Wszystko super, ale czy autorka tego tekstu była na festiwalu bez karnetu. Ja wpadłem do Wrocławia na jeden dzień i jeden, upatrzony wcześniej, film. Podchodzę radośnie do kasy, a tu okazuje się, że wszystkie miejsca zarezerwowane - większosć dla posiadaczy karnetów, nieliczne wolen już sprzedane. Zapytałem więc na co innego mógłbym pójść i dowiedziałem...
Wszystko super, ale czy autorka tego tekstu była na festiwalu bez karnetu. Ja wpadłem do Wrocławia na jeden dzień i jeden, upatrzony wcześniej, film. Podchodzę radośnie do kasy, a tu okazuje się, że wszystkie miejsca zarezerwowane - większosć dla posiadaczy karnetów, nieliczne wolen już sprzedane. Zapytałem więc na co innego mógłbym pójść i dowiedziałem się, że praktycznie to na jeden film w ciągu całego dnia i jeszcze na tak beznadziejne miejsca, że zrezygnowałem. Ogólnie p[ozostał niesmak i wrażenie,iż cały ten festiwał ginie w przestrzeni miasta. Dobrym pomysłem byłaby scena plenerowa. A tak więcej było zwykłych turystów niż festiwalowiczów.