Wałęsa już dawno spadł z piedestału, czego najlepszym wyrazem był jego 1% wynik w wyborach prezydenckich w 2000 r. Co prawda dominujące mass-media ciągle podkreślają, jakim to rzekomo cieszy się poparciem i że wielu Polaków nawet by chciało jego powrotu na urząd prezydenta, ale ile warte są te media można zobaczyć tutaj:
Dowód na kłamstwa Gazety...
Wałęsa już dawno spadł z piedestału, czego najlepszym wyrazem był jego 1% wynik w wyborach prezydenckich w 2000 r. Co prawda dominujące mass-media ciągle podkreślają, jakim to rzekomo cieszy się poparciem i że wielu Polaków nawet by chciało jego powrotu na urząd prezydenta, ale ile warte są te media można zobaczyć tutaj:
Dowód na kłamstwa Gazety Wyborczej, TVN24, Życia Warszawy, ONET.pl, WP.pl: http://www.youtube.com/watch?v=tjdqa0I4jRk&feature=related
Czemu nie zajęli się tym!?
http://www.youtube.com/watch?v=CCOFbXvhOjU&feature=related
Wałęsa to święta krowa III RP – każdy inny za taką wypowiedź jak ta z 2007 r. byłby z urzędu ścigany przez prokuraturę za znieważenie prezydenta, ale nie Wałęsa:
‘Kaczyńscy to ludzie zakompleksieni, niepoważni, zarozumiali, butni. Oni wszystko uznają za zdradę, są gotowi wprowadzić STAN WOJENNY. Ich działania to nie tylko brak kultury, ale STWARZANIE ZAGROŻENIA DLA DEMOKRACJI.’
Źródło: http://www.fakty.co.pl/story.php?title=Walesa:_Kaczynskiego_powinni_zbadac_lekarze
Pamiętacie ten szum medialny po tym jak Jacek Kurski wyskoczył z „dziadkiem z Wehrmachtu”? Na tym samym poziomie był niedawny atak Wałęsy na Sławomira Cenckiewicza, ale Wałęsy już prawie nikt nie krytykował. Co więcej, oświadczenie samego zainteresowanego w tej sprawie, Sławomira Cenckiewicza, zostało zignorowane przez polskie media. O sprawie pisał na swym blogu 27 II 2009 r. Mariusz A. Roman – działacz Federacji Młodzieży Walczącej z Gdyni:
‘ Przypomnijmy, w ostatnią niedzielę Lech Wałęsa uznał, że w związku ze swoimi powiązaniami rodzinnymi Sławomir Cenckiewicz nie powinien zajmować się jego sprawą, ani w ogóle kiedykolwiek pracować w IPN. W poniedziałkowej „Kropce nad i” w TVN 24 Wałęsa m.in. powiedział, że „jeśli ktoś jest wprost powiązany z ubecją, to niech sobie popracuje gdzie indziej”. Powodem do przeprowadzenia tego brutalnego ataku było przypomnienie o dziadku Sławomira Cenckiewicza, który pracował dla SB, chociaż faktu tego historyk nigdy nie ukrywał. […]
Pragnę dodać, że Sławomira Cenckiewicza poznałem i wspólnie z nim działałem w Federacji Młodzieży Walczącej, pod koniec lat 80-tych. Znam dobrze jego sytuację rodzinną i wiem, że nie utrzymał kontaktów z dziadkiem, którego syn opuścił rodzinę Sławka, gdy ten miał zaledwie roczek. Sławek redagował m.in. w podziemiu – „Piłsudczyka”, gdańskie pismo FMW i był bardzo aktywnym wtedy działaczem niepodległościowym. Razem ze Sławkiem protestowaliśmy w Warszawie podczas ostatniego zjazdu PZPR w styczniu 1990 roku, a dzień później w Gdańsku uczestniczyliśmy w zajęciu budynku KW PZPR w Gdańsku. To właśnie wtedy ujawniliśmy fakt niszczenia partyjnych archiwów. Jednak po kilkugodzinnej okupacji budynku, zostaliśmy rozpędzeni na polecenie rządu Mazowieckiego przez jednostki MO i antyterrorystów, a PZPR mogła spokojnie dopalić to, co jeszcze tam zostało. Do naszych adwersarzy dołączył wtedy sam LECH WAŁĘSA, który zarzucał nam działanie na szkodę kraju. Na dziedzińcu kościoła św. Brygidy wykrzyczał w naszym kierunku: „Brak kultury politycznej”, nazywając nas „agentami bezpieki”. Jako strażnik nowego porządku oznajmił, że jeśli młodzież nadal będzie zachowywać się nieodpowiedzialnie, to: „sam stanie z pasem i będzie lał w d…”. W odpowiedzi na murach pojawiło się nowe hasło: „Mazowiecki musi odejść”, a na uroczystościach z okazji X-lecia „Solidarności” ulotka sygnowana przez FMW pt. „Kto dzisiaj obłudnie świętuje?”.’
źródło:
http://mariuszroman.salon24.pl/389179.html
„To niesamowite jak ten człowiek, były Prezydent jest zakłamany. [… ] Myślę że tak czy siak pozostanie legendą, symbolem Solidarności.”
Tak zareagował mój kolega na film „TW Bolek”. Odpowiedziałem mu, że mi legenda Wałęsy nie jest do niczego potrzebna, tym bardziej, że zarzuty agenturalne i zarzut nie zwrócenia akt TW Bolek nie są największymi, jakie słusznie są stawiane Lechowi Wałęsie.
