Dwie sprawy:
1) jakieś dwa-trzy lata temu moje dwie licealne kolezanki miały praktyki w szkole, w której uczyła moja ciotka. Wraz z jej klasą pojechały na trzydniową wycieczkę, oczywiście w roli opieki. No i? Piły z gimnazjalistami. I to niekoniecznie piwo. Przyszłe nauczycielki, jedna pani historyk, druga polonistka.
2) pamiętam z czasów szkoły...
Dwie sprawy:
1) jakieś dwa-trzy lata temu moje dwie licealne kolezanki miały praktyki w szkole, w której uczyła moja ciotka. Wraz z jej klasą pojechały na trzydniową wycieczkę, oczywiście w roli opieki. No i? Piły z gimnazjalistami. I to niekoniecznie piwo. Przyszłe nauczycielki, jedna pani historyk, druga polonistka.
2) pamiętam z czasów szkoły podstawowej taką wycieczkę do Zakopanego... po której ci, którzy nocowali na tym samym piętrze co grono nauczycielsko-opiekuńcze opowiadali, jak widzieli kolejno pijaną polonistkę, pijanego matematyka...
Takie sprawy są i przeważnie się je tuszuje. Dotyczą jednak nie tylko młodych nauczycieli z niewielkim stażem, którym często pstro w głowach i którzy niejednokrotnie nie są dojrzalsi psychicznie od niektórych swoich wychowanków. Dlatego, choć szkoły dobrze nie wspominam, mam ogromny szacunek dla nauczycieli, którzy byli surowi i uczciwi w tej surowości. Oczywiście na tyle, na ile małolata mogła to poprawnie oceniać... :-)