Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Dział: Wolna myśl

Ocena: 22pkt

Oceń:

Zza ściany wrzaski


Za moją ścianą dzieją się złe rzeczy. Tak po sąsiedzku. Odbieram przekaz na żywo. Fonię mam w stereo, a czasem nawet w dolby surround. Nośnikiem wizji jest jedynie moja wyobraźnia. Jedynie albo aż.

Za moją ścianą bowiem trwa festiwal. Festiwal straconych szans. Najbardziej medialne na tym festiwalu, jak w każdym show, okazują się być dzieci. Najbardziej przyciągają uwagę. Słyszę wyraźnie, że to one tracą właśnie szansę na normalne dzieciństwo. Uczestniczę słuchowo w tej stracie.

Schody



Dwaj chłopcy, na tyle duzi, że potrafią o własnych siłach otworzyć drzwi i wybiec w środku nocy na klatkę schodową. Uśpioną o tej porze i obojętną. Wybiegają z domu, żeby nie słyszeć wrzasków. Przed nimi się ucieka na schody. Co się robi na tych schodach? Szlocha się. Z bezsilności dziecięcej. Bo to jeszcze za małe ramiona na taki ciężar. Wybiegają przecież w próżnię, bo na tych schodach nie czeka wybawiciel. Żaden z bajkowych super bohaterów nie jest przy nich w tej chwili. Rodzice po chwili zagarniają ich do środka.

Wampiry są wśród nas



Rodzice. Zwyczajna, sympatyczna para spotkana przy drzwiach wejściowych. Zawsze mówią dzień dobry, uśmiechając się sympatycznie. Mówię to w normalnej tonacji, normalnym głosem. Za tymi drzwiami nie wiem co im się dzieje. Bo myślałem, że wampiry nie istnieją. Natomiast oni, schowani przed światłem dnia w mrokach własnego mieszkania, przechodzą przedziwną metamorfozę. Jak postacie z bajek, tyle, że dzieci taka bajka nie cieszy. Nie wiem czy ich cieszy ta przemiana, wydają się nie mieć na nią wpływu.

Za drzwiami już nie mówią. Teraz do siebie krzykiem, do dzieci krzykiem. W tym krzyku mnóstwo ignorancji, to jest krzyk na „odczep się”. Tak krzyczą Ci, którym nie chce się podjąć rozmowy, wysiłku myślenia. Dzieci nie chcą spać - używa się krzyków. Dzieci hałasują - krzyczy się na nie jeszcze głośniej od nich (ciekawe czy widzą, że rodzice też są niegrzeczni). Słownictwo bogate, bo pełne ozdobników. Przesyt specyficznych słów-kluczy sprawia, że żałuję, że uszu, tak jak powiek, nie można zamknąć.

Stosunki rodzinne opierają się na zasadzie "nie słyszę Cię, bo sam wrzeszczę". Albo inaczej: "Wrzeszczę, żeby Cię nie słyszeć". Bo łatwiej nie słyszeć wymagań, próśb, pretensji. Nie wiedzieć, nie musieć nic poprawiać, wysilać się, przepraszać.

Zastanawiam się, o czym rozmawiali, kiedy się w sobie zakochiwali. I czy w ogóle kiedyś rozmawiali.

Dodo-edukacja



I ta cholerna muzyka. Nie pomaga w międzypokoleniowych rozmowach. Bo znowu jest coś, dzięki czemu wszyscy się nawzajem nie słyszą. Starszy z malców wbiega do pokoju (słyszę tupot małych nóżek) i wrzeszczy wersy piosenki Dody. Wersy, których nie powinien raczej uczyć się na pamięć. Ale on ma przyspieszoną lekcję z życia. Uczy się wieczorowo. Bo wieczorem przeważnie rodzice zasłuchują się w nasączonych mądrością ludową przebojach Dody, Mandaryny i zespołu Łzy. Jedyna w swoim rodzaju „dżaga” cierpliwie mu tłumaczy (bo piosenka leci około pięciu razy pod rząd), że dla niej w życiu „liczy się kochanie”. Słowa kochanie nie usłyszałem nigdy zza ściany, jego akurat nie ma w repertuarze.

Co z tym kochaniem?



Ostatnio ze snu wyrwał mnie łomot. Najpierw myślałem, że za ścianą przewróciło się coś ciężkiego. I poniekąd miałem rację. Po chwili po odgłosach i komentarzach rozeznałem się w sytuacji. To mama przewróciła się na meble. Tata chyba jej pomógł. Schody pewnie znów kusiły schronieniem. Mama nie pozostała długo dłużna, tata dopiero tuż przy drzwiach odparł jej słowny atak. Przecież się nie da kobiecie wyrzucić.

Mama i tata. Małżeństwo dwudziestoparolatków. Nie rozmawiających. A tak bardzo nie chciałem popadać w stereotypy i myśleć źle o panach w dresach i paniach z grubą warstwą nieładnego makijażu i tęczowo-kolorowej, acz skąpej konfekcji.

