystencji w Izraelu i od razu jest się uznawanym za osobę kolaborującą z najgorszym wrogiem. Tracimy naszą historię, a zamiast niej otrzymujemy mity.
Mity? Czy tworzą je izraelskie podręczniki i książki na temat Holokaustu?
Mijają lata. Świadkowie odchodzą. Kiedyś, gdy byli jeszcze młodzi i mogli opowiadać, nie uczono nas ich słuchać. Mieliśmy słuchać przywódców naszego nowego państwa. Ludzi, którzy są przewodnikami w naszym nowym, wspaniałym i optymistycznym życiu. Lata przeminęły i dziś wspomnienia większości żyjących ocalałych, którzy w latach II wojny światowej byli małymi dziećmi, zacierają się i upodabniają coraz bardziej do oficjalnych teorii.
A jaka była prawda?
Podam panu przykład. Matka męża mojej siostry była polską Żydówką. Pochodziła ze Lwowa. Jesienią 1939 roku uciekli całą rodziną z okupowanego przez Sowietów Lwowa do okupowanej przez Niemców Warszawy. Jej ojciec doktor Helman w Warszawie zatrudnił się jako lekarz. Został zamordowany przez Niemców. Ofiara Holokaustu? Nic podobnego. Został zabity podczas akcji eksterminacyjnej wymierzonej w polskie elity, akcji, o której nic nie słyszałem, dopóki nie przeczytałem jej wspomnień. Doktor Helman zginął nie jako Żyd, ale jako Polak. Ona natomiast, zaopatrzona w fałszywe dokumenty, znalazła schronienie w katolickim zakonie. Tam się nawróciła, stała się zagorzałą katoliczką. Długo, długo później rodzina wyciągnęła ją z klasztoru i sprowadziła do Izraela. Ta historia mnie zafascynowała. Płakałem, gdy czytałem te wspomnienia. Wykorzystałem je w jednej z moich powieści. Na podobne historie nie ma jednak miejsca, bo wymykają się ustalonym schematom.
(...)
Rozmawiał Piotr Zychowicz
Icchak Laor (ur. 1948 r. w Izraelu) jest jednym z najważniejszych współczesnych żydowskich pisarzy. Uchodzi jednak za "enfant terrible" izraelskiej literatury. Jest znany ze swoich pacyfistycznych poglądów i ostrej krytyki polityki Państwa Izrael. Wydał kilkanaście powieści i opowiadań - m.in. "The People, Food for Kings", "Ecce Homo" - oraz kilka tomów poezji i dramatów. Cieszą się one dużą popularnością w Niemczech. Laor jest również dziennikarzem, redaguje skrajnie lewicowy hebrajskojęzyczny periodyk. Mieszka w Tel Awiwie "
Rzeczpospolita z 30.06.07
Jak Państwo widzą, być może nie każdy problem w naszych relacjach da się sprowadzić do mniej lub bardziej utajonego "polskiego antysemityzmu"..
Michał Tyrpa 15.07.2007 21:34
@ Szymon Niemiec
Mnie się wydaje, że dialog powinien się zaczynać od faktów. W debacie polsko-żydowskiej absolutny punkt wyjścia stanowią fakty przytoczone przeze mnie w powyższym tekście. Naturalnie (o czym pisałem w innych miejscach) w XXI w. jesteśmy już na tyle dorośli, żeby "udźwignąć" także zarówno - mówiąc w skrócie - "Jedwabne", jak i "Koniuchy".
@ Mirnal
Pięknie to ująłeś! :)
Pozdrawiam obu Panów!
Mir Nalezińskí 15.07.2007 21:02
*Mirku, co do pierwszego spostrzeżenia, to nie (znowu) nie mogę się z Tobą zgodzić. Twoje porównanie przypomina mi stwierdzenie jednego ze średniowiecznych władców, który kazał wymordować wszystkie kobiety w bronionym przez siebie zamku, twierdząc, że w ten sposób ratuje ich cnotę.*
Szymonie, ja bym interpretował to inaczej. Gdyby matka Hitlera poroniła Adolfa zapewne nie doszłoby do holokaustu i II w.św. w kształcie, w jakim ja znamy.
Gdyby Polacy nie byli zbyt gościnni dla Żydów (czyli - gdyby byli równie podli, co inni), to na pewno nie byłoby tylu obozów niem. na ziemiach polskich (to oczywiste). Natomiast gdyby Kolumb lub Gagarin się nie urodzili, to Amerykę by odkrył ktoś inny i inny kosmonauta poleciałby jako pierwszy w kosmos...
Gdyby Roentgen się nie urodził to promienie X odkryłby ktoś inny i nie mielibyśmy zdjęć rengenowskich, lecz inne. Natomiast gdyby Mickiewicz umarł w niemowlęctwie to nie byłoby "Pana Tadeusza".
Szymon Niemiec 14.07.2007 18:18
Dialog powinien zaczynać się od słynnych już słów "Wybaczamy i prosimy o wybaczenie".... tak moim zdaniem.
Michał Tyrpa 14.07.2007 10:28
Dziękuję, Panowie! Sądzę, że w debacie na tematy polsko-żydowskie czasami za dużo jest retoryki, chwytów erystycznych i (złych) emocji, a za mało podstawowej wiedzy o f a k t a c h . Dlatego moim zdaniem warto przede wszystkim zapoznać się z faktami, a następnie zadać sobie trud ich przemyślenia. W przeciwnym wypadku możemy dojść do takiego stylu "dialogu", czy postawy dialogicznej, o jakich mówił (cytowany przeze mnie poprzednio) prof.Moshe Zimmermann (według niego "Izraelczycy nie uważają Polaków za partnerów w dyskusji na jakikolwiek temat"), albo do takich kwiatków, jak opisany we wczorajszej Rzepie. Cytuję in extenso:
"Czy Festiwal Kultury Żydowskiej organizują antysemici?
