Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18504 miejsce

Żydowska autonomia w dawnej Polsce

Tradycja polskiej gościnności wobec Żydów oraz żydowskich swobód w państwie Piastów, Jagiellonów i Rzeczypospolitej Obojga Narodów stanowi ważny, choć zapomniany wkład w historyczne i kulturalne dziedzictwo Europy.

Witraże jednej z synagog w Krakowie. / Fot. AKPAHistoria polsko-żydowskich związków liczy tysiąc lat. Pojedynczy żydowscy kupcy zaczęli docierać na ziemie polskie w X w. Pierwsze wzmianki o państwie Polan znajdujemy w relacjach Ibrahima Ibn Jakuba, żydowskiego kupca z kalifatu kordobańskiego. W owym czasie najbardziej poszukiwanymi towarami w naszej części Europy były skóry i niewolnicy. Dzięki prowadzonemu na szeroką skalę eksportowi, skarb pierwszych Piastów zapełniał się dirhemami - arabskimi monetami, jakich tysiące znaleziono w Wielkopolsce i w Przemyślu. Prawdopodobnie kupcy wyznający judaizm docierali również z położonego nad dolną Wołgą Chaganatu Chazarów. Jednak na szerszą skalę zaczęli Żydzi przybywać do Polski w XII w. z terenów Niemiec. Było to związane przede wszystkim z napaściami ze strony udających się do Ziemi Świętej krzyżowców. Wielu z nich wychodziło z założenia, że najlepszym sposobem uregulowania finansowych zobowiązań wobec Żydów jest fizyczna likwidacja wierzycieli.

Mieszczanie a Żydzi



Niechętny stosunek chrześcijańskich mieszczan do Żydów wynikał przede wszystkim z konkurencji na polu
ekonomicznym. Żydowscy bankierzy posiadali monopol w zakresie lichwy, którym to mianem określano udzielanie wszelkich, niekoniecznie tych najwyżej oprocentowanych, pożyczek pieniężnych. O ile w zasadzie tak Kościół, jak i rabini zabraniali czerpania zysku z obrotu pieniądzem, o tyle u Żydów zakaz ów nie obowiązywał względem gojów. Rodzące się w ten sposób fortuny musiały kłuć w oczy wielu chrześcijan. W państwach zachodniej Europy niechęć poddanych względem Żydów podzielali często zadłużeni władcy. W rezultacie w 1290 r. wszyscy Żydzi zostali wypędzeni z Anglii (jak miało się okazać aż na 350 lat), w 1306 r. z Francji, w 1492 r. z Hiszpanii, w 1498 r. z Portugalii. W XV w. wygnano Żydów z niemal wszystkich miast niemieckich oraz wielu miast włoskich. Niemieccy cesarze sami inspirowali pogromy (Karol IV) i palenie Żydów na stosach (Albrecht V). Władcy królestw iberyjskich ogniem i mieczem przymuszali Żydów do konwersji na chrześcijaństwo.

Słudzy skarbu książęcego



Tymczasem władcy polscy, szczególnie po okresie najazdów tatarskich, dążyli do wzmocnienia demograficznego i gospodarczego potencjału państwa. Żydzi – wysoko wykwalifikowani finansiści, kupcy, rzemieślnicy i lekarze – byli dla nich szczególnie cennym nabytkiem. Polscy książęta przyznali Żydom wiele przywilejów oraz udzielali im specjalnej ochrony prawnej jako tzw. servi camerae (sługom skarbu książęcego). Wydany w 1264 r. przez księcia Bolesława Pobożnego Statut Kaliski wyjmował Żydów spod prawa miejskiego (magdeburskiego), poddawał ich pod sądownictwo książęce, zapewniał swobodę handlu i operacji kredytowych. Zezwolono im na tworzenie samorządu gminnego, zabezpieczono nietykalność osób i mienia oraz swobodę praktyk religijnych, w tym ochronę miejsc kultu i cmentarzy. Przywilej księcia wielkopolskiego nakazywał chrześcijanom udzielenie pomocy napadniętym Żydom, zakazywał wysuwania wobec nich fałszywych oskarżeń i określał kary za porwanie żydowskiego dziecka celem ochrzczenia. Spory pomiędzy chrześcijanami, a Żydami rozstrzygał ustanowiony przez panującego sędzia. Sprawy wewnątrzżydowskie rozsądzali starsi gminy.

W kolejnym stuleciu przywilej obowiązujący w Wielkopolsce potwierdził i rozszerzył na terytoria Małopolski i Rusi Czerwonej Kazimierz Wielki. Na okres panowania ostatniego króla z dynastii Piastów przypada największa fala żydowskiego osadnictwa na ziemiach polskich. Była ona z jednej strony konsekwencją kolejnego na Zachodzie wybuchu nienawiści wobec Żydów obarczonych winą za szalejącą zarazę „czarnej śmierci”, z drugiej rozchodzących się wśród nich informacji o swobodach panujących w Polsce.

Autonomia umocniona przez Jagiellończyka



W połowie XV w. doszło w Polsce do kolejnego rozszerzenia zakresu żydowskiej autonomii. Przyznane Żydom wcześniej przywileje utwierdził i umocnił Kazimierz Jagiellończyk. Odtąd Żydów nie wolno było pozywać przed sądy, w których orzekali chrześcijańscy duchowni. Obronę Żydów przed napaściami w imieniu króla sprawowali wojewodowie. Zakazano wysuwania wobec Żydów oskarżeń o używanie krwi chrześcijańskiej do wyrobu macy na święto Paschy. Pod względem prawnym już w średniowiecznej Polsce Żydzi należeli do najbardziej uprzywilejowanych poddanych Korony. W prawie karnym sankcja za zabicie Żyda była zaostrzona, a w prawie procesowym korzystali oni ze szczególnych uprawnień. Wysokość przysługującej Żydom główszczyzny - sumy pieniężnej uiszczanej za „głowę” zabitego – równa była szlacheckiej.

