Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

71152 miejsce

Żydzi sprzedają odzyskane nieruchomości, by utrzymać cmentarze

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-05-17 12:37

Przed Komisją Regulacyjną do Spraw Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Warszawie, która rozstrzyga spory własnościowe między gminami wyznaniowymi a samorządami, toczy się ponad 4 tys. spraw. Większość z nich rozstrzygana jest na korzyść samorządów. Gminy żydowskie nie potrafią udokumentować własności przedwojennego majątku, a zeznania świadków nie są brane pod uwagę.

W ten sposób katowicka Żydowska Gmina Wyznaniowa w niedługim czasie może stanąć u progu bankructwa. Ma do utrzymania 9 cmentarzy w województwie śląskim i świętokrzyskim, ale tylko jedną odzyskaną kamienicę przy ulicy 3 Maja 16 w Katowicach, której parter podnajmuje pod działalność prywatnych firm. To jedyne źródło jej utrzymania.

W latach 1997 - 2002 gmina przesłała do Komisji Regulacyjnej w Warszawie 250 wniosków o zwrot nieruchomości. - Na składanie podań mieliśmy 5 lat - mówi Włodzimierz Kac, przewodniczący katowickiej gminy. - W 1997 roku nie mieliśmy grosza na adwokatów, ani na geodetów. Nie mieliśmy też kontaktów z osobami, które pomogłyby nam wskazać, gdzie znajduje się mienie należące przed wojną do gminy żydowskiej.

Szczekociny, Pińczów czy Będzin to miejsca, w których społeczność żydowska przed wybuchem II wojny światowej stanowiła większość. - Tymczasem nie mamy tam nic - mówi Kac.Włodzimierz Kac prezentuje zdjęcie zburzonej przez Niemców synagogi w Katowicach. Na tym miejscu stoi dziś przychodnia i targowisko. / Fot. Fot. Dziennik Zachodni

Sporządzanie wniosku o zwrot pożydowskich nieruchomości jest nie tylko czasochłonne ale także kosztowne. Gmina musi pozyskać informacje, gdzie znajdowały się nieruchomości. Potem wszystko udokumentować. - Musimy przedstawić wszelkie papiery potwierdzające, że dany dom czy teren 1 września 1939 roku należał do gminy żydowskiej. Co ciekawe, mamy udowadniać naszą własność na podstawie dokumentów, w których posiadaniu jest samorząd, czyli strona, która przed Komisją Regulacyjną staje przeciw nam. A on w oczywisty sposób nie zawsze chce ujawnić nam potrzebne materiały.

Przygotowanie jednego wniosku kosztuje od 3,5 tys. zł do 5 tys. zł. Gmina Żydowska musi zapłacić adwokatowi, geodecie, czasem archiwiście.

Tymczasem ilość spraw wygrywanych przez gminę przed Komisją Regulacyjną jest znikoma. Trudno odzyskać intratne nieruchomości, na których samorządy mogą zarobić. Kiedy chodzi o cmentarze, władze miast chętnie pozbywają się ciężaru. - Kiedy otrzymujemy cmentarz zaraz spływają do nas nakazy od różnych instytucji. Inspektor nadzoru budowlanego od razu każe nam wycinać drzewa. Trzeba dbać o stan ogrodzenia, czystość cmentarza oraz zatrudnić opiekuna - wylicza Kac. Koszty administrowania nawet niewielkim kirkutem wahają się od kilku do kilkunastu tysięcy złotych rocznie.

Kiedy na dawnym, żydowskim cmentarzu stoją dziś np. pawilony handlowe, tak jak ma to miejsce w Lelowie, znów zaczynają się schody. - Dla Żydów cmentarz istnieje na wieczność. Według prawa polskiego tak nie jest. W Lelowie nie ma żadnych dokumentów, wyczyścili wszystko.

Henryk Nowak, sekretarz Lelowa twierdzi, że o żadnym "czyszczeniu" nie może być mowy. - Bestialstwem byłoby twierdzić, że nie było tu cmentarza - podkreśla. - Ale gmina wyznaniowa powinna dysponować aktem własności nieruchomości, a tego im brakuje.

Zdarza się jednak, że gmina wyznaniowa broni się przed przejęciem cmentarza. - Tak jest w Częstochowie, gdzie chcą nam wcisnąć gigantyczny cmentarz - mówi przewodniczący. - Każdego roku trzeba będzie na niego wyłożyć pieniądze, których my nie posiadamy. Za każdym razem zastanawiam się, kiedy staniemy na progu bankructwa.

Dlatego, jeśli gminie wyznaniowej uda się odzyskać atrakcyjny teren, natychmiast musi go sprzedawać, by mieć z czego utrzymać cmentarze i uzupełniać wnioski do Komisji Regulacyjnej.

- Wtedy wszyscy mają do nas pretensje. Ostatnio o plac synagogalny w Gliwicach. Żydzi przyjeżdżający z zagranicy pytają nas: dlaczego go sprzedaliście? Ale z czego mamy prowadzić naszą bieżącą działalność? - rozkłada bezradnie ręce Kac. - Mamy długi. O wysokości zadłużenia nie chciałbym jednak mówić.

Andrzej Rudlicki, współprzewodniczący Komisji Regulacyjnej podkreśla, że katowicka gmina wyznaniowa nie należy do liderów, jeśli chodzi o ilość porozumień w sprawie odzyskania przedwojennych nieruchomości. - Znacznie lepiej radzą sobie z tym gminy w Warszawie czy Łodzi - mówi. - Wnioski, które spłynęły do nas na samym początku były lepiej przygotowane. Te, które spłynęły zaraz przed 10 maja 2002 roku, terminem w którym musiały się gminy zmieścić, są często mniej dokładne słabo udokumentowane.

Znamienne, że Komisja Regulacyjna nie zajmuje się teraz żadną sprawą z Łodzi. Tam gmina wyznaniowa i samorząd zdecydowały się na korzystny dla obu stron kompromis. - Prezydent Kropiwnicki podpisał porozumienie, które pozwoliło na pełną ugodę - wyjaśnia Rudlicki. - Zdarza się jednak, że gminy wyznaniowe nie mogą dojść do porozumienia z władzami miast. Wcześniej często przyjeżdżali na nasze posiedzenia wójtowie lub burmistrzowie i argumentowali: nie oddamy, bo.. nie. Teraz na szczęście zdarza się to znacznie rzadziej.
Maciej Wąsowicz

Czytaj teksty naszych Autorów
Piotr Czarny o cmentarzu w Białymstoku
Tomasz Zygmunt o Pszczynie
Marek Bonarski o Częstochowie

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.