Polacy, organizując imprezy takie jak Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie, zakładając restaurację z żydowskim jedzeniem czy odnawiając synagogi, usiłują zamazać swoje poczucie odpowiedzialności za Holokaust. To główna teza artykułu Yuvala Albshana, który ukazał się w izraelskim dzienniku "Maariw".
Autor bardzo krytycznie ocenia polskie zabiegi na rzecz rewitalizacji żydowskiej kultury w naszym kraju. Jego zdaniem "Polska coraz bardziej dławi w sobie poczucie wstydu i powraca do wspaniałego dziedzictwa kulturalnego, które pozostawili Żydzi, oraz korzysta z niego ekonomicznie".
"Proces ten niesie ze sobą także dużo niebezpieczeństw, które określić można jako "zaprzeczenie antysemityzmowi"" - dodaje Albshana. Według niego pytani o swój udział w Holokauście Polacy mówią: "To nie my, to oni", wskazują na Niemców i "wzruszają ramionami".
Tymczasem autor przypomina o "antysemickich korzeniach Polski". "Istnieją opowieści o szklankach wody sprzedawanej Żydom za złoto, o wypadkach wydawania Żydów i szantażowania, o granatowej policji, o ludziach upychanych w wagonach śmierci, ale przede wszystkim o Żydach, którzy wrócili po wojnie po swoje mienie i zostali zastrzeleni przez Polaków" - pisze.
Albshana wyraża oburzenie, że wielu Żydów pomaga Polakom w procesie "zaprzeczania antysemityzmowi". Szczególne pretensje ma do byłego ambasadora Izraela w Polsce Szewacha Weissa, który ma mówić Polakom "to, co chcą usłyszeć". - Ten artykuł to stek bzdur - mówi "Rzeczpospolitej" Weiss. - Ja zawsze mówię prawdę. Gdy trzeba, to Polaków krytykuję, a gdy trzeba, to chwalę. Tymczasem w Izraelu wiele osób ma takie podejście, że jeżeli powie się coś dobrego o Polakach, to jest to skandal. Nie godzę się na takie rasistowskie podejście.
Oburzona jest też Lili Haben, szefowa Związku Krakowian w Izraelu. - To nieładny artykuł. Jak można się doszukiwać takich okropnych motywów u Polaków, którzy robią tak dużo dla dialogu z Żydami? Nie możemy przecież żyć wiecznie we wzajemnej nienawiści. To tym bardziej okropne, że Niemcy zapłaciły Żydom odszkodowania, więc o ich winach się już nie mówi - powiedziała Haben."
Piotr Zychowicz (Rzeczpospolita z 13.07.07)
Warto się chyba zastanowić, czy dialog między przyjaciółmi powinien zasadzać się na ignorancji (w obu tego słowa znaczeniach), nienawiści (vide słynna instrukcja izraelskiego ministra oświaty dla uczestników Marszu Żywych), szantażu (por. deklarację odwołanego niedawno Israela Singera, że Polska będzie upokarzana na arenie międzynarodowej) i hucpie.
Otóż ja się ośmielam sądzić, że istnieją lepsze fundamenty dla dialogu.
Pozdrawiam
Szymon Niemiec 14.07.2007 00:24
Mirku, co do pierwszego spostrzeżenia, to nie (znowu) nie mogę się z Tobą zgodzić. Twoje porównanie przypomina mi stwierdzenie jednego ze średniowiecznych władców, który kazał wymordować wszystkie kobiety w bronionym przez siebie zamku, twierdząc, że w ten sposób ratuje ich cnotę.
Miroslaw Kraszewski 14.07.2007 00:23
(+)plus za rzeczowy rys pewnego waznego aspektu historii Europy i Polski.
Ciekawy jest aspekt Niemiecki (Mirnal).W kilku publikacjach poruszony byl juz aspekt
szybkiego planowego mordowania calych rodzin przez Niemcow azeby po wojnie
z powodu braku spadkobiercow zawlaszczyc majatek.
Dzisiajj w Niemczech znow maszeruja neonazisci a Zydzi protestuja i zadaja
likwidacji NPD.Ale nie wiadomo czy sie jakis Niemiec odwazy tego zabronic.
Ja mysle ze nie.Skoro Niemcy zakazuja urzedowo jezyka polskiego wiec nie licza sie
juz absolutnie z opinia publiczna.Trzeba sie uczyc z historii .
Mir Nalezińskí 13.07.2007 23:13
Drugiego plusa nie dodało. Dawniej dodawało niezwłocznie.
Mir Nalezińskí 13.07.2007 23:12
Plus za rys historyczny.
Dwa spostzreżenia.
1. Gdybyśmy Żydów wygonili wzorem innych narodów, to faszyści ich tak wielu u na sby nie wymordowali z oczywistych powodów. Nie zbudowano by równiez u nas tylu komór g.
2. Co do mordowania wierzycieli, aby nie spłacac. Niemcy mordowali na wielką skalę, zaś Polacy i Rosjanie pod koniec wojny na znacznie mniejszą. Stąd wielki dysproporcje - Niemcy ciągle czegoś od nas chcą (bo ich wielu przeżyło i ma kto pyskować), zaś "odwrotnie" nie ma tylu roszczeń.