Oczywiście, zgadzam się, że rozsądna, odpowiedzialna lustracja jest potrzebna. Nie chcę teraz omawiać konkretnych rozwiązań - w każdym razie nie sądzę, aby na przykład likwidacja Sądu Lustracyjnego była dobrym pomysłem. Pełna jawnośc akt jest także kwestią dyskusyjną, na którą istnieje wiele poglądów. W tekście znajduje się jednak kilka stwierdzeń, z...
Oczywiście, zgadzam się, że rozsądna, odpowiedzialna lustracja jest potrzebna. Nie chcę teraz omawiać konkretnych rozwiązań - w każdym razie nie sądzę, aby na przykład likwidacja Sądu Lustracyjnego była dobrym pomysłem. Pełna jawnośc akt jest także kwestią dyskusyjną, na którą istnieje wiele poglądów. W tekście znajduje się jednak kilka stwierdzeń, z którymi się absolutnie nie zgadzam. "Gruba kreska" wcale nie miała oznaczać "końca wszystkich inicjatyw rozliczenia poprzedniego systemu". Oznaczać miała za to coś, czego polskie elity polityczne do dzisiaj nie zrozumiały - że najważniejszy jest spójny program rozwoju, postawienie na wreszcie możliwą do uwolnienia energię i kreatywność ludzi, utworzenie nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego, a nie rozliczenia i wieczne, zazwyczaj bezproduktywne patrzenie wstecz. Choć, powtarzam, nie podważam idei lustracji. Lista Macierewicza z kolei jest raczej argumentem przeciwko lustracji - absolutnie nagannym działaniem, szkalującym wiele osób na podstawie nie wiadomo do końca czego - osobistych antypatii, przekonań czy rzeczywiście dokumentów, ale to najmniej prawdopodobna wersja. Nie można publikować list, za przeproszeniem, z kosmosu bez jakiegokolwiek uzasadnienia - przypominają się jedynie niedawne słowa papieża i działania abp Dziwisza w tej kwestii. Teza o dogadaniu się przeciwstawnych obozów jest w poruszanym kontekście mocno przesadzona - nie chodziło przecież o ogólne nie ujawnianie agentów - to, czego nie udało się wtedy przeprowadzić to dekomunizacja - nie ma po co szukać tutaj spisków - tym bardziej, że PO jest obecnie za całkowitym otwarciem akt (choć faktem jest, że ówczesne poglądy części jej działaczy różnią się znacznie od obecnych), który to pomysł uważam za chybiony. Mieszanie za to "Wyborczej" do sprawy Gilowskiej to wg mnie absurd - jeżeli ktokolwiek przypadł Michnikowi do gustu w obecnym rządzie, to była to właśnie ona (swoją drogą po co Michnik miałby na początku lat 90-tych kopiować materiały nikomu nieznanej Gilowskiej - a dostęp do akt, jako dziennikarz, miał i później). Polecam także lekturę bloga Ewy Milewicz. Sprawę Wildsteina pominąłem, ale jego lista była dość niefortunnym zagraniem - taki dziennikarz nie powinien wywoływać niepotrzebnej burzy listą, która niewiele mówi, a wielokrotnie źle odczytywana, mogła jedynie wprowadzić zamęt. Podsumowując - lustracja tak, ale rozsądna. W obecnej sytuacji dzika lustracja jest niestety nieunikniona i choć rzetelnie przeprowadzone przez historyków czy dziennikarzy badania, mogą mieć także pozytywny efekt, sensacyjne niusy w atmosferze pomówień i kłamstw, które dominują w mediach, nie sprzyjają entuzjazmowi wobec samej jej koncepcji. Pozdrawiam