Jakie to smutne, jeśli kto myśli wyłącznie o sobie. Pan Tadeusz, prezentuje tutaj klasyczną postawę: „motocyklista – idiota”, „wariat” „150 km/h”, „180 km/h”, „Jak na mnie najedzie to jego wina i problem.” „co mnie obchodzi z jakim...
Jakie to smutne, jeśli kto myśli wyłącznie o sobie. Pan Tadeusz, prezentuje tutaj klasyczną postawę: „motocyklista – idiota”, „wariat” „150 km/h”, „180 km/h”, „Jak na mnie najedzie to jego wina i problem.” „co mnie obchodzi z jakim przyśpieszeniem rusza motocykl i z jaką prędkością porusza się po drodze”, „nie będzie mi przykro”.
A w kwestii odpowiedzi – tak, wiemy, że motocykliści to idioci, wariaci i wszyscy jeżdżą po mieście 150-180 km/h, nigdy wolniej. Do tego kierowcy jak Pan, z całym szacunkiem, Panie Tadeuszu, są idealni bo nie łamią NIGDY przepisów, przez dziesięciolecia nie mają stłuczki i jest fajnie. Innych uczestników ruchu mają gdzieś. Oczywiście, że się wychrzaniłem. Zawsze się wychrzaniam. Bo jestem motocyklistą. Czyli idiotą.
Nie chcę nic insynuować, ale wydaje mi się, że skręcanie w lewo jest dość proste do wyobrażenia sobie. Trzeba przejechać pas do jazdy z przeciwka, czyli komuś przed nosem. Jeśli nie ma strzałki na sygnalizatorze obywa się to na zasadzie – zdążę, nie zdążę. Obojętnie czy przed samochodem, TIR’em czy motocyklem. Tyle, że przed motocyklem jest przyjemniej niż przed TIR’em, co?
--
A tak nawiasem mówiąc? Skąd Pan wie, że motocyklista pędzi 180 km/h skoro nie interesuje to Pana z „jaką prędkością porusza się po drodze”. Znamienna cecha - tzw. radar w oczach. Czyli – jechałeś tak szybko, że cię nie widziałem. A skoro cię nie widziałem, to mogłem zajechać ci drogę. Jeśli zginiesz bo zajechałem ci drogę „nie będzie mi przykro”. Przecież to twoja wina. Zabiłem nie człowieka tylko motocyklistę. A to oznacza jednego idioty mniej. Czy więcej?
Artykuł jest na medal. Komentarz Pana T. tak bardzo przerażająco smutny.