No wiesz, "nic nie warte" z punktu widzenia jakiejś grupy odbiorców. Mam nadzieję, że czasy, kiedy wartość sztuki była ustalana odgórnie mamy za sobą.
Dąbrowski, mimo swojej "nicniewartości" od lat tworzy i, co na polskim rynku jest jednym z ważnych wyznaczników, sprzedaje się.
I, jak mówiłem, jest rozdźwięk między referatami, a...
No wiesz, "nic nie warte" z punktu widzenia jakiejś grupy odbiorców. Mam nadzieję, że czasy, kiedy wartość sztuki była ustalana odgórnie mamy za sobą.
Dąbrowski, mimo swojej "nicniewartości" od lat tworzy i, co na polskim rynku jest jednym z ważnych wyznaczników, sprzedaje się.
I, jak mówiłem, jest rozdźwięk między referatami, a dość konkretnym sformułowaniem tematu.
Zresztą Trust i Gawronkiewicz to nie jest. przynajmniej w środowisku twórców, "współczesny komiks polski". Trust to teraz robi reklamy i zapowiada nowe komiksy, ale nie jest już twórcą wyznaczającym kierunki w sztuce. Teraz raczej tworzeniem obrazu środowiska zajmują się tacy autorzy jak Chmielewski (rzeczony), Sztybor, Nowacki, Pałka, Cabała, Odya czy Wittersheim.
Co zaś do samego undergroundu - trudno oczywiście założyć, że Palinowski, Owedyk czy inni punkowscy kontestatorzy mieli rację, tak samo, jak wiemy, że racji nie mieli Vicious i Rottem, ale mylili się także Ginsberd, Kerouak czy Morrison, a nikt jakoś nie próbuje ich marginalizować i skreślać. Na tym polega kontestacja, że odrzuca zastane zasadny nawet, jeśli są one "dziejową koniecznością".
Jakoś nie widzę radykałów czytających filozofów i zgadzających się z nimi (mam na myśli tych "głównonurtowych", La Veya to sobie można czytać z uśmiechem na zdrowie), bo wtedy nie byliby kontestatorami.
Podsumowując - Rychu Dąbrowski robi swoją robotę i jest na to zbyt. Jest zbyt na porno-parodie Ojca Rene. Jest też w tym kraju zbyt na teorie spiskowe, że Tupolewa zestrzelili Rosjanie laserem, oraz na odmóżdżające i pozbawione jakiejkolwiek wartości pseudo-teleturnieje na MTV (nad której upadkiem jakościowym boleję, ale to nie miejsce), na mocz w słoiku i papieża przywalonego meteorytem.
I próba wykazywania, że to są rzeczy złe trochę wygląda jak próba wykazywania, że Harry Potter nakłania dzieci do satanizmu. Można, tylko ona nic nie przynosi. Ktoś, kto czyta likwidatora, kto czytał Braci Kowalskich, po przeczytaniu referatu nie puknie się nagle w czoło i nie powie "o mój boże, to kicz, jak mi się to mogło podobać".
A przy okazji wykazania tego, ja widzę niestety w temacie - w temacie i założeniach, nie w realizacji na szczęście - próbę dyskredytacji całości zjawiska - która to próba jest zła, bo nie można do jednego wora próbować wrzucić Dąbrowskiego z Kalinowskim i Szaulińską. A taką próbę widziałem w działaniach Krzysztofa Skrzypczyka, niestety. I to samo dotyczy doć jasno sformułowanego punktu o krytyce i dziennikarstwie - tam nie ma rozróżnienia na tych, co się bezkrytycznie kiczem zajmują i tych, co "robią swoje", tylko pomówienie całości o kolesiostwo.
Które, kuriozalnie, może wydawać się uzasadnione, bo wielu amatorskich krytyków i dziennikarzy komiksowych jest twórcami i prawie wszyscy autorzy i piszący o komiksie się znają. Trudno jednak mieć za złe istnienie tego zjawiska w grupie tak wąskiej i przy braku prawie całkowitym osób zajmujących się zjawiskiem profesjonalnie.