@ Piotr Madajczyk
Zgadzam się z większością wniosków.
Jednak jako uczestnik starego systemu i student dobrej, technicznej uczelni, byłbym daleko bardziej ostrożny w kategorycznym formułowaniu:
" Ja na szczęście zahaczyłem życiorysem o okres, gdy na polskich uczelniach (w moim przypadku Uniwersytet Warszawski) obowiązywały inne zasady i...
@ Piotr Madajczyk
Zgadzam się z większością wniosków.
Jednak jako uczestnik starego systemu i student dobrej, technicznej uczelni, byłbym daleko bardziej ostrożny w kategorycznym formułowaniu:
" Ja na szczęście zahaczyłem życiorysem o okres, gdy na polskich uczelniach (w moim przypadku Uniwersytet Warszawski) obowiązywały inne zasady i wartości. "
"Wartości" to pojęcie bardzo ogólne i obszerne...
1. Akceptacja ściągania.
Niewątpliwie doszedł czynnik ekonomiczny.
Niewątpliwie wówczas weryfikowano delikwenta bardziej wnikliwie. Jednak sposób tej weryfikacji zależał od prowadzącego ćwiczenia i wykłady.
Bywało bardzo różnie.
Do tego dochodził nacisk na uzyskany wynik, a nie na właściwe kroki do jego uzyskania, stąd jeśli wynik był efektem bardzo obszernych obliczeń, czasem wystarczyło ściągnąć początek i koniec.
Najważniejsze jednak, że na uczelnię trafiali ludzie, którzy byli co prawda lepiej wykształceni, ale podejście do ściągania mieli, obawiam się, nie lepsze, niż dziś. I był to efekt podejścia do ucznia na etapie podstawowym i średnim, gdzie mniej lub bardziej pilnowano uczniów, ale nie zdołano zaszczepić etyki w postępowaniu. A to z kolei był efekt czasów, gdzie "badylarz" ( z całym szacunkiem dla badylarzy), wychodził na "wygranego", a nie absolwent uczelni. Stąd, moim zdaniem, była powszechna aprobata wśród studentów do sięgania po "wszystkie środki", by zdobyć niewiele na rynku warty "papier".
2. Plagiaty
Podobny problem. Na palcach jednej ręki mogę policzyć studentów, którzy jakikolwiek projekt wykonali od początku do końca samodzielnie. Funkcjonowały "podkładki" w postaci projektów już ocenionych pozytywnie. Należało tylko projekt "dostosować" do własnych warunków brzegowych.
Oczywiście weryfikacją był egzamin ustny, jednak zasada, co do swej istoty, według mnie, była podobna.
Ostatnia rzeczą, która mogła studentowi przyjść do głowy, była nieetyczność własnej postawy.
Dosłownie - ostatnią.
Dodatkowo nie było przecież żadnego automatycznego systemu, wyłapującego plagiaty.
Reasumując, byłbym jednak ostrożniejszy w wygłaszaniu uogólnień, dotyczących "wartości".