Nicol, sądzę, że bardziej się zgadzamy w ocenie, niż przypuszczasz. Co prawda nie jestem prawnikiem, ale znając polską historię i aktualne czasy wiem o negatywnej selekcji, o realiach zmuszających sędziów do szukania lepiej płatnej pracy. Ale wynik jest taki właśnie, jak opisany przeze mnie. Młodzi ludzie, konfrontowani ze sprawami, które ich przerastają....
Nicol, sądzę, że bardziej się zgadzamy w ocenie, niż przypuszczasz. Co prawda nie jestem prawnikiem, ale znając polską historię i aktualne czasy wiem o negatywnej selekcji, o realiach zmuszających sędziów do szukania lepiej płatnej pracy. Ale wynik jest taki właśnie, jak opisany przeze mnie. Młodzi ludzie, konfrontowani ze sprawami, które ich przerastają. Bo bycie elitą to nie jest tylko dobre wykształcenie i trudne egzaminy, ale całe kulturowe zaplecze. Elitą jest się tylko wtedy, gdy poza swoim zawodem interesujemy się (rzecz jasna w rozsądnych granicach) muzyką, teatrem, filmem, dyskusjami o ekologii i przemocy, a nawet polityką. Bycie elitą zakłada większe otwarcie na świat w różnych jego obszarach. A na to pracuje się często pokoleniami.
Twój argument o "obronie koniecznej"? Mam wrażenie, że sądy mają tendencję do jej zawężania. Czy mam przypomnieć sprawę kobiety spod bodajże Chotomowa, których kilku sędziów chciało koniecznie skazać za rozpaczliwą obronę przed przestępcami? I uczyniło jej na kilka lat piekło z życia. Takich spraw, których rejestru nie prowadzę, pamiętam z prasy więcej.
W mojej ocenie, sędziowie zawężają pojęcie "obrony koniecznej". I robią to właśnie w totalitarno-autorytarnej tradycji (nie tylko polskiej), w której władza jest zawsze najważniejsza. W mojej perspektywie, laika, przekroczenie obrony koniecznej następuje tylko wtedy, gdy napadnięty popełnia przestępstwo: chce zabić lub okaleczyć mimo że nic mu nie grozi. To nie jest perspektywa polskich sędziów. Oni przyjmują, że broniący się musi dowieść swojej niewinności. A kolejność powinna być dokładnie odwrotna.
wracając do pracy
i Zycząc Spokojnych Swiat