W historiografii często w zideologizowanej formie podkreśla się obowiązywanie w wielu europejskich (także polskich) miastach uzyskiwanego przez mieszczan przywileju de non tolerandis Judaeis, czyli zakazu osiedlania się Żydów na terenie miasta. Stanowił on przejaw ekonomicznego antagonizmu między rywalizującymi stanami średniowiecznego społeczeństwa. Rzadko natomiast wspomina się o tym, że na rozległych terenach państwa polsko-litewskiego Żydzi często cieszyli się przywilejem de non tolerandis christianis. Na jego mocy izolujący się Żydzi zyskiwali możliwość życia w zamkniętych enklawach, do których wstęp zastrzeżony był jedynie dla „swoich”. W późniejszych wiekach wiele takich żydowskich osad – szczególnie we wschodnich prowincjach Rzeczypospolitej - miało się przekształcić w to, co znamy pod nazwą sztetli.

Trzeba bowiem podkreślić, że status żydowskich imigrantów w Polsce i na Litwie był pod wieloma względami szczególny. Z jednej strony stanowili oni – obok duchowieństwa i szlachty – najbardziej uprzywilejowany stan społeczny. Z drugiej już w momencie pojawienia się na ziemiach polskich byli świadomym swej odrębności, zdecydowanie przewyższającym autochtonów pod względem kulturowym, narodem. Posiadali własną religię, język, pismo i historię. Żyjąc od II w. n.e. w rozproszeniu, z pietyzmem przechowywali utrwaloną w świętych księgach i w tradycji pamięć o Przymierzu, wędrówce do ziemi Kanaan, starożytnej chwale judzkich królów i proroków. Po upadku antyrzymskiego powstania Szymona Bar Kochby (135 n.e.) i wygnaniu z Palestyny, żydowskie elity porzuciły myśl o odbudowie państwa na drodze walki zbrojnej. W następującym później okresie diaspory, najważniejszym dla Żydów celem stało się ocalenie narodowej tożsamości. Temu służyła powszechna (wśród chłopców) edukacja pod okiem rabinów, a także uzyskanie jak najszerszego zakresu autonomii w krajach, w których Izraelitom przyszło żyć. Zapewnienie całej społeczności możliwości życia w zgodzie z nakazami Tory stało się na wiele pokoleń naczelnym zadaniem żydowskich przywódców.

Przywilej koszycki



Przejdźmy do krótkiego omówienia samorządowej struktury organizacyjnej społeczności żydowskiej. Podstawową jednostką organizacyjną Żydów była gmina. O ile już w dobie krucjat na terenie Nadrenii i Sycylii, a w wiekach XIV i XV w Hiszpanii żydowskie gminy zaczęły zbierać się celem wspólnego podejmowania najważniejszych decyzji, to nigdzie żydowskie zgromadzenia samorządowe nie utworzyły długotrwałych przedstawicielstw na szczeblu centralnym. Stało się to dopiero w Rzeczypospolitej Polski i Litwy, która w owym czasie była jednym z największych europejskich mocarstw. Państwem, którego niejako „naturalnym” stanem była słynna w pogrążonej w wojnach Europie pax polonica.

W rozwoju żydowskiej autonomii w państwie Jagiellonów poza wymienionymi czynnikami najważniejszą rolę odegrały dwie okoliczności. Pierwszą była pogłębiająca się od czasów przywileju koszyckiego (1374) podmiotowość „narodu politycznego”, czego wyrazem był m. in. rozwój szlacheckiego parlamentaryzmu. Drugi czynnik stanowiła głęboka decentralizacja władzy monarszej, przejawiająca się w pozostawieniu znacznej części decyzji dotyczących lokalnej społeczności w gestii miejscowej elity. W czasach gdy na zachód i na wschód od polsko-litewskich granic umacniały się rozmaite formy absolutum dominium, szlacheckie sejmiki i sejmy były szkołą samorządności i obywatelskiej troski o państwo. Oparta na zasadach wolności słowa i religijnej tolerancji, wielonarodowa Unia polsko-litewska przyciągała i zapewniała swobody przybyszom z wielu krajów. Również cieszącym się w Polsce wysokim statusem społecznym Żydom wzorce szlacheckiej kultury politycznej jawiły się jako niezwykle atrakcyjne.

Wykształcenie się trójstopniowego ustroju żydowskiego samorządu związane było z koniecznością uzgadniania wspólnego stanowiska wobec władz. W dużej mierze odnosiło się to do spraw, jakie pojawiały się na tle ostrego antagonizmu między mieszczaństwem a Żydami. Hierarchię instytucji samorządu tworzyły: gminy, ziemstwa oraz żydowskie Sejmy.

Od 1512 r. w Małopolsce, Wielkopolsce i na Litwie działali w imieniu króla wybrani spośród najbogatszych Żydów poborcy podatkowi-rabini, którzy byli w stanie dyscyplinować podatników za pomocą klątwy (cheremu) i sprawowali jurysdykcję w zakresie przestrzegania Talmudu.

