coś w tym jest, co napisał zibi: argumenty niepalących, ze nie ma gdzie pójść są cudownie trafne, ale najpierw należy zastanowić się, w jaki sposób rozwiązać problem, a nie tylko rzucać, że "ubranie mi śmierdzi". najsensowniejszym wydaje mi się zrobienie sieci lokali, w których się nie pali (Cofee Heaven chociażby radzi sobie przecież dobrze wprowadzając...
coś w tym jest, co napisał zibi: argumenty niepalących, ze nie ma gdzie pójść są cudownie trafne, ale najpierw należy zastanowić się, w jaki sposób rozwiązać problem, a nie tylko rzucać, że "ubranie mi śmierdzi". najsensowniejszym wydaje mi się zrobienie sieci lokali, w których się nie pali (Cofee Heaven chociażby radzi sobie przecież dobrze wprowadzając zakaz), w innych - wprowadzić podział na sale, jeśli tylko jest taka możliwość, np. palimy na dole, nie palimy na górze, czy na odwrót. jednocześnie (wiem, jako osoba paląca nie zabrzmię szczególnie wiarygodnie) należy zdawać sobie sprawę, że histeryczna kampania antynikotynowa jest jednak "kulturową modą", dysponującą wszelako cennym argumentem, że palenie szkodzi nie tylko palaczom - tak naprawde przecież ani jedzenie golonki czy pączków, ani picie piwa nie jest szczególnie zdrowe, a nie spotyka się z takim napiętnowaniem, a uznawane jest najwyzej za "uroczą słabość".