Marzena Suchomska pisze:
"Tak doskonale znają czasy kartek - ale jak to pan ujął "a opowiadali o kolejkach i pustych hakach i occie na półkach?" - pustych półek ani haków nie było - moja mam nie pamięta żeby idąc po coś do sklepu czegoś nie dostała - kolejki owszem były największe za pomarańczami."
K... m...!
To są kłamstwa....
Marzena Suchomska pisze:
"Tak doskonale znają czasy kartek - ale jak to pan ujął "a opowiadali o kolejkach i pustych hakach i occie na półkach?" - pustych półek ani haków nie było - moja mam nie pamięta żeby idąc po coś do sklepu czegoś nie dostała - kolejki owszem były największe za pomarańczami."
K... m...!
To są kłamstwa. Może szanowna "mam" ma zaawansowaną sklerozę? Żyłem, robiłem te zakupy. Od małego się tym zajmowałem, matka była chora. I wiem, jak wyglądały sklepy, jak się robiło zakupy. Wiem, ile czasu trzeba było spędzić na odwiedzaniu wszystkich sklepów na sąsiednich osiedlach, aby kupić cokolwiek, co można było do garnka włożyć. Wielokrotnie stałem w kilkusetosobowej kolejce po masło albo i margarynę. Po chleb też się zdarzało. Nie po pomarańcze, do cholery!
Pamiętam gołe haki w rzeźnikach. Pamiętam kolejkę pod rzeźnikiem przed Bożym Narodzeniem. Na zmiany stali w niej ludzie przez niemal tydzień. Nocami na mrozie i w śniegu. Żeby wykupić trochę "lepszego" mięsa z kartek, żeby rodzina miała nieco lepsze jedzenie w święta. Bo stojąc w normalnej kolejce, kilka godzin, można było kupić odrobinę mięsa "z kością", na którym można było co najwyżej od biedy ugotować cienką zupę albo kilkadziesiąt dekagramów kiełbasy "Zwyczajnej". Mam nadzieję, że nikt z Czytelników nie pamięta już, jak smakowała ówczesna, cienko krojona, jak rarytas, kiełbasa "Zwyczajna".
Krew mnie zalewa, kiedy czytam takie kłamstwa.