
Generalissimus Putin staje nad makietą wielkiej „Matiuszki Rosiji” i ze zdumieniem dostrzega małą, żółtą plamkę w Przywiślańskim Kraju. Natychmiast wzywa naczelnego dowódcę wojsk lądowych: „Co to jest?” Na to ten mu odpowiada: „Towarzyszu, cała Europa jest nasza, ale Wietnamczycy nadal bronią warszawskiego stadionu”.
No i dzięki tym kilku zdaniom nasunęło mi się wiele przemyśleń. Po pierwsze, odrodzona Rosja. Nie od dziś wiadomo, że w kraju zza wschodniej granicy panuje cudowny ustrój, czyli demokracja. Tak na to mówią Rosjanie, bo my zwykliśmy to nazywać autorytaryzmem. Gołym okiem widać, że właśnie tam jest potrzebna interwencja instytucji europejskich. Ale po co UE czy jakieś tam śmieszne ONZ mają „podskakiwać” Rosji, skoro zamiast narażać się na rosyjski atak rakietowy można wyżyć się na Polsce i Polakach, zrobić z nas antysemitów, wysyłać obserwatorów OBWE na nasze wybory – bo przecież „może dojść do sporych nadużyć”. Ja tam żadnych kursów OBWE nie ukończyłem, a i bez tego wiem, że jedyne nadużycia podczas naszych wyborów to kilka źle skopiowanych kartek do głosowania.
Szczerze mówiąc, to denerwujące i żenujące jednocześnie, bo Polska spełnia ostatnimi czasy rolę nie tylko europejskiego kozła ofiarnego, ale i pospolitego błazna. Wszystkie kraje Starego Kontynentu patrzą nam na ręce i komentują to, co u nas się dzieje. Bardzo mnie to dziwi, bo wielu Polaków nie obchodzi, co się dzieje gdzieś indziej. Każdy statystyczny Polak, zapytany o to, co się dzieje dookoła, powie, że w rządzie się kłócą, wszystko coraz droższe, a tak poza tym, to zimno i ponuro. Nikogo nie obchodzi, że prezydent Francji się rozwiódł albo że przewodnicząca jednej z niemieckich partii przychodzi na zjazdy frakcyjne w mundurze SS. Statystycznego Polaka to nie ciekawi. Za to wszyscy dookoła tak się nami zajmują, że szok! Spójrzmy na Norwegów: do Unii się nie pchali, „zbijają kokosy” na ropie i mają święty spokój. A nam się zachciało do Unii! Ale taka jest już polska mentalność, że najpierw mówimy, potem myślimy. I stało się tak, jak głosił jeden z plakatów: „Naród łasy na frykasy, raz spróbował – pożałował!”
Ależ się rozpisałem... A tu jeszcze inna kwestia pozostała. Rok 2012 i warszawski stadion. Euro za pasem, a władze Warszawy i Ministerstwo Sportu ciągle się tylko kłócą, co zrobić ze stadionem narodowym. Gdzie go wybudować, ile pieniędzy wydać, ile wziąć do kieszeni... Pełno dylematów. Tylko tak dalej! A potem dziwimy się, że Francuzi i Niemcy się z nas śmieją, skoro sami dajemy im do tego powody. A Wietnamczycy? Biadolą, bo władze wyganiają ich ze Stadionu X-lecia. To niech pójdą na kompromis i zabiorą się za robotę przy nowym stadionie. Wilk będzie syty i owca cała.
Ale nie wieszajmy już psów na Wietnamczykach, bo jak to ujęła jedna z telewizyjnych prezenterek: „jeszcze je zjedzą”. A tymczasem święta coraz bliżej, wszystko coraz droższe, a portfel pusty. Na domiar złego w telewizorni ciągle reklamują nowe lalki albo samochodziki, a dzieciarnia wrzeszczy, żeby jej taki kupić. I gdzie tu czas spokoju? Ale, jak powiadają: „najważniejsze, żebyśmy wszyscy zdrowi byli”. Niech więc święta będą zdrowe i wesołe, a w ostatnich tygodniach nauki, daj Boże, niech nam Chuck Norris pomoże.
Krzysztof Socha, "Post scriptum", Zespół Szkół w Jeżowem
***
Ten artykuł bierze udział w finale konkursu gazetek szkolnych Forum Pismaków pod patronatem Wiadomości24.pl. Możesz wybrać autora najlepszego tekstu konkursu, stawiając plusa i uzasadnienie punktacji.Czytaj:
Wybierz najlepszych autorów szkolnych gazetek!
PT