Panie Marcinie, Pańskie teksty nie tyle przeczytałam, co pochłonęłam. Mało spotyka się tak rzetelnych opracowań, jak Pańskie - wielki szacunek.
I wyjaśniam owo "zamieszanie".
W moim tekście dwie pamięci , dwie opowieści, splatają się w jedno - to, co robi Pan, prowadząc bardzo rzetelne badania, i to, w co wierzą ludzie, stoczniowcy....
Panie Marcinie, Pańskie teksty nie tyle przeczytałam, co pochłonęłam. Mało spotyka się tak rzetelnych opracowań, jak Pańskie - wielki szacunek.
I wyjaśniam owo "zamieszanie".
W moim tekście dwie pamięci , dwie opowieści, splatają się w jedno - to, co robi Pan, prowadząc bardzo rzetelne badania, i to, w co wierzą ludzie, stoczniowcy. Opowieść M. Szlagi o Willi Dyrektora to właśnie legenda stoczniowa, piękny obraz człowieka, który bardzo związał się z tym terenem. Nie wiadomo, kto był owym "dyrektorem", sadzącym róże. Wielu wierzy, że właśnie Schichau. Oczywiście, gdyby mój tekst był rozprawą naukową, historyczną, to zabieg ten byłby niedopuszczalny. Ale w tym miejscu zależało mi na wydobyciu tego, co jest pamięcią subiektywną i podkreśleniu owego "splecenia" wątku polskiego i niemieckiego. Wątku, bywa, odrzucanego przez wielu, pragnących historię napisać na nowo. Tymczasem istnieją w świadomości ludzi obrazy w zasadzie nie do wymazania, taki jak ten - dyrektor i jego Willa, a w tle róże.
Powiem Panu, że wahałam się przed tym krokiem, właśnie z powodów wspomnianych przez Pana. Ale uznałam, że warto, a dając linki do Pańskich opracowań zachęcę Czytelników do samodzielnych dociekań.
Dodam jeszcze, że powyższy tekst stanowi fragment większej całości. W pełnej wersji łatwiej jest zrozumieć, na co kładę nacisk.
http://www.obieg.pl/teksty/15603
Tyle o moich motywacjach. Jednakże po uważnym przeczytaniu Pańskiego posta być może dodam zdanie wyraźnie precyzujące moje intencje:)
pozdrawiam,
A.W.