I
Społeczeństwo obywatelskie nie powstaje ot tak. Aby mogły wykształcić się odpowiednie postawy, przekonania i sposoby działania, musi upłynąć przecież sporo czasu. Pomijam pozostałe czynniki dotyczące tego wielce złożonego zjawiska. Pragnę za to zwrócić uwagę na inną sprawę - nie sztuką jest dowodzić, iż przez naszą "wrodzoną" nieufność rzekomo nie...
I
Społeczeństwo obywatelskie nie powstaje ot tak. Aby mogły wykształcić się odpowiednie postawy, przekonania i sposoby działania, musi upłynąć przecież sporo czasu. Pomijam pozostałe czynniki dotyczące tego wielce złożonego zjawiska. Pragnę za to zwrócić uwagę na inną sprawę - nie sztuką jest dowodzić, iż przez naszą "wrodzoną" nieufność rzekomo nie budujemy społeczeństwa obywatelskiego. Sztuką jest dostrzec te inicjatywy, które dowodzą, że - wbrew pozorom - dzieje się w tej materii w Polsce coraz więcej. I lepiej. I czy to będą coraz ciekawsze inicjatywy studenckie, czy rozmaite ruchy społeczne, czy wreszcie zorganizowana świetlica dla dzieciaków - to się dzieje naprawdę. I o tym tak naprawdę warto mówić. Bo takie właśnie formy zaangażowania dowodzą rosnącego w Polsce zaufania - do innych, ale i do samych siebie.
Proszę popatrzyć na wyniki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Proszę policzyć wsparcie finansowe uzyskane w ramach 1%, które zasiliło konta organizacji użyteczności publicznej. To nie jest wyraz zaufania? Panie redaktorze proszę pamiętać - nie od razu Kraków zbudowano.
II
Przedstawiona wyżej myśl brzmi dla mnie cokolwiek zabawnie - oto autor piętnuje Polaków narzekanie, samemu przy tym... narzekając. To nieprawda Panie Tomaszu z tym narzekaniem. Jasne, pod tezę można podciągnąć wszystko. Pan jest w stanie udowodnić mi, że wciąż tylko biadolimy i się użalamy, ja Panu - że wręcz przeciwnie. Pisząc jednak o naszym narzekaniu, sam Pan narzeka. Pewnie, drogi fatalne. Jasne, rządy mogłyby być lepsze, piłkarze zawsze grać tak jak z Czechami, a w TV można by było odpuścić sobie "Kevina" na święta. Ale to akurat wiemy sami. Za to obcokrajowcy - przynajmniej mi - mówili co innego. Że ludzie otwarci (!) i uczynni. Że starówka we Wrocławiu piękna, kuchnia polska smaczna, a język uroczo niezrozumiały. A okiem gołym widać spory postęp i rozwój. Pewnie, że to tylko jedna strona medalu. Ale Panie Tomaszu - to Pan narzeka, nie ja :)
III
Może określenie "propaganda" jest tu nieco zbyt mocne i użyte trochę na wyrost, ale generalnie trudno jest się z tym nie zgodzić. Fatalnym dla mnie symptomem współczesnej polityki jest to nasze polskie piekiełko z wiecznym sprzeczaniem się o sprawy sprzed lat 25 i sobie tylko przypisywanie sukcesów późniejszej transformacji przez rozmaitych politykierów. Niesmaczne to i budzące odrazę. Zwłaszcza, że - niezależnie od dzisiejszych ocen i zachowań - sporej grupie ludzi udało się doprowadzić do tego, o czym pewnie nie marzyli. Do wolności. I to - bez względu na harce, kłótnie i połajanki - jest niesamowite. Warto o tym pamiętać i warto pracować, by taki właśnie tego przekaz był tym nasuwającym się na myśl od razu, oczywistym wręcz, gdy tylko mówi się o współczesnej Polsce.
Natomiast sukces jako wartość sama w sobie to kolejna sprawa i tej tezy w dzisiejszej Polsce postrzeganie to temat zaiste frapujący. I o ile postaw pod tym względem pozytywnych zauważam coraz więcej, tak zgodzę się, że warto podjąć wysiłki, by przekonać każdego, iż odnoszenie sukcesów jest ze wszech miar dobre i wskazane. Że do sukcesu warto dążyć. Tak, aby nikomu nie kojarzył się on z cwaniactwem, pozorowaniem i wykorzystywaniem koneksji. Sukces jako wartość sama w sobie powinien łączyć się z moralną i uczciwą drogą do niego - bez ciężkiej pracy o sukcesie nie może być mowy. W Polsce ludzi, którzy coś osiągnęli często bez namysłu klasyfikuje się jako oszustów i krętaczy. I takie właśnie postawy warto zmieniać. Przy czym pamiętajmy - dziś dla wielu młodych ludzi sukces jest już celem. Nie pustym słowem.