Andrzeju, wydawało mi się, że jasno przedstawiłem jaka jest (nieprzekraczalna) różnica pomiędzy dziennikarstwem a'la W&B a M&S. Pierwsi drążyli, analizowali, wyciągali wnioski. Ich praca trwała kilka lat. No i najważniejsze: nie współtworzyli tego, co potem przedstawiali. Żadnemu z nich, ani ich koleżanek i kolegów z Post nie przyszło do głowy porozumieć...
Andrzeju, wydawało mi się, że jasno przedstawiłem jaka jest (nieprzekraczalna) różnica pomiędzy dziennikarstwem a'la W&B a M&S. Pierwsi drążyli, analizowali, wyciągali wnioski. Ich praca trwała kilka lat. No i najważniejsze: nie współtworzyli tego, co potem przedstawiali. Żadnemu z nich, ani ich koleżanek i kolegów z Post nie przyszło do głowy porozumieć się z politykami i zrobić prowokację. W przypadku M&S mamy do czynienia z metodami rodem z "Faktu" albo "Życia na gorąco". To co zrobili może mieć większy wpływ na politykę w Polsce niż wybory. Swoim postępkiem mają szansę określić, kto te wybory wygra. W ten sposób zaprzeczyli podstawowej zasadzie dziennikarstwa: bezstronności. To samo twierdzi SDP i Rada Etyki Mediów, które przyjaźnią do PiSu raczej nie pałają. Ja naprawdę wolę już najgorszą demokrację niż sytuację, w której jak napisałem "dwóch facetów, których pensja zależy od oglądalności, decyduje o przyszłości mojego kraju".
Napisałem ten felieton w ten sposób i specjalnie nieco mocniej, by trochę naszym światkiem W24 wstrząsnąć (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), abyśmy na ten temat podyskutowali. "W ten sposób" oznacza: "co wolno a czego nie, dziennikarzom?". Sam, podobnie jak pewnie większość dziennikarzy mam na ten temat różne wątpliwości.
Nie chcę dyskutować o polityce. Czy rację ma PiS czy PO? Mało mnie to interesuje. Jak napisałem mam ich naprawdę serdecznie dość.
Chciałbym abyśmy podyskutowali o etyce zawodu dziennikarza, a nie politycznych poglądach. Zresztą tych ostatnich właściwie nie mam, chociaż jako krakus mam lekką awersję do wszystkiego co lewicowe.