Z nadzieją czekałem na nowych sąsiadów, świadom, że dzieli nas tylko ściana. To przecież tak daleko, a zarazem tak blisko.

Zobacz także:


Komentarze: 16

Sortuj komentarze:

Jadwiga Kowalczyk 02.12.2008 16:04

Ocena: Ocena pozytywna 18 Ocena negatywna 23

Sytuacja kwalifikuje sie do interwencji, chociazby z powodu hałasu.
Na etapie, kiedy masz watpliwosci, czy interweniowac - byc może własnie "siała zewnetrzna" uswiadomilaby tym mlodym ludziom, że robia coś nie tak, jak nalezy.
Zyja bowiem po swojemu, nie dostrzegając, że ich obyczaje przekraczają granice miedzy wychowywaniem dzieci, a terrorem domowym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakub Lepiorz 02.12.2008 15:08

Ocena: Ocena pozytywna 15 Ocena negatywna 18

Rodzice może nie tyle "terroryzują" dzieci, co po prostu zachowują się tak samo jak one. Ich krzyki starają się przerwać jeszcze większym krzykiem, zamiast im cokolwiek wytłumaczyć. Wszystko odbywa się głośno i wielkim chaosie. Byłem świadkiem (tj. słyszałem) paru większych kłótni, słyszałem od sąsiadów o dwóch przypadkach, kiedy dzieci wybiegały na schody. Chodziło mi raczej o ukazanie niedojrzałego podejścia do dzieci- to tutaj mieście się tytułowa "patologia", patologia jako brak rozmów, jako krzyk, jako brak poczucia bezpieczeństwa dzieci podczas kłótni. Sytuacja moim zdaniem nie kwalifikuje się jak na razie do interwencji. Wiem, że to nie mnie dane jest osądzać, ale w tym przypadku chodzi o moją interwencję, więc pozwolę sobie na taki osąd. Kłótnie i wrzaski zdarzają się wszędzie, ale nie wszędzie są powszechnym sposobem porozumiewania się. Straż miejska czy policja może być pomocna w przypadku rażącej przemocy. O ile słyszę i widzę, dzieci nie są bite, katowane itp. Krzywda, jaka im się dzieje, to brak uwagi rodziców, ich wzajemny brak porozumienia, wybuchowość.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakub Lepiorz 02.12.2008 14:35

Ocena: Ocena pozytywna 22 Ocena negatywna 28

Szczerze mówiąc, poprzedni sąsiedzi zachowywali się podobnie i skończyło się na eksmisji i sprawie w sądzie, mającej na celu odebranie im praw rodzicielskich. Nie wiem, jaki był wyrok, ani jak dalej potoczyły się ich losy. Przyznam, że nie interweniowałem, ale myślę, że jak sytuacja nie ulegnie zmianie, na pewno podejmę jakieś kroki. Mam nadzieję, że to może przejściowy kryzys, rodzina ta wprowadziła się obok dość nie dawno, więc może nie jest to sytuacja trwała.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakub Lepiorz 02.12.2008 13:07

Ocena: Ocena pozytywna 21 Ocena negatywna 19

Do milamilo: Czy pani komentarz to ironia? Tekst nie był pisany z myślą o zaszczytach i wywiadach, jest efektem mojego przerażenia sytuacją, której jestem świadkiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krystyna Wierzbicka 02.12.2008 12:55

Ocena: Ocena pozytywna 19 Ocena negatywna 20

Bardzo odważny tekst ,zmuszający do refleksji na temat odważnej postawy dziennikarza obywatelskiego w24.
Pewnie będzie nagroda roku 2008 od wszystkich polskich internautów, wywiady w radio i telewizji z autorem tego tekstu na wszystkich możliwych licencjach, a nawet specjalne podziękowania od wymienionych w tekście zespołów i wokalistów .
Bravo, moje gratulacje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Autor usunął profil 02.12.2008 12:34

Ocena: Ocena pozytywna 18 Ocena negatywna 24

+) I te obserwacje przez Ciebie zebranie - nie są mi obce. Powiem więcej: nade mną mieszka młoda para seksoholików.... Pierwsze odgłosy aktów miłosnych słyszę już od 7 rano.... Dziewczyna ma bardzo głośne i liczne orgazmy.... Jest to niezwykle drażniące dla osobnika samotnego - nie z własnej winy - eremity... Zaś pod moim mieszkankiem jest knajpa wietnamska czynna do 24, a czasem i dłużej.... I te zapachy..... Obserwacja... - gdy zaczęła działać ta wietnamska knajpa - poznikały wszystkie psy i koty w mojej okolicy........ Oczywiście, muzyka do późnej nocy - na full..... No i jak ja mogę skupić się na pisaniu?...... Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.