do Anny - oczywiście - każdy z nas, gdyby np. musiał zdecydować się, jaki kardiochirurg ma operować jego dziecko - czy były członek PZPR, ale świetny lekarz, czy ktoś "ze styropianu", ale kiepski chirurg, wybrałby tego pierwszego
- gdy powstał pierwszy rząd PIS, zrobiłem listę tych członków najwyższych władz państwowych, którzy byli albo działaczami...
do Anny - oczywiście - każdy z nas, gdyby np. musiał zdecydować się, jaki kardiochirurg ma operować jego dziecko - czy były członek PZPR, ale świetny lekarz, czy ktoś "ze styropianu", ale kiepski chirurg, wybrałby tego pierwszego
- gdy powstał pierwszy rząd PIS, zrobiłem listę tych członków najwyższych władz państwowych, którzy byli albo działaczami PZPR lub PO (którą PiS też przecież krytykuje) - była to spora grupa ludzi, ale.....
- moja końcowa teza w artykule jest taka:
jeśli chcemy coś zrobić, to musimy wyszukiwać ludzi, którzy nasz cel naprawdę akceptują
powoływanie na ważne stanowiska byłych komunistych lub (nie daj Boże agentów SB) wiąże się z pewnym ryzykiem, powoływanie "swoich:, lecz niekompetentnych to już nie jest ryzyko, lecz 100-procentowa pewność, że poniesiemy klęskę, przykład:
konsulem RP w Chicago AWS zrobiła parę lat temu wójta z Podhala.
nie mam nic przeciwko wójtom, ani przeciw Podhalu, ale ten człowiek po prostu nie nadawał się na konsula, ale był z AWS (czyli swój chłop), była to katastrofa
- później SLD zrobił konsulem swego człowieka i była jeszcze większa katastrofa
- a więc nalezy znaleźć jakiś złoty srodek - najlepiej by było, gdyby wazne stanowiska piastowali ludzi, cieszący się zaufaniem rządzącej w danej chwili partii i równoczesnie kompetentni i nie byli esbecy czy wojujacy komuniści, którzy w PRL krzywdzili ludzi