Panie Tomaszu, zapewniam, że spotkanie nie miało nic wspólnego z „nawracaniem” na buddyzm, co zresztą prowadzący już na wstępie podkreślili. Zaznaczyli, że zwrot „Panie”, który pojawia się w jednej modlitwie, powinien być odniesiony do tego Boga, w którego poszczególne osoby wierzą, a jeśli są niewierzące...
Panie Tomaszu, zapewniam, że spotkanie nie miało nic wspólnego z „nawracaniem” na buddyzm, co zresztą prowadzący już na wstępie podkreślili. Zaznaczyli, że zwrot „Panie”, który pojawia się w jednej modlitwie, powinien być odniesiony do tego Boga, w którego poszczególne osoby wierzą, a jeśli są niewierzące – w tym miejscu powinny zwrócić się do własnego wnętrza. Statua Buddy była obecna, ponieważ spotkanie odbywało się w ośrodku przyjaciół zachodniej wspólnoty buddyjskiej. Pisałam o tym, żeby czytelnik mógł sobie wyobrazić nie tylko dźwięki, ale też otoczenie. „Święty obrazek” na ścianie mojego pokoju połączony z relaksującą muzyką nie oznacza, że chcę przyjaciół nawracać na swoją wiarę! „Odpływanie” natomiast dotyczy czegoś w rodzaju snu – większość osób, która brała udział w spotkaniu, stwierdziła, że „przysnęła”, choć nie był to regularny sen. Myślę, że to zwykły skutek odprężenia, doznałam zresztą tego samego. Proszę mi wierzyć, że nie przyjmuję takich rzeczy bezkrytycznie. Jestem osobą niezmiernie podejrzliwą, jeśli chodzi o tego typu spotkania. Była to dla mnie pierwsza w życiu okazja posłuchania dźwięku gongów i mis śpiewających – brzmią świetnie, dlatego pomyślałam, że warto się tym podzielić, tylko tyle.
Pozdrawiam serdecznie!