Duży plus za artykuł, którego autor nie bał się konfrontacji z oficjalną propagandą, przede wszystkim ośrodka prezydenckiego RP i mediów z tym ośrodkiem związanych. Co by nie mówić, sprawa jest prosta: wojsko gruzińskie zaatakowało siły pokojowe sprawujące mandat ONZ - jakby tego nie komentować, fakt jest bezsporny! Faktem też jest, że kraje zachodu...
Duży plus za artykuł, którego autor nie bał się konfrontacji z oficjalną propagandą, przede wszystkim ośrodka prezydenckiego RP i mediów z tym ośrodkiem związanych. Co by nie mówić, sprawa jest prosta: wojsko gruzińskie zaatakowało siły pokojowe sprawujące mandat ONZ - jakby tego nie komentować, fakt jest bezsporny! Faktem też jest, że kraje zachodu stosują do różnych państw różne standardy postępowania zależnie od interesów politycznych - większość (na szczęście nie wszystkie państwa UE wpisały się w tę nikczemność) szybko uznała Kosowo nie bacząc na integralność terytorium Serbii, podnosząc larum o zachowanie integralności terytorium Gruzji. A w czym gorsi są Osetyńcy czy Abchazowie od Albańczyków? Należałoby wreszcie uczciwie przyznać, że uznanie Kosowa było politycznym błędem, które wkrótce zacznie się odciskać nawet na stosunkach pomiędzy krajami samej UE, a w sytuacji wydarzeń na Kaukazie daje niepodważalne argumenty Kremlowi. Zastanawia mnie fakt, że w wieczór poprzedzający nocny atak wojsk gruzińskich na Osetię Południową najpierw telefonicznie rozmawiał George Bush z Lechem Kaczyńskim, następnie Prezydent Kaczyński z Prezydentem Saakaszwilim! Aż trudno uwierzyć, że żaden z tych Panów nic wtedy nie wiedział o planowanym ataku wojsk gruzińskich na siły ONZ. Jeżeli w tym kontekście rozpatrzyć słowa szefa programu bezpieczeństwa europejskiego Alastaira Camerona po podpisaniu umowy Polski z USA o instalacji tarczy antyrakietowej: "jeśli Polska liczy na pomoc USA w razie ataku, to jest to takie samo ryzyko, jakie podjęli Gruzini, kiedy polegali na poparciu Ameryki" , to robi się ciekawie... Tak ciekawie, że zaczynam się zastanawiać, kto faktycznie jest największym terrorystą świata i po czyjej stronie opowiadają się władze Polski? Mocarstwa rozgrywają swoje interesy - tym razem na Kaukazie - a jak zwykle cierpią zwykli, prości ludzie, którym obca jest wielka polityka i którzy chcieliby spokojnie żyć. Rosja broni swoich interesów, USA realizuje konsekwentnie swoją politykę dominacji w świecie. W efekcie zamiast budować wspólny, lepszy świat jutra całego świata, stwarzane są nowe napięcia, wywoływane nienawiści między narodami, niszczony z mozołem wypracowany ich dorobek i wszystko w falszywie tworzonej atmosferze ogólnego zagrożenia. Zamiast budować, rujnujemy! Poruszamy się po krawędzi brzytwy, więc skutek może być przerażający i tragiczny. Wypowiedź Miedwiediewa w czasie moskiewskiej konferencji prasowej po spotkaniu z Sarkozim, że wojska rosyjskie jak poczują krew, to trudne są do zatrzymania świadczą nie tylko o bucie nowego prezydenta Rosji, ale także o determinacji w działaniu władz tego mocarstwa w obecnej sytuacji międzynarodowej. Tylko czy tak do końca Rosja jest temu winna? Czy USA ze swoim wielkim sojusznikiem Polską nie mają znaczącego udzialu w tym dziele niszczenia? Jest jeszcze szansa, że wybory w USA wygra Barrack Obama i nie będzie kontynuował agresywnej, wręcz terrorystycznej polityki swojego poprzednika! Tylko w takim przypadku mamy jeszcze szansę na pokojową współpracę polityczno - gospodarczą krajów cywilizowanego świata dla ogólnie lepszego jutra i uniknięcie ogólnoświatowego konfliktu zbrojnego!