"związek mięsożercy z wegetarianką to ci dopiero wyzwanie, ciekawe czy są takie pary"
- są :P
"mas ztroche racji tomku w tym, że wegetarianie czesto obnoszą się z wegetarianizmem tak bardzo, że to aż razi i przeszkadza"
- Ja nigdy nie obnosiłam się ze swoim wegetarianizmem i nie znam nikogo, kto by to robił. Za to mogę śmiało powiedzieć, że...
"związek mięsożercy z wegetarianką to ci dopiero wyzwanie, ciekawe czy są takie pary"
- są :P
"mas ztroche racji tomku w tym, że wegetarianie czesto obnoszą się z wegetarianizmem tak bardzo, że to aż razi i przeszkadza"
- Ja nigdy nie obnosiłam się ze swoim wegetarianizmem i nie znam nikogo, kto by to robił. Za to mogę śmiało powiedzieć, że wielokrotnie spotykam się z przejawami nietolerancji wobec mojej osoby. Z tak śmiesznego powodu jak niejedzenie mięsa, słyszałam już od wielu osób,że jestem nienormalna, rozkapryszona, dziecinna. Dziwi mnie to tym bardziej, że nigdy nie przekonywałam nikogo do swoich poglądów czy gustów i nie traktuję nikogo słowami: "ty padlinożerco", "masz zwłoki na talerzu", "to co jesz,kiedyś żyło" :] (swoją drogą, to chyba tylko w filmach ludzie tak mówią).
Zawsze śmieszyły mnie takie teksty i uważam je za równie dziecinne i nietolerancyjne jak nazywanie czyjegoś wegetarianizmu FANABERIĄ. Moim zdaniem słowo fanaberia ma zabarwienie negatywne. Oto co mówi o synonimach tego terminu słownik: fanaberiE: grymasy, fumy, fochy, fąfry, kaprysy, humory, fantazje, chimery, pretensje; rzeczy luksusowe, zbytkowne, wykwintne, z szykanami. To już prędzej jakiś wegetarianin może powiedzieć, że ktoś ma taką fanaberię, że jada mięso. Wszak to wołowina jest towarem luksusowym, drogim, a nie kapusta czy kalafior, nieprawdaż?
Dziwi mnie fakt, że tak mało w ludziach akceptacji dla gustów innych. Powiedzieć, że wegetarianizm to fanaberia to tak, jak palnąć komuś lubiący kolor niebieski, że to fanaberia (jeśli ktoś nie je mięsa, bo mu nie smakuje). Albo tak, jak skierować takie określenie do kogoś, kto jest katolikiem i chodzi do kościoła (jeśli mówimy o wegeterianizmie jako zasadzie religijnej).
Asiu, pierwszy akapit Twojego tekstu świadczy o tym, że chyba większość wegetarian ma podobne doświadczenia z otoczeniem jedzącym mięso. I to na prawdę smutne...
I jeszcze kilka słów o wegeterianizmie a pozycji społecznej. Mięso jest dość drogie ( w porównaniu z na przykład warzywami), Więc tak sobie myślę, że osoba biedna prędzej sięgnie po to,co tańsze niż po to,co drogie. Jeśli mamy do wyboru torbę ziemniaków, plackami z których nasyci się cała rodzina, albo niewielki kawałek mięsa, którym ledwo zaspokoi się głód, to wybór jest oczywisty. Poza tym wydaje mi się, że fakt występowania większej ilości wegetarian wśród ludzi wykształconych i zamożnych może świadczyć o tym, że istnieje wśród nich większe prawdopodobieństwo zrozumienia czym wegetarianizm jest. A że wiele osób tego nie wie, można się dowiedzieć z tekstu autorki, która pisze, że pytają ją"to co ty jesz?".
Kochajmy się :P, szanujmy nasze gusta,wyznania, życiowe wybory - to taki mały apel do fanatycznych wegetarian (pewnie tacy są) i do mięsożernych (którzy często mówią,że wegetarianizm to fanaberia lub dziwactwo) ;).
I proszę się nie dziwić,że piszę tu takie długie eseje i to o tej porze ;).