Maćku, wszyscy, którzy zawodowo zajmują się sztuką, twierdzą, że takiej granicy nie ma. I pewnie nigdy nie będzie. Naprawdę uważasz, że jej wytyczenie jest niezbędne?
Nie sądzisz, że sztywne wytyczanie granic utrudniałoby szukanie nowych środków wyrazu i ograniczałoby twórców?
Moim zdaniem sztuka to taki specyficzny rodzaj komunikacji i - jak w...
Maćku, wszyscy, którzy zawodowo zajmują się sztuką, twierdzą, że takiej granicy nie ma. I pewnie nigdy nie będzie. Naprawdę uważasz, że jej wytyczenie jest niezbędne?
Nie sądzisz, że sztywne wytyczanie granic utrudniałoby szukanie nowych środków wyrazu i ograniczałoby twórców?
Moim zdaniem sztuka to taki specyficzny rodzaj komunikacji i - jak w przypadku każdej komunikacji - sensem przekazu jest odpowiedź, którą się otrzymuje. Pewnie dlatego podoba mi się definicja Tatarkiewicza, w której zaliczenie czegoś do kategorii 'sztuka' warunkuje nie tylko forma 'dzieła', ale również reakcja odbiorców. Szczerze mówiąc, nie mam nic przeciwko temu, żeby artystami nazywać również te osoby, których 'prace' w ogóle mi się nie podobają, jeśli tylko istnieje grupa osób, które myślą inaczej i do których te prace "przemawiają".
Gdyby nawet jakiś 'oszust' promował swoje dzieła - będąc wewnętrznie przekonanym, że są bezwartościowe - i gdyby znalazły one uznanie u odbiorców, to kogo tutaj uznać za ofiarę? Czy można mówić o oszustwie, jeśli nie ma oszukanych
Oglądałeś film pt. "Intymność"?
Naprawdę istnieje ścisła definicja sportu?