W zakres zadań powierzonych gminie wchodziło zarządzanie dzielnicą żydowską, kontakty z władzami i z przedstawicielami innych stanów, dbanie o rozwój szkolnictwa, ochrona własnej produkcji i kontrola cen, przestrzeganie zasad etyki w handlu, zapewnianie opieki medycznej i wsparcia dla potrzebujących. Władzę nad gminą sprawował kahał, czyli zgromadzenie. Na jego czele stali naczelnicy i starsi oraz skarbnicy, sędziowie i poborcy podatków. Ważną rolę odgrywali opłacani z funduszu gminy rabini. Oprócz nich w skład kahału wchodzili kaznodzieje, pisarze, woźni, kantorzy i rzezacy. Zgromadzenie reprezentowało gminę na zewnątrz, odpowiadało za zbieranie podatków i ich rozdział między poszczególnych członków gminy, rozstrzygało kwestie sporne. Na poziomie gminy działały stowarzyszenia o charakterze ekonomicznym, religijnym, filantropijnym i społecznym. Około połowy XVI gminy uzyskały prawo wybierania rabinów.

Sejm Czterech Ziem na szczycie samorządowej piramidy



Stały wzrost żydowskiej populacji oraz ekspansywność nowopowstałych gmin sprzyjały wykształceniu się drugiego szczebla samorządu, jakim były ziemstwa (waadei ha-gelilot). Stanowiły one odpowiednik szlacheckich sejmików. W walce z mieszczanami Żydzi współdziałali ze szlachtą, dążącą do zdobycia nie tylko politycznej, ale i ekonomicznej supremacji w państwie. W dawnej Polsce Żydzi pełnili często funkcje plenipotentów interesów szlacheckich, dzierżawili majątki ziemskie, mennice i żupy solne, handlowali „szlacheckim” zbożem i bydłem. Szybko okazało się, że zakres problemów wynikających z tak wielokierunkowej aktywności członków poszczególnych gmin (a z czasem także ziemstw) dalece wykracza poza ich możliwości skutecznego oddziaływania na rzecz realizacji żydowskich interesów. Odbywające się w Jarosławiu i Lublinie wielkie jarmarki, na które przybywali kupcy i z dalszych regionów, sprzyjały integracji różnych warstw żydowskiego społeczeństwa. Przy tej okazji zbierały się trybunały rabinów rozsądzające spory między starozakonnymi z różnych gmin, co z kolei pozwalało uzgadniać decyzje w sprawach interesujących ogół.

Na szczycie samorządowej piramidy znajdował się Sejm Czterech Ziem (Waad Arba Aracot). Nazwa ta odnosi się do Wielkopolski, Małopolski, Wołynia i Litwy. Mimo że w 1623 r. powołano odrębny Sejm Państwa Litewskiego (Waad Medinat Lita), sejm „koronny” do końca zachował swą pierwotną nazwę. Używano również takich określeń, jak generalność żydowska, generalna synagoga, kongresy żydowskie. Chociaż o wykształcaniu się tej instytucji można mówić już od czasów ostatnich Jagiellonów, za początkową datę graniczną uważa się rok 1579. Wówczas to z uwagi na problemy z określeniem liczby żydowskich mieszkańców państwa, co było niezbędne do oszacowania wysokości podatku tzw. pogłównego, wyznaczono Żydom ryczałtowo ogólną sumę należności. Kwoty te wynosiły odpowiednio złotych polskich 10 tys. dla Żydów koronnych i 3 tys. dla litewskich. W latach1580-1764 Sejm Czterech Ziem odpowiedzialny był za pobór całości żydowskich podatków. Taki sposób uregulowania spraw podatkowych związany był z wpisaną głęboko w ustrój Rzeczypospolitej zasadą decentralizacji władzy publicznej i wynikającym z niej brakiem rozbudowanej i - co za tym idzie - kosztownej w utrzymaniu administracji skarbowej.

Parlament diaspory żydowskiej



Poza funkcjami fiskalnymi Waad pełnił także rolę jedynego w dziejach (!) parlamentu narodu żyjącego w diasporze. Decyzje podejmowane przez zasiadających w nim dostojników miały dalekosiężne skutki w sferze gospodarczej, a także kulturalnej i religijnej. Działając w skali całego państwa żydowskie Sejmy były w stanie o wiele skuteczniej realizować narodowe interesy Żydów. Mogły – jak byśmy to dziś powiedzieli – lobbować na rzecz konkretnych rozstrzygnięć u władz Rzeczypospolitej. Na uwagę zasługuje duża skuteczność przedstawicieli społeczności żydowskiej. Pomimo licznych wojen i pogarszającej się koniunktury w okresie działalności Sejmu Czterech Ziem obciążenia podatkowe Żydów udało się utrzymać na pierwotnym poziomie.

Pod wieloma względami generalność żydowska przypominała polski Sejm Walny. W pierwszych dziesiątkach lat działalności w jej skład wchodzili deputaci wybierani przez ziemstwa. Później dołączyli do nich przedstawiciele większych gmin. Obrady zwoływano początkowo dwa razy do roku, później miały one charakter bardziej nieregularny. Sesją kierował marszałek – parnas. Obok niego zasiadali skarbnik – neeman oraz rzecznik i minister spraw zagranicznych - sztadlan. Uchwały sejmu protokołowane były w księdze zwanej pinkasem, która była także czymś w rodzaju kroniki. Ważną rolę w funkcjonowaniu Waadu pełnili syndycy i pisarze oraz rezydujący na dworze królewskim serwitorowie. W razie potrzeby byli oni w stanie interweniować u najważniejszych osobistości w państwie. Władze polskie (litewskie) w kontaktach z żydowskimi Sejmami reprezentował podskarbi wielki koronny (lub jego litewski odpowiednik) i delegowani przez niego komisarze. Mimo braku formalnych powiązań między parlamentem polskim, a żydowskim, obecność przedstawicieli Żydów w kuluarach sejmowych i podczas elekcji nie należała do rzadkości.

