Facebook Google+ Twitter

"Żywina", czyli rzecz o narodzie sierot

Lektura drugiej, po "Ciele obcym", współcznesnej powieści Rafała Ziemkiewicza może sprawić przyjemność, ale jednocześnie nasuwa się pytanie, czy autor jest jeszcze pisarzem, czy został publicystą czasami przebierającym się w strój literata.

 / Fot. Okładka książkiUprawianie publicystyki może być dla pisarza niebezpieczne. Grozi mu nasiąknięcie nią do tego stopnia, że nie będzie mógł się uwolnić od niej podczas pracy nad książką, przez co zazwyczaj cierpi talent. Najbardziej jaskrawy i świeży jest przykład Bronisława Wildsteina, którego niezła książka „Dolina nicości” jest w istocie kawałem ostrej prawicowej publicystyki odzianej w literacki kubraczek. Czy to samo dzieje się z Rafałem Ziemkiewiczem? O ile książki publicystyczne, od „Zero zdziwień” poczynając, a na „Czasie wrzeszczących staruszków” kończąc, wychodzą mu co najmniej dobrze, to poziom jego ostatnich powieści budzi wątpliwości.

Ziemkiewicz nie jest literacką miernotą. Lata praktyki sprawiły, że słowem pisanym posługuje się on z dużą łatwością. Już sama ta umiejętność jest godna uwagi, nie każdy pisarz ją posiada. Jednak wobec autora, który swoim fachem zajmuje się już prawie ćwierć wieku (jeśli liczyć od debiutu na łamach czasopisma „Odgłosy”, będzie to dokładnie 26 lat), należałoby postawić nieco wyższe wymagania, niż sama umiejętność ubierania swych myśli ze smakiem i wyczuciem.

Historii Radka (Konrada) Derechowicza, dziennikarza z Warszawy zbierającego materiały do reportażu o pośle Samoobrony (tytułowym Żywinie), który zginął w wypadku, brakuje osadzenia w konkretnych ramach gatunkowych, dzięki czemu wiedzielibyśmy, z czym mamy do czynienia. „Żywina” zaczyna się jak klasyczny kryminał, potem przechodzi w romans, opowieść z życia „warszawki”, historię z cyklu „wykorzeniony Polak na obczyźnie”, a nawet instruktaż, jak należy pić i smakować whisky. A dla osób gotowych na wyjątkowe poświęcenia jest jeszcze jeden instruktaż: „jak przez łóżko zrobić karierę w międzynarodowych instytucjach”.

Tych jasno określonych ram gatunkowych brakuje, ponieważ ponad historię autor postawił przesłanie. A co chciał Ziemkiewicz nam o Polsce powiedzieć? Szereg ważnych rzeczy.

Polacy to naród półsierot. Naszą matką jest Polska, ale kto jest ojcem? Ojca nie ma, dlatego jesteśmy narodem zagubionym, miotającym się bezradnie w zamęcie współczesności, starającym się zbudować swoją tożsamość po tym, jak zmiażdżył ją walec komunizmu. Potencjalny duchowy ojciec narodu, Jan Paweł II umiera pod koniec książki, co wywołuje zbiorową rozpacz Polaków, na co dzień zajętych cwaniactwem i planowaniem kogo tu dzisiaj zgnoić.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

:) I oczywiście zapomnialem wcisnać łapkę. obiecany plus +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Połączenie polityki, sztuki i publicystyki udało sie doskonale Pamukowi w "Śniegu". Nasi twócy mają ten problem, że ww. elementy złączone w jednym dziele traktują z pozytywistycznym zacięciem. Książki, którą opisujesz, nie znam, ale znam tendencję, jaką diagnozujesz. I jakoś odczuwam żal, że kolejnych Sienkiewiczów czy Prusów nam nie brak, ale porządnego Pamuka, to już owszem.

Sam artykuł podoba mi się, bo sprawia wrażenie, że podkreśla to, co dla potencjalnego czytelnika takich dzieł jest istotne. Nie wyrabia zdania o powieści, ale pozwala zdefiniować, czy powieść podlega naszym horyzontom zainteresowań. +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.