Niestety, tak właśnie jest... podałeś przykład detoksu za 3 miesiące i wspomniałeś o kwestii, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Tymczasem z tym zapobieganiem jest równie beznadziejnie. Nie chodzi mi o cofanie sie do szkoły i wpajanie, że alkohol jest zły, inicjatywy społeczne itp. To też prewencja. Myślę jednak, że z zapobieganiem mamy również do czynienia...
Niestety, tak właśnie jest... podałeś przykład detoksu za 3 miesiące i wspomniałeś o kwestii, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Tymczasem z tym zapobieganiem jest równie beznadziejnie. Nie chodzi mi o cofanie sie do szkoły i wpajanie, że alkohol jest zły, inicjatywy społeczne itp. To też prewencja. Myślę jednak, że z zapobieganiem mamy również do czynienia w momencie, kiedy zauważamy, że ktoś zaczyna sobie nie radzić z alkoholem. Coraz częściej sięga po kieliszek. Jak zapobiec rozwinięciu się choroby? Iść np. do najbliższego ośrodka, w którym jest tzw. komisja do rozwiązywania problemów alkoholowych. Jest dobrze. Mamy jakiś organ... Tylko ile trwa cała procedura!? Pozwolę sobie zacytować jedną z pań z takiej komisji: "Większość (rodzin) rezygnuje ze starań o podjęcie leczenia. Proszę być cierpliwym". Zaczyna się od zaproszeń na spotkania z psychologiem, później wniosek do sądu (z gminy, ale można też samemu bezpośrednio złożyć do sądu... z tym, że i tak wróci do gminy)... w międzyczasie kilka awantur w domu. Zaczyna się picie "na złość". Umęczeni bliscy często rezygnują z walki, przekonani, że tylko pogorszyli sprawę. Nie dochodzą nawet do etapu wezwania do sądu w sprawie podjęcia leczenia. Niedługo rozpoczną się ciche dni. A potem jest tylko gorzej...
+