Autonomia symbolem niezależności



Schyłek żydowskich generalności w Rzeczypospolitej wiąże się z kryzysem skarbowości i narastającą niewydolnością fiskalną tych organów. Przypadło to na okres wyniszczenia kraju przez wojny, zubożenia całego społeczeństwa i jednoczesnego wzrostu znaczenia oligarchii. Choć większość źródeł z tego okresu niestety nie ocalała, można sądzić, że również w społeczności żydowskiej dochodziło do napięć na tle rozwarstwienia. W dobie sejmu konwokacyjnego z 1764 r. w związku z reformami fiskalnymi zrezygnowano z ryczałtowego rozdziału pogłównego żydowskiego. W konsekwencji tak żydowskie Sejmy, jak i ziemstwa zostały oficjalnie zniesione.

W żydowskiej świadomości blisko dwustuletnia autonomia na szczeblu państwowym stała się jednym z ważniejszych doświadczeń. Mimo upadku Rzeczypospolitej Waad Arba Aracot stał się symbolem daleko posuniętej niezależności narodu bez własnego państwa. Tradycje te odżyły z całą mocą po wielu latach i w zupełnie zmienionych warunkach. Jesienią 1918 r. Konferencja Syjonistyczna w Warszawie uznała, iż w odradzającym się państwie polskim zakres praw obywatelskich, jakim mogli się cieszyć Żydzi-obywatele ówczesnej Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii, w Polsce jest dalece niewystarczającym. Wyrazem tego był zgłoszony w 1919 r. w Sejmie Ustawodawczym postulat konstytucyjnego zagwarantowania mniejszości żydowskiej autonomii narodowej. Ale to już zupełnie inna historia…

Autor jest publicystą, prezesem Fundacji Paradis Judaeorum

Bibliografia:
Stefan Bratkowski „Pod tym samym niebem. Krótka historia Żydów w Polsce i stosunków polsko-żydowskich”, Warszawa 2006.
„Żydzi w dawnej Rzeczypospolitej”. Materiały z konferencji Autonomia Żydów w Rzeczypospolitej szlacheckiej”. Kraków 22–26 1986. Red. Nauk. Andrzej Link-Lenczowski, Tomasz Polański. Wrocław-Warszawa-Kraków 1991
Aleksander Hertz „Żydzi w kulturze polskiej”, Warszawa 2003.
Artur Eisenbach „Emancypacja żydowska na ziemiach polskich 1785-1870”, Warszawa 1988.
Anatol Leszczyński „Sejm Żydów Korony 1623-1764”, Warszawa 1994.
Stanisław Płaza „Historia prawa w Polsce”, Kraków 2002.
Majer Bałaban „Historia Żydów w Krakowie i na Kazimierzu 1304-1655”, wyd.1931 i 1936.
Norman Davies „Boże Igrzysko. Historia Polski”, Kraków 1999.
Shmuel A.Arthur Cygielman „Jewish Autonomy in Poland and Lithuania until 1648 (5408)”, Jerusalem 1997.
„Słownik judaistyczny”, Warszawa 2003.

***

Zmieniona wersja materiału ukaże się na łamach kwartalnika "Pressje", którego kolejny numer poświęcono dziedzictwu Pierwszej Rzeczypospolitej

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

Tekst dobry, tylko wymyślać uzasadnienia mi się nie chce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tytułem uzupełnienia dwa cytaty z "Rzeczpospolitej":

1) Niezwykle interesujący tekst z izraelskiego "Maariv"

"Czy Festiwal Kultury Żydowskiej organizują antysemici?

Polacy, organizując imprezy takie jak Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie, zakładając restaurację z żydowskim jedzeniem czy odnawiając synagogi, usiłują zamazać swoje poczucie odpowiedzialności za Holokaust. To główna teza artykułu Yuvala Albshana, który ukazał się w izraelskim dzienniku "Maariw".

Autor bardzo krytycznie ocenia polskie zabiegi na rzecz rewitalizacji żydowskiej kultury w naszym kraju. Jego zdaniem "Polska coraz bardziej dławi w sobie poczucie wstydu i powraca do wspaniałego dziedzictwa kulturalnego, które pozostawili Żydzi, oraz korzysta z niego ekonomicznie".

"Proces ten niesie ze sobą także dużo niebezpieczeństw, które określić można jako "zaprzeczenie antysemityzmowi"" - dodaje Albshana. Według niego pytani o swój udział w Holokauście Polacy mówią: "To nie my, to oni", wskazują na Niemców i "wzruszają ramionami".

Tymczasem autor przypomina o "antysemickich korzeniach Polski". "Istnieją opowieści o szklankach wody sprzedawanej Żydom za złoto, o wypadkach wydawania Żydów i szantażowania, o granatowej policji, o ludziach upychanych w wagonach śmierci, ale przede wszystkim o Żydach, którzy wrócili po wojnie po swoje mienie i zostali zastrzeleni przez Polaków" - pisze.

