Facebook Google+ Twitter

Żyję pełnią życia – rozmowa z sobą

W życiu zaliczyłem wszystko z czego mógłbym być zadowolony i szczęśliwy. Mam kilka zawodów i pasji - dziennikarza,pisarza i miłośnika sztuki. Urodziłem się 85 lat temu w magicznej miejscowości wśród lasów, pól i łąk. Tam spędziłem młodość.

Fot. pryw. arch, autora / Fot.

Każdy z nas żyje tak długo, jak długo pozostanie w pamięci pokoleń. I chociaż nie każdy stworzy wiekopomne dzieło, jednak pozostawi po sobie niezatarty ślad historii.

Mnie życie nie rozpieszczało, raz byłem na górze, innym razem na dole. jednak każdy etap życia wspominam ciepło. Jednak gdyby mnie zapytano, czy chciałbym przeżyć raz jeszcze młodość, odpowiedziałbym - NIE. Urodziłem się w czasie,że mogłem poznać nieco przeszłość, teraźniejszość, ale najwięcej ów środek - lata 1945-1989. I gdybym miał się opowiedzieć za którymkolwiek, miałbym ogromny problem. Czasem jednak marzę o przeniesieniu w 30-lecie międzywojenne, które uważam za fascynujące, mimo pewnych zachowań obyczajowych. To były lata mej wczesnej młodości. Wtedy życie upływało spokojnie bez telewizji i Internetu, komputera czy tabletu. Radio mieli nieliczni, samochód bogacze, rower stanowił luksus. Ludzie żyli biednie, za to szczęśliwie. Wieczory spędzali rodzinnie przy lampie naftowej albo karbidówce. Moim zdaniem to był najpiękniejszy okres w historii Polski, szkoda, że tak tragicznie skończony.

Kiedy się rodzimy Bóg wkłada nam plecak z puzzlami, z których układamy nasze życie. Jednym wkłada mniej innym więcej. Mnie włożył sporą ilość. Nadeszła pora wyjąć te puzzle z plecaka, złożyć z nich obraz...

Rozmowa z sobą.
 / Fot.
Wpadłem w nostalgiczny korkociąg. Politycy ukradli naszą kulturę ostatnich dwóch dekad, nie dając nam w zamian nic prócz swego bełkotu. Cóż więc zostanie z tych lat obecnych, w których polityka stała się dominującą popkulturą. Co zostanie zapamiętane z tych lat, kiedy one przeminą, a kolejne pokolenia naturalną koleją rzeczy chętniej będą sięgać pamięcią do przeszłości? Czy pamiętać będą jedynie wojnę o katastrofę smoleńską i słowne wygłupy w parlamencie niektórych czołowych polityków? I czy pop-polityka będzie jedyną kulturą, ważną i doniosłą?

To jestem cały ja?
W genach mam żyłkę artystyczną. Przypadek zrządził, że śpiewałem w chórze „Ogniwo” Filharmonii Śląskiej, co zaowocowało operetką gliwicką, wreszcie dawnym „Artosem”, gdzie utworzyłem zespół składający się z artystów Operetki Śląskiej. Przygotowałem rewię muzyczną „Młodość i miłość w krainie melodii”, którą wyreżyserował mój przyjaciel Janusz Rzeszowski. Mieliśmy potem liczne koncerty na terenie Górnego i Dolnego Śląska. To były dla mnie najbardziej twórcze i świetne czasy, zwłaszcza odkąd Ministerstwo Kultury i Sztuki przyznało mi glejt artysty estrady. Wtedy przez szereg lat byłem konferansjerem przeróżnych imprez. Występując przed publicznością, czułem radość życia na scenie. To były czasy zwariowane, cudowne, pełne zjawisk i wrażeń. Dziś wspominam je z sentymentem, i żałuję, że nie poszalałem więcej, ale nie miałem w życiu czasu, życie gnało mnie jak rakieta do przodu.

