W "Pielgrzymce do Warszawy", znanym opowiadaniu Marii Dąbrowskiej z r. 1945, występujący w nim Rosjanie śpiewają swoje ludowe piosenki. W jednej z nich znajduje się wers "Ej, da czto ty, matuszka, sdiełała" ("Ej, tak coś ty, mateczko, zrobiła" dosłownie: zdziałała), w drugiej "Tuskło ogońki goriat" ("słabo, mgliście, w sposób przyćmiony ogieńki płoną, dosłownie: gorzeją albo goreją").
Życzę Wam, by to Wasze dojrzałe, pomaturalne życie wypełniały po dobre, pozbawione uprzedzeń wybory. To, jak w przyszłości będzie wyglądała polska szkoła, zależy również od Was - nawet jeśli zawodowo nigdy się z nią nie zwiążecie.
Pożyczamy sobie coś, czy czegoś? Profesor Jan Miodek rozprawia się z kolejnymi błędami i mitami językowymi.
Pan Michał H. z Wodzisławia w jednym z tekstów Zygmunta Krasińskiego (1812-1859) znalazł następujące wypowiedzenie: "Podpora w Kolosseum postawiona przez papieżów" z pluralną formą dopełniaczową papieżów.
Pewien belgijski dostawca części samochodowych w belgijskiej Flandrii zabronił swym pracownikom rozmawiania w jakimkolwiek innym języku niż flamandzki, także podczas przerwy śniadaniowej.
Schizofrenia to choroba mająca złe konotacje społeczne. Zły odbiór społeczny tej choroby jest pogłębiany przez język polityków. W Polsce tylko mały odsetek chorych wraca do życia zawodowego. Przykład firmy Kłos pokazuje, że tak nie musi być.
schizofrenia aktywizacja zawodowa język polityków firma społeczna Towarzystwo Przyjaciół Niepełnosprawnych (Łódź)
O sprawie Mirosława Kraszewskiego, lekarza radiologa mieszkającego od 1981 r. w Niemczech, kilka tygodni temu pisał Michał Tyrpa. Kraszewski od ponad siedmiu lat bezskutecznie walczy, by jego 13-letni syn z małżeństwa z Niemką, mógł się uczyć w szkole języka polskiego. Zaproponował nawet, że zapłaci za zatrudnienie nauczyciela.
Polacy posługują się językiem polskim z największą trudnością.
Kto chce nadążyć za językiem żywym, tworzonym na potrzeby subkultury, a ma powyżej 20 lat może nie wyrobić zakrętu. Postanowiłam zabawić się przy pomocy specyficznego słownika. A oto skutki dwugodzinnego rycia bani.
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
2007-02-17 21:39, aktualizacja: 2007-02-18 07:37:17
Mam pytanie, proszę trupa: wciąż się męczyć czy w grób upaść? Coś niepewna czutka moja, że jak kitę już odwalę, to po trudach, życia znojach, nic mnie tam nie ruszy wcale... - coś Wam to przypomina? Tak, tak. To Hamlet. A właściwie jego grypserska wersja.