Albshana wyraża oburzenie, że wielu Żydów pomaga Polakom w procesie "zaprzeczania antysemityzmowi". Szczególne pretensje ma do byłego ambasadora Izraela w Polsce Szewacha Weissa, który ma mówić Polakom "to, co chcą usłyszeć". - Ten artykuł to stek bzdur - mówi "Rzeczpospolitej" Weiss. - Ja zawsze mówię prawdę. Gdy trzeba, to Polaków krytykuję, a gdy trzeba, to chwalę. Tymczasem w Izraelu wiele osób ma takie podejście, że jeżeli powie się coś dobrego o Polakach, to jest to skandal. Nie godzę się na takie rasistowskie podejście.

Oburzona jest też Lili Haben, szefowa Związku Krakowian w Izraelu. - To nieładny artykuł. Jak można się doszukiwać takich okropnych motywów u Polaków, którzy robią tak dużo dla dialogu z Żydami? Nie możemy przecież żyć wiecznie we wzajemnej nienawiści. To tym bardziej okropne, że Niemcy zapłaciły Żydom odszkodowania, więc o ich winach się już nie mówi - powiedziała Haben."
Piotr Zychowicz (Rzeczpospolita z 13.07.07)

2) Wywiad z Icchakiem Laorem

"Icchak Laor, znany izraelski pisarz, wywołał skandal. W artykule opublikowanym niedawno na łamach prestiżowej gazety "Haarec" oskarżył instytut Yad Vashem i elity intelektualne Izraela o próbę zawłaszczenia pamięci o Holokauście i manipulowanie historią.

"(...)

Rz: Pański artykuł wywołał w Izraelu burzę.

ICCHAK LAOR: Wiele ataków na mnie było wyjątkowo brutalnych, dzikich. Okrzyknięty zostałem nazistą. (...)

Co spowodowało takie oburzenie?

Każda ideologia produkuje pewne prawdy objawione. Cementuje się je przez lata za pomocą rozmaitych nadużyć i propagandy. Gdy próbujesz podjąć dyskusję, podważyć ich zasadność, jesteś napiętnowany. Jesteś wariatem. Tak jest z Brunonem Schulzem i rzekomą przynależnością jego osoby i jego spuścizny do Państwa Izrael. Problem polega na tym, że pisarz, gdyby chciał, mógł w latach 30. - tak jak wielu Żydów - wyemigrować do Palestyny. Nie zrobił tego, czuł, że jego miejsce jest w Europie, w Polsce. Gdy pisałem ten tekst, myślałem o moich dziadkach. Urodzili się niemal w tym samym miejscu co Schulz. Pochodzili z małych wiosek w pobliżu Lwowa. Po wojnie wyjechali do Niemiec. Dopiero gdy znaleźli się u schyłku życia, mój ojciec wymógł na nich, by przyjechali do Izraela. Takich sytuacji było wiele.

Izrael nie dla wszystkich Żydów jest ziemią obiecaną.

Nie, chociaż ci, którzy kontrolują to państwo, zupełnie tak jak niegdyś marksiści, wolą to przemilczeć. Dostaję teraz telefony od różnych ludzi, którzy mnie popierają. Zadzwonił do mnie między innymi pewien człowiek mówiący z bardzo silnym polskim akcentem. Okazało się, że Schulz był jego nauczycielem w Drohobyczu. "Słuchaj, masz rację" - powiedział. - "On był Polakiem". Ten człowiek jest przewodniczącym organizacji skupiającej Żydów z Drohobycza żyjących w Izraelu. Spotkaliśmy się.

Izrael jest jednak jedynym żydowskim państwem...

Proszę mnie dobrze zrozumieć. W jednej z moich opowieści dokuczyłem jednemu z szefów sztabu naszej armii, który przyjechał niegdyś do Auschwitz w pełnym uniformie i powiedział: "Szkoda, że nie zdążyliśmy na czas". Co za bzdura! Nawet gdyby zdążył - to co by zrobił? Absurd polega na tym, że chce się nam wmówić, że Izrael jest jedynym miejscem na świecie, w którym Żydzi mogą czuć się bezpiecznie i żyć bez strachu pod opieką naszej potężnej armii. Z drugiej strony ci sami ludzie bez mrugnięcia okiem powtarzają nam, że cały czas grozi nam zagłada z rąk Arabów. Drugi Holokaust. Że jesteśmy otoczeni przez morze wrogów, którzy chcą nas wyrżnąć. To jakaś schizofrenia! To już przestało mieć jakikolwiek związek z logiką, to czysta ideologia.

Dlaczego uważa pan jednak, że ta "ideologia" stara się manipulować historią?

(...)Relacje pomiędzy Izraelczykami a Niemcami bardzo mnie śmieszą. Oni nigdy nie odważyliby się robić w Niemczech tego, co wyprawiają w Polsce. Nie odważyliby się rzucić wyzwania niemieckiemu poczuciu odpowiedzialności. Dlaczego nie posyłają młodych Izraelczyków na te wszystkie marsze do Buchenwaldu czy Dachau? Ja bym nigdy nie posłał syna na organizowaną przez nasz rząd wycieczkę do Polski.

Dlaczego tak się dzieje?

Polskę i Polaków łatwiej jest atakować. Łatwiej było to robić, gdy była państwem komunistycznym. A potem, zanim stała się członkiem UE i NATO. Gdy jednak Polska stanie się potężniejsza i bardziej wpływowa - gwarantuję panu - sytuacja się zmieni. Polska po prostu sobie na to nie pozwoli. Ostatnio zresztą widać, że już sytuacja zaczyna się zmieniać. Najgorsze jest jednak to, że wszystko dzieje się w atmosferze totalnej ignorancji. Izraelczycy nie mają najmniejszego pojęcia o tym, jaką cenę zapłaciła Polska podczas wojny. Nic nie wiedzą o powstaniu warszawskim. Dla nich historia Polski to wyłącznie dokonany na waszych ziemiach Holokaust.

