Najbardziej mnie rozbawiło święte oburzenie małżonki świeżo upieczonego publicysty, że stewardesa "zabierała mężowi rzeczy (czyt. płaszcz) wbrew jego woli"... Jak byłem kiedyś stewardem, to eż "zabierałem pasażerom rzeczy", czasem faktycznie "wbrew ich woli", ale dla ich dobra - tak samo było z pasami. I nie było ważne czy to...
Najbardziej mnie rozbawiło święte oburzenie małżonki świeżo upieczonego publicysty, że stewardesa "zabierała mężowi rzeczy (czyt. płaszcz) wbrew jego woli"... Jak byłem kiedyś stewardem, to eż "zabierałem pasażerom rzeczy", czasem faktycznie "wbrew ich woli", ale dla ich dobra - tak samo było z pasami. I nie było ważne czy to prymas czy sprzątaczka, albo koleżanka z pracy. Z podobnych pobudek zabraniałem też wysiadać w połowie Atlantyku, otwierać okien itd. Zdarzyło się owszem paru takich Rokitów, którzy zapominali, że jak zdenerwuje się kapitan, to tylko się pomodlić mogą, ale sądziłem że niedoszły premier europejskiego kraju leciał już samolotem, albo chociaż oglądał Pasażera 57. Wstyd.