Zabierając głos w tej dyskusji, postąpię trochę jak wymienieni w artykule panowie, którzy wprawdzie nie czytali, ale już wiedzą, co o książce sądzić. Wiedzą też, co sądzić o autorze. Ja nie wiem, bo książki nie czytałam. Jeszcze - dodam. Bo zamierzam przeczytać. Kapuściński to postać, którą trudno zignorować. I wierzę p. Domosławskiemu, gdy pisze, że nasz...
Zabierając głos w tej dyskusji, postąpię trochę jak wymienieni w artykule panowie, którzy wprawdzie nie czytali, ale już wiedzą, co o książce sądzić. Wiedzą też, co sądzić o autorze. Ja nie wiem, bo książki nie czytałam. Jeszcze - dodam. Bo zamierzam przeczytać. Kapuściński to postać, którą trudno zignorować. I wierzę p. Domosławskiemu, gdy pisze, że nasz czołowy i już niemal mityczny reporter trochę kreował swój życiorys - nie w sensie przeżywania życia, ale tworzenia odpowiedniego (pożądanego przez siebie) wizerunku.
Jeśli książka faktycznie kładzie nacisk na skandale, to wielka szkoda, bo życie jest bogatsze. Jeśli jednak, jak pisze Daniel Passent, te nieco skandalizujące wątki to jedynie margines książki, to cóż, nie ma nad czym rąk łamać i szat rozdzierać. Kapuściński był żywym człowiekiem, a nie ikoną. Tak jak napisała Jadzia (brawo za tytuł!) - to nie był człowiek z marmuru, choć niektórzy takim chcieliby go widzieć.
PS. Jak na kogoś, kto książki nie czytał, strasznie się rozgadałam. Wybaczcie.