Byłem na koncercie i muszę przyznać, że trochę nie zgadza mi się kolejność wydarzeń (i utwórów) jaką zapamiętałem, z tym, co tu opisano. Mniejsza z tym - różnice mogą wynikać z wielu przyczyn, głównie mojej słabej pamięci, i polegają na szczegółach.
Jeśli chodzi o bramę wejściową - sam nie miałem żadnych problemów (wchodziłem trochę później niż początek...
Byłem na koncercie i muszę przyznać, że trochę nie zgadza mi się kolejność wydarzeń (i utwórów) jaką zapamiętałem, z tym, co tu opisano. Mniejsza z tym - różnice mogą wynikać z wielu przyczyn, głównie mojej słabej pamięci, i polegają na szczegółach.
Jeśli chodzi o bramę wejściową - sam nie miałem żadnych problemów (wchodziłem trochę później niż początek koncertu Hey), bez przeszkód dostałem się prawie pod samą scenę. Opisane zajścia musiały być tylko chwilowym epizodem.
Nie wiem jak wygląda sprawa braku interwencji Policji, faktem jest że tylu policjantów i radiowozów nie widziałem chyba jeszcze na politechnicznych juwenaliach nigdy. Na przykład skrzyżowanie Politechniki - Wróblewskiego było obstawione radiowozami już od godzin popołudniowych, nie brakowało policji przy bramie wejściowej.
Kolejki po piwo przybierające postać tłumu to na tego typu imprezach raczej norma.
Odniosłem wrażenie, że autorowi przeszkadzało pijaństwo jednego z członków zespołu (niestety nie jestem w stanie potwierdzić ani zaprzeczyć - nie próbowałem się przyglądać muzykom aż tak dokładnie). Dla mnie, przeciwnie, jest to właśnie atrakcja. Powiem więcej, gdybym się dowiedział, że występujący przede mną muzyk rockowy jest trzeźwy, czułbym się oszukany.
No i nie wymagajmy żeby gitarzysta umiał śpiewać jak Kazik, bo on nie jest od śpiewania, tylko od grania.