Czym więc pan się martwi?

N e g o w a n i e m b l i s k o t y s i ą c a l a t ż y d o w s k i e j h i s t o r i ! [podkr.moje-MT] Tysiąc lat! To najdłuższa prawdziwa historia Żydów. To nie jest jakaś tam metafizyka, legendy o prastarym Jeruzalem, Syjonie i tym podobne. Chodzi o prawdziwą materialną historię, o której można czytać i o której można pisać. Tymczasem w Izraelu chce się wymazać fakt, że Żydzi stanowili ważną część kultury krajów, w których mieszkali. Że Żydzi przez wieki - jestem z tego dumny - żyli wspólnie z Polakami, tworzyli razem państwo i byli elementem większej całości. Usiłuje się wmówić, że poza Izraelem był i jest tylko antysemityzm, więc: przyjeżdżajcie do nas!

Holokaust był jednak dla narodu żydowskiego wydarzeniem owymiarze apokaliptycznym. To chyba nic dziwnego, że przysłonił wszystko inne?

Ale powinniśmy o Holokauście mówić prawdę. Podam panu przykład. Przez lata nasi "specjaliści" forsowali tezę, że nikt nie przeżył powstania w getcie. Tymczasem było wiele takich osób. Mogły one opowiadać swoje historie. Opowiadać prawdę, a nie powielać mity. Izrael woli jednak zmarłych niż żywych.

Co pan przez to rozumie?

To nie dotyczy tylko Izraela. Narody kochają zmarłych. Bo tylko zmarli nie mogą mówić, opowiadać, jak było naprawdę. Żywi zaś pozostają ludźmi. Buntują się, mają potrzeby. Chcą tańczyć, śmiać się, jeść i pić. A nie uczestniczyć w długich marszach. A narody potrzebują marszy, potrzebują hymnów, sztandarów i... zmarłych. "Zginęli, żebyśmy mogli żyć" - każdy chyba kiedyś słyszał to hasło we własnym kraju. W Izraelu dowodem na to, co mówię, jest pewien hańbiący fakt. Otóż pieniądze z odszkodowań za Holokaust zostały przeznaczone na rozwój infrastruktury, a sami ocaleni dostali marne ochłapy. Dziś sytuacja materialna wielu z nich jest tragiczna. Mimo że żyją - jak pan się wyraził - w jedynym żydowskim państwie na świecie.

Oczywiście żydowskie życie jest również poza Izraelem...

Właśnie się twierdzi, że nie ma! A nawet jeżeli jest, to nie ma wartości. W stosunku do Żydów żyjących nadal w diasporze używany jest pogardliwy stalinowski język, np. że to "ohydni kosmopolici!". Ja urodziłem się już tutaj, w Izraelu. To, co mówię, jest więc krytyką mojego własnego systemu, mojego środowiska. Mimo to nazywają mnie nazistą, germanofilem.

Raczej polonofilem?

To prawda (śmiech). Ale moim krytykom chodzi o coś innego. O to, że podważyłem prawo do zawłaszczania wszystkiego, o czym my, Izraelczycy, myślimy, że należy do nas. Sprawa fresków jest naprawdę absurdalna. Większość Izraelczyków nawet nie słyszała o Schulzu, nigdy nie czytała jego książek.
Profesor Gutman argumentuje jednak, że Schulz namalował freski na zlecenie gestapowca i niedługo później został zamordowany. Jest więc ofiarą Holokaustu. A Yad Vashem jest instytucją, która ma Holokaust upamiętniać, i dlatego dzieła powinny być przechowywane właśnie tam.
Problem z Yad Vashem i Israelem Gutmanem polega na tym, że oni są... jakby to ująć... propaństwowi. Czasami mam wrażenie, że nie zajmują się opisywaniem historii, tylko kreowaniem ideologii. Czy pan wie, że Yad Vashem zabronił tłumaczenia na hebrajski Hanny Arendt i wszystkich innych, którzy o Holokauście piszą inaczej niż nasi historycy?
Podejście do Zagłady nie zawsze jednak było takie samo. W pierwszych dwóch dekadach państwa Izrael pomiędzy Żydami rysował się bardzo wyraźny podział. My, Izraelczycy, byliśmy silni. Oni, ocaleli z Holokaustu, byli słabi. My byliśmy wojownikami, bohaterami - ich nazywaliśmy mydłem albo Polakami (słowo Polak było obraźliwe). Oznaczało to ludzi, którzy nie umieją walczyć, bronić się, biernie poddają się losowi. Pogardzaliśmy nimi!
Sytuacja zmieniła się na przełomie lat 60. i 70. W jakiś niepojęty sposób staliśmy się jednością. Jesteśmy więc zarazem wojownikami i ofiarami. Wmawia się nam, że Bruno Schulz, gdyby przeżył, na pewno przyjechałby do Palestyny, zaciągnąłby się z entuzjazmem do wojska i dzielnie walczyłby o niepodległość Izraela. Byłby, a właściwie jest bohaterem.

Może tak by było?

