Sosna ma o tyle racje, ze postawa kosciola jest na tyle konsekwentna, ze nie da sie jej podwazyc za pomoca argumentow religijnych. Bo nawet jesli zgadzamy sie, ze nie mozna jednoznacznie stwierdzic, czy plod jest czlowiekiem, to juz sama mozliwosc, ze jednak moglby byc czlowiekiem, powinnien nam nakazac jego bezwzgledna ochrone. Problem zaczyna sie przy...
Sosna ma o tyle racje, ze postawa kosciola jest na tyle konsekwentna, ze nie da sie jej podwazyc za pomoca argumentow religijnych. Bo nawet jesli zgadzamy sie, ze nie mozna jednoznacznie stwierdzic, czy plod jest czlowiekiem, to juz sama mozliwosc, ze jednak moglby byc czlowiekiem, powinnien nam nakazac jego bezwzgledna ochrone. Problem zaczyna sie przy pytaniu, czy ta absolutnie konsekwentna i logiczna argumentacja powinna byc na tyle obowiazkowa dla wszystkich (rowniez niewierzacych), aby ja wpisac do ustaw panstwa, w ktorym istnieje rozdzial miedzy panstwem i kosciolem (albo "wzajemna autonomia"). I czy to prawo do ochrony jest tak absolutne (i jednostronne), ze wyklucza wszelkie inne prawa (na przyklad prawo kobiety do decydowania o sobie). Bo w zadnym panstwie ochrona zycia nie jest absolutna i bezkompromisowa: Wszystkie panstwa dopuszczaja zabojstwa obcych (podczas wojny), wiele dopuszcza zabijanie jednej osoby aby ratowac innej albo kilku innych (kwestia snajpera ktory strzela do porywacza aby ratowac zakladnikow), w niektorych istnieje kara smierci, w innych legalna pomoc w umieraniu (prosze mi nie mowic o eutanazji, eutanazja to zabojstwo wbrew woli ofiary!!!). Nie może byc inaczej, z bardzo prostej przyczyny: i definicja "zycia", i definicja poczatku i konca życia (smierci) są pewnymi konstrucjami spolecznymi, ktorych znaczenie zmienia sie w czasie. Ktos, ktorego dzis uwazamy za zywego pacjenta (lezy n. p. w komie) kilkaset lub kilkatysiecy lat temu bylby uwazany za martwego. I tak samo wtedy wszyscy powiedzieliby, ze ktos, ktory sie nie urodzil, nie jest czlowiekiem. Poniewaz to jest zmienne, to i granice tego, co dopuszczalne, i to, na ile zycie trzeba chronic, ewoluuje ciagle. A to oznacza, ze tylko na podstawie pewnej aksjologii (jak na przyklad katolicyzmu) mozna ustalic jasne, niezmienne reguly. Ale one sa wtedy przekonujace tylko dla tych, ktorzy argumentuja na podstawie tej samej aksjologii. W demokracjach takie spory rozstrzygaja kompromisy, stad na przyklad mamy granice, ze aborcja ze wzgledow kryminalnych lub medycznych jest dopuszczalna do 3. miesiaca. To kompromis, zadna ostra, "obiektywna" granica.