Pani Jadwigo,
Niechby tak było, jak Pani pisze: "każdy dwa razy się zastanowi, zanim wyciągnie pomocną dłoń". Pomagać trzeba i warto, ale nie należy tego robić bezmyślnie.
W marcu 2010 roku byłem w kontakcie telefonicznym z Olą. Przebywała wtedy "w szpitalu w Poznaniu" i była "w ciężkim stanie". Prosiła mnie, bym pomógł...
Pani Jadwigo,
Niechby tak było, jak Pani pisze: "każdy dwa razy się zastanowi, zanim wyciągnie pomocną dłoń". Pomagać trzeba i warto, ale nie należy tego robić bezmyślnie.
W marcu 2010 roku byłem w kontakcie telefonicznym z Olą. Przebywała wtedy "w szpitalu w Poznaniu" i była "w ciężkim stanie". Prosiła mnie, bym pomógł jej w "akcji na rzecz chorych dzieci". To miał być jej "charytatywny przejazd na specjalnym rowerze z Poznania do Wrocławia, gdy wyjdzie z choroby". Gdy zaproponowałem jej, żeby podała, gdzie dokładnie leży, bo skieruję do niej znajomego poznaniaka, okazało się, że nagle ozdrowiała i była bardzo zajęta, a to badaniami, a to przebywaniem na przepustce. To obudziło moją czujność.
Bezczelność Oli w stosunku do mnie polegała wtedy na tym, że to ja przebywałem wtedy w klinice po przebytym kilka dni wcześniej udarze.
Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Tym bardziej jedna Ola nie zniechęci mnie (i mam innych) do pomagania tym, którzy takiej pomocy potrzebują.