Nie sądzę. Zresztą, nie ma co gdybać. Napisałem kiedyś sztukę. Akcja rozgrywa się na terytoriach okupowanych. Izraelscy żołnierze, którzy wykonują misję bojową, noszą imiona znanych europejskich Żydów. Bruno Schulz, Franz Kafka i inni. Chciałem w ten sposób pokazać, w jaki sposób zawłaszcza się takie postacie. Wielcy pisarze, którzy nie mieli pojęcia o Izraelu, stają się w naszych oczach izraelskimi żołnierzami.Co ciekawe, wystawianie tej sztuki zostało zabronione w 1985 roku przez cenzurę, bo była wymierzona przeciwko naszemu, ustalonemu z góry, sposobowi myślenia. To ostatni taki przypadek w historii Izraela. Wystarczy skrytykować syjonizm, świętość naszej egzystencji w Izraelu i od razu jest się uznawanym za osobę kolaborującą z najgorszym wrogiem. Tracimy naszą historię, a zamiast niej otrzymujemy mity.

Mity? Czy tworzą je izraelskie podręczniki i książki na temat Holokaustu?

Mijają lata. Świadkowie odchodzą. Kiedyś, gdy byli jeszcze młodzi i mogli opowiadać, nie uczono nas ich słuchać. Mieliśmy słuchać przywódców naszego nowego państwa. Ludzi, którzy są przewodnikami w naszym nowym, wspaniałym i optymistycznym życiu. Lata przeminęły i dziś wspomnienia większości żyjących ocalałych, którzy w latach II wojny światowej byli małymi dziećmi, zacierają się i upodabniają coraz bardziej do oficjalnych teorii.

A jaka była prawda?

Podam panu przykład. Matka męża mojej siostry była polską Żydówką. Pochodziła ze Lwowa. Jesienią 1939 roku uciekli całą rodziną z okupowanego przez Sowietów Lwowa do okupowanej przez Niemców Warszawy. Jej ojciec doktor Helman w Warszawie zatrudnił się jako lekarz. Został zamordowany przez Niemców. Ofiara Holokaustu? Nic podobnego. Został zabity podczas akcji eksterminacyjnej wymierzonej w polskie elity, akcji, o której nic nie słyszałem, dopóki nie przeczytałem jej wspomnień. Doktor Helman zginął nie jako Żyd, ale jako Polak. Ona natomiast, zaopatrzona w fałszywe dokumenty, znalazła schronienie w katolickim zakonie. Tam się nawróciła, stała się zagorzałą katoliczką. Długo, długo później rodzina wyciągnęła ją z klasztoru i sprowadziła do Izraela. Ta historia mnie zafascynowała. Płakałem, gdy czytałem te wspomnienia. Wykorzystałem je w jednej z moich powieści. Na podobne historie nie ma jednak miejsca, bo wymykają się ustalonym schematom.

(...)

Rozmawiał Piotr Zychowicz

Icchak Laor (ur. 1948 r. w Izraelu) jest jednym z najważniejszych współczesnych żydowskich pisarzy. Uchodzi jednak za "enfant terrible" izraelskiej literatury. Jest znany ze swoich pacyfistycznych poglądów i ostrej krytyki polityki Państwa Izrael. Wydał kilkanaście powieści i opowiadań - m.in. "The People, Food for Kings", "Ecce Homo" - oraz kilka tomów poezji i dramatów. Cieszą się one dużą popularnością w Niemczech. Laor jest również dziennikarzem, redaguje skrajnie lewicowy hebrajskojęzyczny periodyk. Mieszka w Tel Awiwie "

Rzeczpospolita z 30.06.07

Jak Państwo widzą, być może nie każdy problem w naszych relacjach da się sprowadzić do mniej lub bardziej utajonego "polskiego antysemityzmu"..

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Szymon Niemiec

Mnie się wydaje, że dialog powinien się zaczynać od faktów. W debacie polsko-żydowskiej absolutny punkt wyjścia stanowią fakty przytoczone przeze mnie w powyższym tekście. Naturalnie (o czym pisałem w innych miejscach) w XXI w. jesteśmy już na tyle dorośli, żeby "udźwignąć" także zarówno - mówiąc w skrócie - "Jedwabne", jak i "Koniuchy".

@ Mirnal

Pięknie to ująłeś! :)

Pozdrawiam obu Panów!

Komentarz został ukrytyrozwiń

*Mirku, co do pierwszego spostrzeżenia, to nie (znowu) nie mogę się z Tobą zgodzić. Twoje porównanie przypomina mi stwierdzenie jednego ze średniowiecznych władców, który kazał wymordować wszystkie kobiety w bronionym przez siebie zamku, twierdząc, że w ten sposób ratuje ich cnotę.*
Szymonie, ja bym interpretował to inaczej. Gdyby matka Hitlera poroniła Adolfa zapewne nie doszłoby do holokaustu i II w.św. w kształcie, w jakim ja znamy.
Gdyby Polacy nie byli zbyt gościnni dla Żydów (czyli - gdyby byli równie podli, co inni), to na pewno nie byłoby tylu obozów niem. na ziemiach polskich (to oczywiste). Natomiast gdyby Kolumb lub Gagarin się nie urodzili, to Amerykę by odkrył ktoś inny i inny kosmonauta poleciałby jako pierwszy w kosmos...
Gdyby Roentgen się nie urodził to promienie X odkryłby ktoś inny i nie mielibyśmy zdjęć rengenowskich, lecz inne. Natomiast gdyby Mickiewicz umarł w niemowlęctwie to nie byłoby "Pana Tadeusza".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dialog powinien zaczynać się od słynnych już słów "Wybaczamy i prosimy o wybaczenie".... tak moim zdaniem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję, Panowie! Sądzę, że w debacie na tematy polsko-żydowskie czasami za dużo jest retoryki, chwytów erystycznych i (złych) emocji, a za mało podstawowej wiedzy o f a k t a c h . Dlatego moim zdaniem warto przede wszystkim zapoznać się z faktami, a następnie zadać sobie trud ich przemyślenia. W przeciwnym wypadku możemy dojść do takiego stylu "dialogu", czy postawy dialogicznej, o jakich mówił (cytowany przeze mnie poprzednio) prof.Moshe Zimmermann (według niego "Izraelczycy nie uważają Polaków za partnerów w dyskusji na jakikolwiek temat"), albo do takich kwiatków, jak opisany we wczorajszej Rzepie. Cytuję in extenso:

"Czy Festiwal Kultury Żydowskiej organizują antysemici?

