Szanowny panie Tomaszu,
na wstępie chciałbym panu podziękować za konstruktywną krytykę - ma Pan sporo racji.
Owszem, tłumacząc uniknięcie blamażu w sporcie szczęściem można by naginać rzeczywistość w dowolny sposób, tak jak pan to przedstawił. Sęk w tym, że akurat w przypadku wczorajszego meczu jest to w pełni uzasadnione. Mój komentarz miał zwrócić...
Szanowny panie Tomaszu,
na wstępie chciałbym panu podziękować za konstruktywną krytykę - ma Pan sporo racji.
Owszem, tłumacząc uniknięcie blamażu w sporcie szczęściem można by naginać rzeczywistość w dowolny sposób, tak jak pan to przedstawił. Sęk w tym, że akurat w przypadku wczorajszego meczu jest to w pełni uzasadnione. Mój komentarz miał zwrócić uwagę na to, że pomimo wygranej Wisła była zespołem de facto słabszym od mistrza Bułgarii, a każdy inny wynik z takim zespołem powinien oznaczać dla naszej piłki blamaż. Jeżeli chcemy emocjonować się rozgrywkami na tak niskim szczeblu, to od razu powinniśmy postawić reprezentację Polski i wszystkie polskie kluby na równi z tymi z Kazachstanu, Estonii, Bułgarii.
Tekst to po prostu trzeźwe spojrzenie na wczorajsze spotkanie. Nie można uzasadniać tego, że poziom nie był wcale niski strzelonymi bramkami czy tym, że nie było nudno. Technicznie ten mecz określić można jako dno - to piłka kierowała zawodnikami, a nie oni nią.
Co do formy muszę się z Panem zgodzić - jest to publicystyka, ale publicystyka której miejsce jest w dziale sport. Nie miałem na celu tworzenia relacji ze spotkania, bo moim zdaniem mija się to po prostu z celem. Jest to bardziej gorący komentarz napisany pod wpływem tego, co zobaczyłem wczoraj na boisku. Ale czy to źle? Czy konwenansem nie do złamania jest to, że kilka minut po meczu nie można pisać o niczym innym jak o jego żałosnym przebiegu?
pozdrawiam,
Rafał Miazga