Cecha, którą posiadam…
to przede wszystkim wielokierunkowe uzdolnienia nabyte wraz z genami moich przodków, którzy parali się głównie rzemiosłem. Spośród licznego grona mego kuzynostwa czuję się jedyny zrealizowany, osiągnąłem zawód dziennikarza i pisarza. Ale były w moim życiu także zgrzyty. W PRL-u otrzymałem wilczy bilet, miałem problemy z pracą. To nie odebrało mi radości życia. Musiałem dostosować się do sytuacji, zacisnąć zęby i iść do przodu. Dzięki pomocy przyjaciół udało się znaleźć zatrudnienie, publikowałem pod pseudonimem. Od tamtej pory moje życie „kręciło się” przeważnie w cyklu dwuletnim, mój „opiekun” bezustannie mnie śledził. Widać tak miało być. Po tylu latach marzę o jednym. O spotkaniu mego „opiekuna” i dowiedzeniu się prawdy.

Moje pasje? W młodości zajmowałem się fotografią, co z upływem lat zaowocowało kinem amatorskim. Zdałem egzamin instruktorski filmu amatorskiego. I zacząłem swoją filmową przygodę. Powołałem do życia klub filmowy „Esperanto-Film”, pod patronatem Polskiego Związku Esperantystów. Zrealizowałem 20 filmów krótkometrażowych na taśmie 16 mm, pozytywnie ocenionych przez jurorów i krytyków krajowych i zagranicznych przeglądów i festiwali filmowych, Drugą i niemniej ważną pasją stało się malarstwo akwarelowe i rysunek. W tej dziedzinie mam już spory dorobek, który zaowocował dwoma albumami: „moje akwarele” i „galeria - Akty”.

Co zapamiętam ze swojego życia?
Historia nie tworzy się przez jednodniowe afery i skandale, przez prawicowe i lewicowe oburzenia. Historia tworzy się przez politykę, ale przede wszystkim kulturę. Cóż więc zostanie z tych lat obecnych, w których zamiast kultury, polityka pełna bełkotu stała się nam ponadczasową? Mnie lata 60. z arcydziełami polskiego kina, literatury i teatru utknęły nie tylko głęboko w pamięci, ale zadziwiły świat, i nigdy potem już taką potęgą artystyczną nie byliśmy. Dla mnie lata siermiężnego PRL-u pozostają jak wycinki życia, reszta idzie na stracenie. Tamte lata dawno przeminęły. Teraz rządzi nami amerykańska pop-kultura, która obaliła komunę i wmawia, że nic w naszym kraju ważnego się nie wydarzyło od dekad oprócz wydarzeń politycznych. Historii nie tworzy się przez taką politykę.

Cieszę się, że mamy demokrację?
Absolutnie nie. Czym innym jest demokracja jako idea, a czym innym zrównanie głupoty i mądrości, dojrzałości i niedojrzałości, kiedy wszyscy mówią jeden przez drugiego i każdy na swój sposób jest „wybitnym” znawcą i ekspertem demokracji. To niczego dobrego nie wróży. Żyjemy w świecie, w którym sfera publiczna pozostaje całkowicie poza naszą wiedzą i nie budzi naszego zainteresowania. Podobno przyczyną jest kryzys, lecz kryzys to pestka. Wkradła się nuda, a nuda to potęga, Skąd ona się bierze? Pierwszym źródłem są rządzący, drugim opozycja. Trzecim źródłem nowatorzy, którzy już coś osiągnęli i następnego pokolenia nie chcą dopuścić do udziału w życiu publicznym. Czwartym lekceważenie sztuk i nauk humanistycznych, czyli sztuki czytania, bo kto czyta, nigdy się nie nudzi. Wiadomo, że demokracja z długotrwałą nudą nieuchronnie przegra. A Polska jest akurat na tym etapie.

Szczególnie cieszy mnie…
gdy zaznaję święty spokój. To rozwiązałoby wiele problemów, które muszę pokonywać. Jednak głównie cieszy mnie bycie dziadkiem dorodnej trójki zdrowych i utalentowanych wnuków.

Boje się…
Niemądrze byłoby przyznać się publicznie, czego się boję. Ale powiem, że najbardziej boję się szaleńców za kierownicą na polskich drogach i pieszych na przejściach, złych polityków, którzy łączą swe siły z głupimi, oraz osób zazdrosnych i mściwych. Ale przede wszystkim jakiejkolwiek diagnozy nieuleczalnej choroby.

Na świecie byłoby trochę lepiej, gdyby…
narody przestały wzajemnie się zwalczać i akceptowały różne światopoglądy, a naukowcy zaniechali eksperymentów nad stworzeniem lepszego świata.

