Nudziarstwo, mało konkretów i nigdy nie wiesz o co właściwie chodzi - to niepochlebna opinia. A co po drugiej stronie? Są przecież metafory podręczne i do zadań specjalnych. Chyba większość z nas używa czasem w rozmowach przenośni. Nie trzeba być poetą.
Gdy ktoś nagle wyłączy monitor, schowa gazetę, zmieni billboard na ulicy, znikają podpowiedzi "co, jak i kiedy" robić: od dziś urlop, na majówkę, zwolnij - szkoda życia i wiele innych. A jakby tak dzień bez hasła?
Nazwy roślin mogą zastępować długie zdania opisów cudzego charakteru, emocji, wyglądu... Porównanie kogoś do róży, wywołuje zwykle pozytywne skojarzenia. Powiedzieć o kimś, że "jest jak bluszcz", to już mniej miłe. Co w trawie piszczy i bardziej do nas gatunkowo pasuje?