Polacy, organizując imprezy takie jak Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie, zakładając restaurację z żydowskim jedzeniem czy odnawiając synagogi, usiłują zamazać swoje poczucie odpowiedzialności za Holokaust. To główna teza artykułu Yuvala Albshana, który ukazał się w izraelskim dzienniku "Maariw".

Autor bardzo krytycznie ocenia polskie zabiegi na rzecz rewitalizacji żydowskiej kultury w naszym kraju. Jego zdaniem "Polska coraz bardziej dławi w sobie poczucie wstydu i powraca do wspaniałego dziedzictwa kulturalnego, które pozostawili Żydzi, oraz korzysta z niego ekonomicznie".

"Proces ten niesie ze sobą także dużo niebezpieczeństw, które określić można jako "zaprzeczenie antysemityzmowi"" - dodaje Albshana. Według niego pytani o swój udział w Holokauście Polacy mówią: "To nie my, to oni", wskazują na Niemców i "wzruszają ramionami".

Tymczasem autor przypomina o "antysemickich korzeniach Polski". "Istnieją opowieści o szklankach wody sprzedawanej Żydom za złoto, o wypadkach wydawania Żydów i szantażowania, o granatowej policji, o ludziach upychanych w wagonach śmierci, ale przede wszystkim o Żydach, którzy wrócili po wojnie po swoje mienie i zostali zastrzeleni przez Polaków" - pisze.

Albshana wyraża oburzenie, że wielu Żydów pomaga Polakom w procesie "zaprzeczania antysemityzmowi". Szczególne pretensje ma do byłego ambasadora Izraela w Polsce Szewacha Weissa, który ma mówić Polakom "to, co chcą usłyszeć". - Ten artykuł to stek bzdur - mówi "Rzeczpospolitej" Weiss. - Ja zawsze mówię prawdę. Gdy trzeba, to Polaków krytykuję, a gdy trzeba, to chwalę. Tymczasem w Izraelu wiele osób ma takie podejście, że jeżeli powie się coś dobrego o Polakach, to jest to skandal. Nie godzę się na takie rasistowskie podejście.

Oburzona jest też Lili Haben, szefowa Związku Krakowian w Izraelu. - To nieładny artykuł. Jak można się doszukiwać takich okropnych motywów u Polaków, którzy robią tak dużo dla dialogu z Żydami? Nie możemy przecież żyć wiecznie we wzajemnej nienawiści. To tym bardziej okropne, że Niemcy zapłaciły Żydom odszkodowania, więc o ich winach się już nie mówi - powiedziała Haben."
Piotr Zychowicz (Rzeczpospolita z 13.07.07)

Warto się chyba zastanowić, czy dialog między przyjaciółmi powinien zasadzać się na ignorancji (w obu tego słowa znaczeniach), nienawiści (vide słynna instrukcja izraelskiego ministra oświaty dla uczestników Marszu Żywych), szantażu (por. deklarację odwołanego niedawno Israela Singera, że Polska będzie upokarzana na arenie międzynarodowej) i hucpie.

Otóż ja się ośmielam sądzić, że istnieją lepsze fundamenty dla dialogu.

Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mirku, co do pierwszego spostrzeżenia, to nie (znowu) nie mogę się z Tobą zgodzić. Twoje porównanie przypomina mi stwierdzenie jednego ze średniowiecznych władców, który kazał wymordować wszystkie kobiety w bronionym przez siebie zamku, twierdząc, że w ten sposób ratuje ich cnotę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)plus za rzeczowy rys pewnego waznego aspektu historii Europy i Polski.
Ciekawy jest aspekt Niemiecki (Mirnal).W kilku publikacjach poruszony byl juz aspekt
szybkiego planowego mordowania calych rodzin przez Niemcow azeby po wojnie
z powodu braku spadkobiercow zawlaszczyc majatek.

Dzisiajj w Niemczech znow maszeruja neonazisci a Zydzi protestuja i zadaja
likwidacji NPD.Ale nie wiadomo czy sie jakis Niemiec odwazy tego zabronic.

Ja mysle ze nie.Skoro Niemcy zakazuja urzedowo jezyka polskiego wiec nie licza sie
juz absolutnie z opinia publiczna.Trzeba sie uczyc z historii .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drugiego plusa nie dodało. Dawniej dodawało niezwłocznie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za rys historyczny.
Dwa spostzreżenia.
1. Gdybyśmy Żydów wygonili wzorem innych narodów, to faszyści ich tak wielu u na sby nie wymordowali z oczywistych powodów. Nie zbudowano by równiez u nas tylu komór g.
2. Co do mordowania wierzycieli, aby nie spłacac. Niemcy mordowali na wielką skalę, zaś Polacy i Rosjanie pod koniec wojny na znacznie mniejszą. Stąd wielki dysproporcje - Niemcy ciągle czegoś od nas chcą (bo ich wielu przeżyło i ma kto pyskować), zaś "odwrotnie" nie ma tylu roszczeń.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.