Nagonka na palaczy zaczyna przypominać nagonkę na byłych UB-ków. Nie ważne jak, ważne, żeby ostrzej i głośniej. Prawda taka, że nie trzeba ustanawiać w tym zakresie nowych przepisów, zakazów i obostrzeń. Życie niepalących byłoby o wiele prostsze i zdrowe, gdyby dokładniej egzekwowano istniejące przepisy. Nie trzeba obejmować całych przystanków zakazem...
Nagonka na palaczy zaczyna przypominać nagonkę na byłych UB-ków. Nie ważne jak, ważne, żeby ostrzej i głośniej. Prawda taka, że nie trzeba ustanawiać w tym zakresie nowych przepisów, zakazów i obostrzeń. Życie niepalących byłoby o wiele prostsze i zdrowe, gdyby dokładniej egzekwowano istniejące przepisy. Nie trzeba obejmować całych przystanków zakazem palenia (jeszcze z duuuużym marginesem w niektórych miejscach), wystarczyłoby wyprosić palaczy spod wiat, przegonić ich na koniec przystanku po zawietrznej. W lokalach nie są potrzebne osobne sale - wystarczy wydajna kurtyna powietrzna - wcale nie taka droga i skomplikowana.
Żeby nie było, że biję pianę - proszę, Stanisławie - przypomnij sobie, kiedy to ostatnio wyprosiłeś z tramwaju czy autobusu osobę pijącą piwo. Mniejsza szkodliwość niż palenie papierosów? A nie dalej jak tydzień temu sąsiadom trzeba było przypomnieć o ustawie o wychowaniu w trzeźwości. I o ciszy nocnej. I to nie z powodu palenia papierosów. Ile razy ktoś Cię napadł po wypaleniu papierosa - ba! - nawet paczki! A ile widziałaś bójek po wypiciu "małego" piwa.
Strasznie mnie wkurza nagonka robiona jako autopromocja niektórych partii lub konkretnych polityków. Również wkurza mnie wybiórcze traktowanie problemów. Jak już rozwiązywać, to hurtem. Likwidujemy palenie tytoniu w lokalach - zlikwidujmy i picie alkoholu. Przecież chorób wywoływanych alkoholem jest nie mniej, niż wywołanych tytoniem. I to również tych, które dotyczą nie tylko samych pijących. Popatrzcie na domy dziecka, na pobite kobity, na niedożywione dzieci, wypadki drogowe, zaniedbania w pracy, dewastację miast, niszczenie mienia. To przecież nie po "dymku".
Jestem ciekaw, ilu z nas - palaczy - chętnie by poszło do dobrej palarni tytoniu... Bez towarzystwa pijanych nastolatków, rubasznych i bardzo hałaśliwych miłośników piwa, bez smrodu przetrawionego i wydalanego z potem alkoholu, bez ryzyka dostania po łbie (w najłagodniejszym przypadku) wychodząc z lokalu.
Przez 10 lat jak palę, nigdy nikt mi nie zwrócił uwagi, żebym zgasił papierosa - po prostu bardzo staram się uważać, aby nie było dla kogoś uciążliwe to, że palę. Wiem, że wiele problemów z palaczami dałoby się rozwiązać, gdyby palacze zachowywali się kulturalniej. Wogóle w wielu przypadkach dałoby się obyć bez zaostrzonego prawa, gdyby tylko to łagodniejsze było przestrzegane. Nie w formie ostrych restrykcji po przekroczeniu lini (choć czasem i to by się przydało) ale właśnie dobrego wychowania.
A co do zabierania dzieci do pubów czy barów - chciałbym przypomnieć o ustawie o wychowaniu w trzeźwości...