Nie mamy dowodów, nie możemy osądzać. Ale należy pamiętać, że to mało prawdopodobne by tak wysoko postawiony funkcjonariusz partyjny nie miał kontaktów ze służbami bezpieczeństwa. Rzecz w tym, że dowodów może już nie być tak naprawdę, bo w swoim czasie można było się ich pozbyć. Przykład Józefa Oleksego pokazuje, że co wybitniejsi działacze taką...
Nie mamy dowodów, nie możemy osądzać. Ale należy pamiętać, że to mało prawdopodobne by tak wysoko postawiony funkcjonariusz partyjny nie miał kontaktów ze służbami bezpieczeństwa. Rzecz w tym, że dowodów może już nie być tak naprawdę, bo w swoim czasie można było się ich pozbyć. Przykład Józefa Oleksego pokazuje, że co wybitniejsi działacze taką współpracę mogli podejmować.
Nie oszukujmy się, takie wtedy były czasy, że chcąc być np. wysoko postawionym prezesem trzeba było współpracować (przecież wszystkie wyjazdy zagraniczne były monitorowane przez SB, a któż mógł udzielić lepszych informacji od delikwenta, który spotykał się np. z prezesem "czegoś tam" z innego kraju). Wydaje mi się, że sama współpraca nie powinna być publicznie potępiana, a jedynie jej charakter (jeśli był bezpośrednio szkodliwy dla kogoś). Większość ludzi w naszym kraju ma błędne przeświadczenie o współpracy i jeśli tylko usłyszy, że ktoś ma swoją teczkę oznaczona "TW", to należy go równać ze zdrajcą. To dlatego wielu polityków bało się i nadal boi przyznać, że współpracowało.