Taki stan rzeczy, to skutki niemożności dostania się do lekarza pierwszego kontaktu, gdy jest się chorym (kto jest w stanie stać od 5 czy 6 rano pod drzwiami przychodni, kiedy pada z nóg? Dodzwonić też się często nie można, bo w rejestracji nie są odbierane telefony (lub ciągle zajęte, albo można sobie posłuchać nagrania typu " w tej chwili nie...
Taki stan rzeczy, to skutki niemożności dostania się do lekarza pierwszego kontaktu, gdy jest się chorym (kto jest w stanie stać od 5 czy 6 rano pod drzwiami przychodni, kiedy pada z nóg? Dodzwonić też się często nie można, bo w rejestracji nie są odbierane telefony (lub ciągle zajęte, albo można sobie posłuchać nagrania typu " w tej chwili nie możemy odebrać telefonu, proszę czekać....czekać...czekać lub zadzwonić póżniej"). A jak się już człowiek dodzwoni, to już numerków brak, bo się wyczerpały w międzyczasie. Idzie się więc do apteki i prosi o leki, które pomogą na takie i owakie doległiwości. Pani magister coś poleci, albo sami zobaczymy reklamowane - b. często w godzinach największej oglądalności w tv- za szybką czy na półkach leki, które natychmiast przyniosą ulgę i postawią nas na nogi. Na receptę czy bez i tak 100% płatne. Łykamy i lecimy do pracy, bo kto ma czas "leżakować" w łóżeczku i łykać ziółka dłuższy czas? Przecież pracodawca krzywym okiem patrzy gdy nas nie ma.