W istocie te największe zarzuty są jeszcze bardziej przemilczane, a jednym z największych z nich jest zarzut świadomego i celowego rozbicia „Solidarności”:
‘W więzieniu nyskim w 1982 roku, na ścianach naszej celi, wisiało hasło: Związek jest, Statut ma i nie ma o czym dyskutować. Podpisano: Lech Wałęsa. Hasło to przyświecało nam i mobilizowało przez 7 lat podziemnej walki o powrót "Solidarności" do życia publicznego. I oto ten sam Lech Wałęsa, przy Okrągłym Stole zdecydował, że "S" nie ma ani Statutu, ani wybranych władz! Zarejestrował więc nowy Związek, pod starą nazwą, z władzami arbitralnie przez niego powołanymi. Była to wielka czystka w NSZZ "Solidarność", której ofiarami padła większość działaczy i przywódców związkowych. Sam Wałęsa z dumą chwalił się tym dokonaniem: Podziały i pluralizm są jedyną gwarancją demokracji. Dlatego podzieliłem "Solidarność" … i będę nadal tworzył podziały, żeby zagwarantować bezpieczeństwo. (Za włoskim "Il Messagero" – "Gazeta Robotnicza" z 3 X 1990).
Lech Wałęsa okazał się więc Konradem Wallenrodem "Solidarności". Do jego historycznych zasług należy zapisać nie tylko obalenie komunizmu, ale i rozbicie "Solidarności".’
Źródło: http://www.prawica.net/node/12685
Najciekawsze, że ponownej rejestracji „Solidarności” nie towarzyszył żaden zjazd zjednoczeniowy, ani demokratyczny wybór nowych władz przez delegatów, reprezentujących różne frakcje „Solidarności”. O taki zjazd walczył m.in. obecny prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki. Bezskutecznie.
Dyskredytuje to Wałęsę jako symbol i legendę „Solidarności”. Zapomniał on o ideałach Sierpnia’80, rozbijając i osłabiając „Solidarność”, tworząc parasol ochronny dla planu Sorosa – Sachsa (dla niepoznaki zwanego planem Balcerowicza) i wzmacniając lewą czerwoną nogę. Rok 1992 i „nocna zmiana” były już tylko kontynuacją tej polityki, której głównymi beneficjentami były środowiska postkomunistyczne i KLD. Wałęsa ponosi odpowiedzialność za zatrzymanie lustracji w 1992 r. i powrót postkomunistów do władzy w 1993 r. w stopniu nie mniejszym niż ci, którzy na nich głosowali (ok. 20% wyborców). Wyborcy stopniowo nie widzieli już coraz bardziej różnic w obrębie establishmentu wykreowanego przy Okrągłym Stole, między Wałęsą, Mazowieckim a SLD (prawie wszystkim w gruncie rzeczy chodziło o jedno – o „grubą kreskę”, a premier Jan Olszewski, który się temu przeciwstawił, był ciągle dyskredytowany). Nawet gdy minister Wiesław Chrzanowski odsuwał od śledztwa prokuratora Andrzeja Witkowskiego, chcącego postawić zarzuty gen. Kiszczakowi ws. zabójstwa ks. Popiełuszki, Wałęsa nie protestował. Niektórzy nawet twierdzą, że to on był inspiratorem tego odwołania, ale to nie jest udowodnione na 100%.
Udowodnione jest za to, że jednym z głównych sponsorów kampanii Lecha Wałęsy w 1990 r. był Dariusz Przywieczerski – zamieszany po uszy w aferę FOZZ, dopiero od kilku lat ścigany listem gończym – który hojnie sponsorował też Jacka Kuronia, SLD i Kongres Liberalno – Demokratyczny. Tą sprawę powinna już dawno zbadać sejmowa komisja śledcza, tymczasem przez kilkanaście lat toczył się proces przeciwko autorom książki ”Via Bank i FOZZ”, którzy to ujawnili, a kiedy po latach zostali uniewinnieni, Przywieczerski uciekł za granicę. Znamienne, że jako prezydent Wałęsa zupełnie zignorował memoriał inspektora NIK Michała Falzmanna ws. afery FOZZ (niekompetencja go nie tłumaczy) w czasie gdy był już właściwie jedyną osobą, która mogła powstrzymać proceder rabunku finansów Polski i przyczynić się do ukarania winnych, korzystając z wytycznych odkrywcy tej afery i inspektora, który najintensywniej ją badał. Rażące jest to, że skorzystał z prawa łaski wobec groźnego gangstera o pseudonimie „Słowik”, ale do końca kadencji nie uniewinnił Ryszarda Kuklińskiego, pomimo licznych apeli, m.in. listu otwartego Zbigniewa Herberta (list pozostał bez odpowiedzi). Nie mniej kompromitujące było zablokowanie obniżki emerytur esbeckich. „Gdy wiosną 1993 r. podzielony sejm zdołał głosami PC, ZChN, „Solidarności” i mniejszych klubów prawicowych uchwalić ustawę zrównująca emerytury UB-eckie do poziomu normalnych emerytur mundurowych – Lech Wałęsa zawetował ustawę.” (źródło: http://zapis-slaski.salon24.pl/82663.html ).
Być może to wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie jego agenturalna przeszłość, która także w okresie prezydentury była narzędziem szantażu ze strony Kiszczaka i jemu podobnych ludzi. Dlatego badanie przeszłości Lecha Wałęsy jest tak ważne, gdyż pomaga stwierdzić dlaczego jego prezydentura była taka, a nie inna. Porównywanie jednak Wałęsy do Stalina, do czego posuwa się Zyzak w swej książce, to nadużycie. Piszę to jako osoba, która w 1990 r. najprawdopodobniej głosowałaby na Wałęsę, tak jak ci, którzy mu zaufali i których zdradził.