gajowymarucha - masz rację, ale tym samym wskazujesz, że problemy są innego rodzaju, niż te, które dostrzegamy pod wpływem emocji. Zasadniczym problemem nie są organizacje wypędzonych, nawet jeżeli chłodnym okiem dostrzegamy wszelkie ich negatywne strony. Takie organizacje były, są i będą, skupiając ludzi, czujących się związanymi z pewną historią,...
gajowymarucha - masz rację, ale tym samym wskazujesz, że problemy są innego rodzaju, niż te, które dostrzegamy pod wpływem emocji. Zasadniczym problemem nie są organizacje wypędzonych, nawet jeżeli chłodnym okiem dostrzegamy wszelkie ich negatywne strony. Takie organizacje były, są i będą, skupiając ludzi, czujących się związanymi z pewną historią, tradycją, regionem. Część z nich próbować będzie konstruktywnie poradzić sobie z przeszłością. Inni ulegać będą oszołomom, takim jak ci z Powiernictwa Pruskiego. Zasadniczym problemem jest rywalizacja tocząca się między członkami UE - nie o dominację w tradycyjnym stylu, jak to postrzega się często w Polsce. Ale o to, kto określać będzie kierunki rozwoju UE. A każde państwo członkowskie ma tradycję odmiennej polityki.
Polityka niemiecka nie jest od lat osiemdziesiątych nastawiona na Rosję. Ona była nastawiona na Moskwę za Konrada Adenauera, podczas Ostpolitik w latach siedemdziesiątych, za Kohla i obecnie. Nie oznacza to podporządkowania Moskwie, ale inne niż polskie preferencje i interesy polityczne i gospodarcze. Nie spotkałem natomiast liczących się polityków niemieckich, twierdzących, że sojusz z Rosją jest ważniejszy od UE. Takie wyobrażenie, to raczej pewien mit funkcjonujący w Polsce.
Rzecz jednak w tym, że rywalizacja w ramach UE toczy się nie przez oskarżania o tradycje nazistowskie polityków innego kraju, bo to budzi tylko niesmak. Prawdziwe narzędzia rywalizacji to: wzrost gospodarczy, wkład do unijnego budżetu, umiejętność kreowania własnego pozytywnego obrazu na arenie międzynarodowej, umiejętność zdobywania poparcia innych państw członkowskich dla realizacji własnych projektów, doskonała znajomość mechanizmów "Brukseli", dobra polityka kulturalna i naukowa (która kosztuje). Tym samym, takie dyskusje jak toczone obecnie wokół imprezy BdV w Berlinie nie służą polskim interesom.