Mnie najbardziej denerwowała tam taka praktyka - jakoś mi umknęło przy pisaniu tekstu - jak wychodziliśmy na miasto, to przybijaliśmy sobie "piątki." Na mieście, jak mijałam się z innymi justmenami, mówiliśmy, że udało nam się komuś wcisnąć kolejnego "seta" (znaczy zestaw dwóch flakonów) - to samo.
Najlepsi w sprzedaży za tydzień zarobią z 1000 zł,...
Mnie najbardziej denerwowała tam taka praktyka - jakoś mi umknęło przy pisaniu tekstu - jak wychodziliśmy na miasto, to przybijaliśmy sobie "piątki." Na mieście, jak mijałam się z innymi justmenami, mówiliśmy, że udało nam się komuś wcisnąć kolejnego "seta" (znaczy zestaw dwóch flakonów) - to samo.
Najlepsi w sprzedaży za tydzień zarobią z 1000 zł, +oczywiście te motywacyjne premie (szef rano wymyśla, i mówi: (np.) "Dziś jest dzień pusta torba" I jak sprzedaż wszystko, co bierzesz (doświadczeni biorą 40 sztuk, początkujący, i ci, którym sprzedaż nie idzie - 16) to masz 20 zł premi. Inni, którzy nie potrafią tego wcisnąć ludziom, z trudem ten 1000 zł zarobią w miesięc (6 dni pracy w tygodniu, po kilkanaście godzin. No i jeszcze samemu trzeba sobie dojazdy opłacić np. do Wisły czy do Bielska)