Pani Elżbieto witam ponownie,
Nie zdążyłam się wcześniej ustosunkować do Pani drugiego komentarza, bo pojawił sie po tym jak wysłałam swoja odpowiedź.
Ciężko mi polemizować z "wnioskami od sasa do lasa". Wnioski maja to do siebie, że są domeną czytelnika. Nie jestem jednakże zdziwiona Pani stwierdzeniem, bo wydaje mi się, że ma ono obrazować...
Pani Elżbieto witam ponownie,
Nie zdążyłam się wcześniej ustosunkować do Pani drugiego komentarza, bo pojawił sie po tym jak wysłałam swoja odpowiedź.
Ciężko mi polemizować z "wnioskami od sasa do lasa". Wnioski maja to do siebie, że są domeną czytelnika. Nie jestem jednakże zdziwiona Pani stwierdzeniem, bo wydaje mi się, że ma ono obrazować rozdźwięk, który obserwuje Pani ze swojej własnej perspektywy, dotyczący czynu (zgodnego z Pani światopoglądem) i argumentacji (niezgodnej).
Ma Pani rację, nie urodziłam swojej córki "z powodu dobrych warunków, polityki państwa, wolności itp." Nigdzie też tak nie stwierdziłam. Napisałam tylko, że miałam szczęście być w Danii kiedy zaszłam w ciażę. Wzmianka o warunkach panujących w tym państwie, miała sprowokowac czytelnkiów do dalszych refleksji na temat ciąży, aborcji i jakości opieki nad matkami.
Jestem też zaskoczona fragmentem "Urodziłaś, bo to w Polsce kształtowało się Twoje podejście do życia i dziecka w Twoim lonie". Wedle Pani rozumowania, (o ile dobrze zrozumiałam) w Polsce nie powinno być nawet dyskusji na temat aborcji, gdyż wszystkie Polki (parafrazuąc Pani słowa) powinny rodzić gdyż tu kształtowało się ich podejście do ciązy. Czy dobrze Panią zrozumialam? Poza tym, proszę mi wierzyć, przecenia Pani wpływ ojczystego kraju na poglądy jednostki.
Co do reszty... jestem dosyć mocno zaskoczona Pani śmiałością w materii stwierdzania czemu "urodziłam". Jest to dosyć odważne posunięcie, szczególnie że wypowiada się Pani o kimś, kogo Pani w końcu przeciez nie zna.
Dosyć zuchwałe "Ani wówczas sobie, ani dzisiaj innym nie potrafisz wprost powiedzieć, że nie wolno zabijać dzieci", ma w sobie pewien stopień prawdy. Tak, osobiście jestem przeciwna aborcji, ale życie postawiło mnie w takich sytuacjach, że mogę, a nawet powinnam poddawać weryfikacji swoje poglądy. Po pierwsze, tak jak juz pisałam, nie należy być pewnym siebie dopóki nie przezyje się sytuacji na własnej skórze. Po drugie, mimo swoich przekonań, wiem że życie i sytuacje nie są czarno-białe i jestem absolutnie w stanie zrozumieć dlaczego niektórzy się decyduja na aborcję. A tak na marginesie, czy czytała pani fragment dotyczący Rumunii?
Na koniec dodam, że mimo wszystko gubię się w Pani toku rozumowania. Najpierw czytam, że urodzilam, bo "to w Polsce kształtowało się Twoje podejście do życia i dziecka w Twoim lonie", następnie, że to mój mąż podjął decyzję i ze to jemu moje dziecko zawdzięcza życie... pomijając sprzecznośc, nie wiem nawet w jakim celu pisze Pani takie opinie. Co właściwie mi Pani zarzuca?