"Czy w Maroko jest trochę bardziej cywilizowany sposób sprzedaży w porównaniu do Tunezji i Egiptu?"-
NIE!
Nie byłam ani w Tunezji, ani w Egipcie, ale nie sposób wyjść na ulicę żeby nie być ciągniętym za rękaw do sklepu, stoiska gdzie oczywiście jest "good price" ;-) Jakieś maja tylko sobie znane sposoby, które powodują, że u...
"Czy w Maroko jest trochę bardziej cywilizowany sposób sprzedaży w porównaniu do Tunezji i Egiptu?"-
NIE!
Nie byłam ani w Tunezji, ani w Egipcie, ale nie sposób wyjść na ulicę żeby nie być ciągniętym za rękaw do sklepu, stoiska gdzie oczywiście jest "good price" ;-) Jakieś maja tylko sobie znane sposoby, które powodują, że u takiego turysty jak ja słowo asertywność zanika ;-)
Jeśli chodzi o zdjęcia to zapłaciłam tylko raz, osobie sfotografowanej na drugim zdjęciu, choć o dziwo wcale się tego ten człowiek nie domagał. Ale dobrze widziane jest płacenie (dawanie napiwków) za wszystko.
A ha. Zapłaciłam za jeszcze jedno zdjęcie w Marrakeszu na placu Dżamaa al-Fina, które zrobili mi sami Marokańczycy ściągniętym, nie wiem kiedy, z mojej szyi aparatem. I było to chyba najdroższe zdjęcie świata, bo kosztowało mnie prawie 30 złotych.