Istotnie autor tekstu zdaje się być najlepszym dowodem na słabość naszego systemu kształcenia.
Tytuł tekstu sugeruje poważne zajęcie się problem polskiego szkolnictwa po czym mamy dość stronniczą relacje z życia marginesu dosyć luźno zdefiniowanej grupy zawodowej. O uczniach mówi się niewiele, a o systemie nauczania prawie wcale. Artykuł odbieram jako...
Istotnie autor tekstu zdaje się być najlepszym dowodem na słabość naszego systemu kształcenia.
Tytuł tekstu sugeruje poważne zajęcie się problem polskiego szkolnictwa po czym mamy dość stronniczą relacje z życia marginesu dosyć luźno zdefiniowanej grupy zawodowej. O uczniach mówi się niewiele, a o systemie nauczania prawie wcale. Artykuł odbieram jako publiczne odreagowanie na własne niepowodzenia w szkole lub, co chyba bardziej prawdopodobne, problemy dzieci własnych lub krewnych i znajomych. Cóż taki to portal. Myślę, że wylanie żółci gremialnie wszystkich nauczycieli chociaż trochę poprawiło frustratom samopoczucie.
Mój ulubiony cytat z artykułu:
„Uważam bowiem, że dopóki nie wytworzy się mechanizmów gwarantujących okazywanie szacunku naszym dzieciom przez nauczycieli, dopóty nie możemy liczyć na szacunek w drugą stronę. Agresja nauczyciela wobec ucznia zwróci się kiedyś przeciwko niemu.”
Proponuje mechanizm w postaci rytuału np. zamiast sprawdzania obecności pokłony na klęczkach wobec uczniów. Może na początek wystarczy.
Już parę lat temu widziałem nakręcony przez uczniów film o wkładaniu nauczycielowi kosza do śmieci na głowę.
Jednak, mimo wszystko chciałby się dowiedzieć czegoś ciekawego na poruszony temat.
Nie znam się na dydaktyce i dlatego może ktoś mi wyjaśni jaki wpływ ma poszatkowanie procesu dydaktycznego (podstawówka, gimnazjum, szkoła średnia), likwidacja ciągłości środowiska dorastania młodych ludzi, na jakość nauczania jak i efekty wychowawcze.
p.s. Dawniejsza szkoła była jeszcze gorsza. Nauczyciel był drugi po Bogu, a rodzic co najwyżej mógł z czapką w rękach, pokornie wysłuchać relacji o swojej latorośli. Mimo to wybitnych Polaków jakoś więcej wykształciło się w tych „ciemnych” latach. Prawie wszyscy nosili mundurki, a niektórzy, o zgrozo, tarcze, a nawet czapli szkolne.