Mój stosunek do wiary?
W dzieciństwie się modliłem, wychodząc z domu robiłem znak krzyża wodą święconą, jako ministrant służyłem do mszy po łacinie. Teraz mam do wiary swoje podejście. Modlę się, ale w sobie. Obserwuję, że kościół w Polsce oderwał się od tego co głosił prosty człowiek ukrzyżowany na krzyżu. To odczuwa się niemal na każdym kroku. W kościele drażni mnie przesadna teatralność, złocone ornaty i infuły biskupów, wystawne pałace i luksusowe samochody. Purpuraci mają u nas raj na ziemi. Katolicyzm nie utożsamia się z judaizmem, którego królem żydowskim był przecież Chrystus. Piekło, niebo i czyściec wymyślono dla ludzi prostych, żeby trzymać w ryzach i strachu przed śmiercią. A na chłopski rozum zarówno niebo, czyściec i piekło mamy tu, na ziemi. Diabeł chodzi w czarnym, ale wierni udają, że tego nie widzą. Ja nie jestem naiwny.

Związki zawodowe straszakiem?
Po roku 1989 różne związki zawodowe usiłowały wyprowadzić Polaków na ulicę w celu wyładowania frustracji i okazania niezadowolenia. Efekt prawie zawsze był podobny, czyli żaden. Związki zawodowe mają prawo dopominać się o prawa pracownicze, ale muszą zachować umiar. Tymczasem w Polsce namnożyło się ponad sto różnorakich związków. Większość to organizacje kanapowe mające po kilkunastu członków. Dlatego wizerunek związków uległ pogorszeniu i teraz trudno przekonać ludzi, że np. „Solidarność” występuje w obronie praw pracowniczych, a nie ambicji politycznych. Źródłem istniejącej w kraju patologii jest ustawa o związkach i jej prezentacyjności. Moim zdaniem powinno się odebrać związkom zawodowym prawo posiadania siedziby na terenie firmy lub zakładu, zlikwidować etaty związkowe utrzymywane przez zakłady pracy i przejście na garnuszek składek członkowskich. Takie rozwiązania istnieją we wszystkich krajach Unii. Innego nie widzę sposobu, żeby związki porwały za sobą większość Polaków.

Ocena kultury scenicznej?
To, co obecnie obserwuję w telewizji, zasmuca, zwłaszcza ogromny wysyp kabaretów prezentujących kiczowaty poziom. Telewizja karmi nimi odbiorców w porze największej oglądalności. Kiedy półwieku temu też związany byłem z kabaretem, cenzura dbała o poziom artystyczny. Wykonawcy wymyślali coraz to lepsze metafory, zabawiając ludzi dwuznacznymi dowcipami, ciętymi tekstami - niby wtedy nic nie można było, a jednak wszystko wychodziło, czego spragniona publiczność oczekiwała. Wtedy na estradzie nie było komputerowo-laserowych efektów, wykonawcy działali na wyobraźnię widza. Teraz estradę zalewa blichtr efektów świetlnych, zaprogramowanych i generowanych przez komputery. To odwraca uwagę i za nic nie przeskoczy, co dawniej było.

Co mnie najbardziej śmieszy? Kariery rodzimych gwiazd.. Dawniej artysta był powszechnie cenioną i szanowaną personą. Obecnie, kim by nie był, jest gwiazdą. Kariery jednych gwiazd się kończą, a innych wciąż nie mogą się zacząć. Aby zdobyć rozgłos chętnie pozują, opowiadają o sobie przeróżne bzdury, aby tylko znaleźć się na kolorowej okładce magazynu. Pewna „gwiazda” przyszła w upalne lato na bankiet w zimowym futrze, by zwrócić na siebie uwagę reżyserów filmowych. Inna mniej znana pojawiła się z gołą pupą, by pozować do zdjęć z celebrytami. Dzięki temu sama już jest celebrytką. Dla gwiazd – żeby tylko zaistnieć – wszystkie chwyty dozwolone A to wzbudza śmieszność i niesmak.

