Szanowni Państwo,
Odpowiadam tak późno, bo jechałem pociągiem.
Są dwa albo i trzy problemy w tej całej - dla mnie i redakcji - przykrej sprawie.
1. ujawnienie emaila
2. sprawa kradzieży. Tak nie owijamy sprawy w bawełnę, kradzieży czyjejś pracy
3. poziom agresji w stosunku do redakcji.
Zacznę chronologicznie, czyli od pkt. 1
Nie ma się...
Szanowni Państwo,
Odpowiadam tak późno, bo jechałem pociągiem.
Są dwa albo i trzy problemy w tej całej - dla mnie i redakcji - przykrej sprawie.
1. ujawnienie emaila
2. sprawa kradzieży. Tak nie owijamy sprawy w bawełnę, kradzieży czyjejś pracy
3. poziom agresji w stosunku do redakcji.
Zacznę chronologicznie, czyli od pkt. 1
Nie ma się co tłumaczyć, popełniliśmy błąd, chociaż niezamierzony. Zresztą dla każdego kto uważnie przeczytał ten wpis powinno to być widoczne gołym okiem, że tekst jest specjalnie tak napisany, aby nie ujawnić danych autora. Nawiasem mówiąc Andrzeju, nie opowiadaj takich rzeczy, że to jakaś nagonka, bo gdyby nie screen na którym przez omyłkę nie zamazano emaila to nikt by nie wiedział, że chodzi o Twój tekst.
Niestety, głupia pomyłka z zrzutem ekranu (wkleiłem wersję oryginalną zamiast z zamazanym adresem) spowodowała, że niestety ujawniliśmy adres email Endrju.
Bardzo przepraszam Andrzeju. Nie było to zamierzone.
Jest mi cholernie przykro, bo na punkcie prywatności mam fioła, czego dałem wyraz wielokrotnie swoimi tekstami w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Ten błąd zepsuł cały efekt tego tekstu, bo miało być o sprawie a nie konkretnej osobie.
pkt. 2. Jeśli chodzi o sam problem. Wpisem tym chcieliśmy pokazać - specjalnie odwołując się do społeczności autorów, z jakimi problemami mamy na co dzień do czynienia i pokazując taki przykład (miał być anonimowy!!!) po prostu nauczyć raz na zawsze, że takich rzeczy robić nie można. Powtarzam jeszcze raz. Można o tym mówić eufemistycznie: plagiaat. Ja rzecz nazywam po imieniu: to KRADZIEŻ.
Chcieliśmy pokazać jak wygląda ułamek naszej pracy, że każdy z nas musi być jak saper i to przez co najmniej 8 godzin dziennie. Bo to nie jest tak, że autor wyśle tekst 11:02 a my o 11:05 powinniśmy jak jakieś roboty móc sprawdzić go merytorycznie, stylistycznie, ortograficznie oraz dodatkowo jeszcze zobaczyć, czy to nie jest przeklejka. Wszystkie te operacje zabierają czas i są cholernie żmudne i trudne, a my też jesteśmy ludźmi.
Zapraszamy tych, którzy mają do nas pretensje, że teksty leżą za długo, do redakcji. Niech spróbują sobie pomoderować kilka tekstów. Zapewniam, że po trzech będzie ich bolała głowa i powiedzą nigdy więcej.
Wierzcie lub nie, ale redakcja Wiadomości24 pracuje na dużo wyższych obrotach niż tradycyjne redakcje. Tam jest czas na pogadanie z kolegą zza biurka, pójście na obiad czy po prostu kilka chwil odpoczynku. My nieraz nie mamy czasu iść do toalety.
Nasi koledzy w tradycyjnych mediach nie mają właściwie, a jeżeli już to sporadycznie, styczności z sytuacją ewidentnego łamania praw autorskich. Nie mają, bo jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, żeby przynosić do redakcji artykuł skopiowany ze strony jakiegoś serwisu internetowego. Skopiowany w całości!
Tak na marginesie, osobiście wydaje mi się, że największym problemem dziennikarstwa obywatelskiego nie jest brak umiejętności dziennikarzy obywatelskich, ale właśnie brak znajomości prawa autorskiego. Największym wrogiem dziennikarstwa obywatelskiego są po prostu...niektórzy dziennikarze obywatelscy.
Rozumiem, że ktoś może nie rozumieć jaka jest różnica pomiędzy wykorzystaniem depeszy papowskiej (Wiadomosci24.pl i każda redakcja, która wykorzystuje serwis papowski - płaci ciężkie pieniądze za prawo używania depesz, bo PAP to nie jest instytucja charytatywna) a przeklejeniem informacji np. z MediaRun. Rozumiem, ze ktoś może nie rozumieć różnicy pomiędzy powołaniem się na czyjś artykuł, wykorzystaniem jego fragmentów a ordynarnym przeklejeniem czyjejś pracy.
Nie rozumiem jednak, jak można z tego robić zarzut redakcji. My zrobiliśmy naprawdę wiele w sprawie praw autorskich. Opracowaliśmy zbiór pytań i odpowiedzi, zatrudniliśmy eksperta - co jeszcze możemy zrobić? Myślę, że już niewiele.
Jest też druga strona medalu - to odpowiedzialność. W przypadku plagiatu może dojść do procesu sądowego i wtedy oprócz autora to również my (redakcja w właściwie redaktor naczelny) odpowiadamy . Więc my robimy wszystko aby do nadużyć i przestępstw nie doszło. Również, a może nawet przede wszystkim w Waszym interesie. Jeśli wydawca poniesie karę 10 tys. złotych, to zapłaci i jakoś to przełknie, ale jeśli sąd zasądzi na rzecz autora przeklejki również taką kare, to myślę, że autor tak łatwo już to nie przełknie.
Nasza "upierdliwość" ma na celu wyeliminowanie takich właśnie sytuacji.
Pkt. 3. poziom agresji w stosunku do redakcji.
Tego kompletnie nie rozumiem. Nie powiem, że mi przykro, bo jestem już dużym chłopczykiem, ale odnoszę od pewnego czasu wrażenie, że wzajemne relacje pomiędzy częścią autorów - a właściwie zarejestrowanych osób, bo są to często osoby, które tylko komentują - a redakcją mają charakter małej wojenki.
Cokolwiek zrobi redakcja, jest na nie. Jeśli redakcja popełni błąd, to jest ogromna chryja i sypią się inwektywy, co zresztą widać nawet w tym wątku.
To po prostu trochę przykre, no ale trudno - taka praca. Niestety w postach krytykanckich, nieraz niegrzecznych a nieraz po prostu chamskich, celują głównie osoby, które...nie napisały nawet jednego tekstu! OK, czytelnicy mają prawo do dyskusji, ale wydaje mi się, chociaż może znowu się mylę, że potrzeba trochę pokory i naturalnej kindersztuby. Niestety ta ostatnia to cecha, która po prostu zanika.
Chciałbym tylko na koniec przypomnieć, że redakcja to też są ludzie i popełniają błędy. Szczególnie gdy pracują w tak ogromnym stresie.
Cała ta sprawa, a szczególnie zachowanie - moim zdaniem nieładne - niektórych osób nieco zmieniło mój stosunek do niektórych pomysłów jakie mamy w redakcji. A idą one w kierunku - mówiąc najogólniej - oddania autorom większej władzy. Tylko kto poniesie największe tego konsekwencje: autorzy czy redakcja i wydawca?