Tekst ciekawy, choć jednostronny.
Można spojrzeć na to tak: Polacy są w Gdańsku najeźdźcami - i niegdy nie poczują się dobrze na cudzej ziemi. Brzmi to mało patriotycznie, ale obrazuje stan, który jest w pełni zrozumiały na innych ziemiach podbitych, w tym akich, które w skłąd Polski weszły pierwszy raz w swojej historii.
Można spojrzeć inaczej:...
Tekst ciekawy, choć jednostronny.
Można spojrzeć na to tak: Polacy są w Gdańsku najeźdźcami - i niegdy nie poczują się dobrze na cudzej ziemi. Brzmi to mało patriotycznie, ale obrazuje stan, który jest w pełni zrozumiały na innych ziemiach podbitych, w tym akich, które w skłąd Polski weszły pierwszy raz w swojej historii.
Można spojrzeć inaczej: Gdańsk był zawsze miastem wielokulturowym, podbijanym przez różne armie, a jedyną trwałą instytucją jest Kościół. Dobre miejsce dla obieżyświatów, którym wszystko jedno, gdzie mieszkają.
Polacy dobrze się zakorzenili w Gdańsku przez ostatnie 60 lat i zwykli uważać zdobycz za element należnych reparacji wojennych (haraczu), zwanych "częściową rekompensatą za krzywdy". Zresztą w opisywanej w artykule okolicy nie brak "fińskich domków", powstałych w ramach reparacji wojennych za pieniądze powojennej, okaleczonej i biednej Finlandii. Powiedzcie to Finom.
* * *
Ja tymczasem myślę o wynaturzonym, nacjonalo-roszczeniowo-sentymentalnym "patriotyzmie", który jest chyba produktem wieków najnowszych.
Przepraszam Autora: za zgodnie z kanonami napisany tekst (+), za moje emocje z nim związane (-). Czyli razem: bez głosu.