Co mnie boli?
To, że mamy XXI wiek i nadal wmawiamy światu, jakim to postępowym i cywilizowanym światem jesteśmy. Tymczasem fakty tego nie potwierdzają. O ile w sferze gospodarczej i ekonomicznej nadrobiliśmy jako tako wieloletnie opóźnienia, o tyle w sferze mentalnej i kulturowo-obyczajowej daleko nam nadal do Europy. Niepokoi też, że Polacy oddają się w ręce hochsztaplerów i oszustów, wszelkiej maści cudotwórców – uzdrowicieli.. Wystarczy kliknąć w wyszukiwarce „uzdrowiciele”, a wyświetlą się tysiące adresów. W Polsce mają oni swoje eldorado. Polska to piękny kraj pełnym uroczych miasteczek i wsi, lecz nie ma w nim magii, jak w niektórych krajach europejskich. Wielki religijny kraj zła, który na ulicy popisuje się wściekłością podczas narodowych manifestacji. A przede wszystkim kraj sporej ilości politycznych oryginałów, nasiąkniętych dziwacznymi i niedorzecznymi pomysłami i obietnicami poprawy życia, w co naiwni ludzie niewątpliwie wierzą.

Co ogromnie smuci? Że polski patriotyzm coraz bardziej kojarzy się z faszyzmem i nacjonalizmem. Gdy ktoś nam tylko cokolwiek wytknie, jako naród gościnny i dobroduszny od razu się oburzamy i osądza-my od czci i wiary, tymczasem antysemityzm i ksenofobia przestają już u nas być zjawiskami marginalnymi i niszowymi. W cywilizowanych krajach nikt tak się nie zachowuje, Przykro o tym mówić, ale polskie społeczeństwo ciągle jeszcze nie dostroiło się do społeczeństw otwartych na świat i ludzi. Stale się podkreśla, że Polska dla Polaków, ale za tym powiedzeniem kryje się głównie podłość i nasza tożsamość.

Przyspawani do Internetu?
Mam wrażenie, że kolejne pokolenia będą równo obdarzone rozumem i głupotą. Trzeba przyznać, że jesteśmy społeczeństwem, które korzysta jak najęte z największej frajdy - Internetu, do którego jesteśmy niemal przyspawani – obserwowani przez obcych. Nie percypujemy już kultury, Facebook przeżywamy dużo mocniej niż prawdziwą rzeczywistość, traktując niczym panaceum na mądrość, choć to ciężki absurd, stając się narcyzami największej frajdy, jaką daje nam Internet. Tracimy drogocenny czas, który przelatuje nam przez palce. Wspominam o tym dlatego, bo strony internetowe grzeją się w nadmiarze.

Demokracja i telewizja?
Telewizję włączam sporadycznie, irytują mnie – i nie tylko mnie – bzdurne i natrętne reklamy. Dziwię się telewidzom, że je tolerują, ja w każdym razie wyłączam na ten czas dźwięk. Irytuje również nadmiar powtarzających się programów politycznych oraz nazwiska polityków i ekspertów na wszystkim się znających. wmawia-jących społeczeństwu, że czarne jest białe a białe to czarne, a uliczne protesty to najwyższa forma demokracji. Szalejąca w Polsce brutalna walka o władzę, to nic innego, jak wynik demokracji poddany woli demagogów i wiecowych krzykaczy. Takie rozumowanie demo-kracji, brew pozorom, może być bardzo niebezpieczne dla demokracji.

I na koniec… Nie mogę się obejść bez porannej kawy i laptopa. Kawa dodaje mi energii, pobudza do działania. Jak każda używka, kawa ma swoje wady i zalety. Na szczęście, wady nie są wielkie, by zdrowy osobnik musiał rezygnować z codziennej porcji kofeiny trzech kaw. Jestem osobą wiecznie nienasyconą, spragnioną wrażeń, nowych smaków. Laptop pochłania sporą część dnia, ale lubię pisać. Pisanie jest męczące, dlatego uważam je pracą. Tak więc, mimo wieku i wolności, jaką daje niewątpliwie emerytura, nadal piszę felietony i opowiadania, czyli… pracuję.

Mieszkam na przemian w Gliwicach i Frankfurcie nad Menem. Przyjaciele namawiają mnie napisanie pamiętnika, ale pamiętnik to forma, w której autor oszukuje siebie, że robi to tylko dla siebie. Ja piszę dla pokrzepienia własnego serca, przy okazji innych serc. Czasem myślę, że moje życie to totalne wariactwo, skoro mimo podeszłego wieku nadal posiadam w sobie tyle kreatywnego potencjał?.









Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Panie Rajmundzie, chociaż jestem o wiele młodszy i nie miałem styczności z Polską przedwojenną (jedynie na podstawie opowiadań mojej babci) - w 100% zgadzam się z Pańską diagnozą sytuacji w dawnej i obecnej Polsce. To co Pan ujął syntetycznie w kilku punktach, znakomicie moim zdaniem, opisuje obecny stan naszej rzeczywistości w której rozmywa się wszelkie wartości, a nawet potępia samą dyskusję o wartościach. O tym co w życiu ważne, a co Pan kapitalnie ujął w formie jednego artykułu. Mnie śmieszy i smuci dokładnie to samo, co Pana. Życzę dużo zdrowia, nie przejmowania się próżnym celebryckim i politycznym światem oraz dalszego tworzenia znakomitych grafik.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Żyję pełną życia !
Już sam tytuł zaprasza do czytania a czyta się pięknie . Mogę powiedzieć ,że w wielu punktach odnajduję zbieżność a wielu wręcz zazdroszczę :)
Marzenie odkrywania tajemnic życia daje siłę , pogodę ducha i ciągłe nienasycenie .
Pozdrawiam serdecznie .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam Rajmundzie. Nie dawno czytalem ksiazke Michala Jurgs o cudownym tytula "Gern hab`ich die Frauen geküßt" Jest to Biografia Richarda-Taubera, jednego z najslynniejszych amantow operetki berlinskiej, pozniej wiedenskiej, Rewji Muzycznych, osobistego przyjaciela Kiepury w latach trzydziestych. Ta piecset stronicowa biografie jednakze mnie nie tak zafascynowala jak Twoje osobiste wynurzenia i reflekcje. Refleksje podobne do tych ktore wypowiedzial Taubert lezac na lozu smieci swojemu sekretarzowi. Przypuszczam i smiem powiedziec, ze znam Cie na tyle dobrze aby te osobiste wynurzenia potraktowac z przymruzeniem oczu gdyz jak sam piszesz "Jestem osobą wiecznie nienasyconą, spragnioną wrażeń, nowych smaków." Drogi Rajmundzie, ciesz sie zdrowiem i nie popadaj w melancholie i ciesz sie nawet z glupich politykow.
Sciskam.

Czytaj wiecej: link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję tak bogatego życiorysu, życzę realizacji dalszych planów.
Bardzo trafne spostrzeżenia, pod większością mogę się też podpisać !
To prawda iż kiedyś życie miało inny rytm, ale każdy czas ma swoje rytmy. Prawdą jest, że internet to "złodziej czasu", czasem przysłania ludzim realne życie w takim stopniu iż tracą poczucie realności.
Jeśli chodzi o pop kulturę polityczną to chyba jest to trend europejski. Byłam dzisiaj w Hugendubel, w księgarni półki się uginają od programów i biografii polityków niemieckich.
Dawniej trzeba było najpierw umrzeć aby zasłużyć sobie na biografię, dzisiaj do idologii dorabia się życiorys i odwrotnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Barbaro, Pani sugestię wkrótce wykonanym.
Serdecznie Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Rajmundzie, Dawno temu opublikował Pan tutaj galerię ze swoimi rysunkowymi pracami , głownie to były akty.
Z pewnością od tego czasu powstały nowe Pana prace.
Przyznam się, że z chęcią obejrzałabym. B. proszę umieścić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Barwny życiorys, Panie Rajmundzie.

"Wpadłem w nostalgiczny korkociąg."

ale

"Jestem osobą wiecznie nienasyconą, spragnioną wrażeń, nowych smaków."


Czyli nostalgia, rozumiem, chwilowa, której efektem jest ten tekst.
Więcej takich nostalgii :)

Serdecznie pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To jesień tak Pana natchnęła i zapachniała lekko rachunkiem sumienia.. nie pamiętnikiem, ani też rozmową ze sobą... . Ja ciągle boję się popaść w gadulstwo... Dziś chcemy czytać myśli zamknięte w skrótach myślowych, w jednym sms pół życiorysu..Żartuję....Zbyt wielki natłok informacji i materiałów w internecie, niestety, przyśpiesza nasze życie. Nie ma w nim czasu na czytanie o życiu innych o rozterkach, wspomnieniach codziennych trudów. A szkoda, bo na takich właśnie wynurzeniach można się wiele nauczyć i wyciągnąć wiele wniosków dla siebie. Pozdrawiam serdecznie i ciepło...BRK.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.